MENU

    Sam Smith wprost z Abbey Road Studios online. Relacja Patrycji Szydlak

    Na premierę najnowszego albumu Sama Smitha Love Goes czekałam z niecierpliwością, doczekałam się! Niestety, zdaje sobie sprawę, że trasy koncertowej związanej z jego premierą nie uświadczymy zbyt szybko. Wiele branż musiało odnaleźć się w nowych realiach, w tym branża koncertowa. Na szczęście żyjemy w czasach bardzo rozwiniętej technologii, dzięki czemu mogłam uczestniczyć w live streamie z jednego z najważniejszych  miejsc w historii muzyki, z londyńskiego Abbey Road Studios.

    Sam Smith, Abbey Road Studios review: soaring vocals and soul-bearing  intimacy

    Piątkowy wieczór, wybiła 21:00 i nic. O tej godzinie miał się rozpocząć stream, jednak z powodu problemów technicznych po stronie nadawcy wszystko opóźniło się w sumie o kilkadziesiąt minut. Jako, że nie byłam pewna formy tego co zobaczę, przez te problemy techniczne miałam nadzieję, że będzie to tak całkowicie na żywo. I trochę się zawiodłam.

    Całość rozpoczęła się od nagranego wcześniej Young. Następnie pojawił się Sam Smith z chórem – z głównego studia Abbey Road zagrali jeden z moich faworytów z krążka – Diamonds. Jak powiedział muzyk, Abbey Road Studios to mekka, sanktuarium muzyki i zagranie tutaj to spełnienie marzeń każdego artysty.

    Następnie padła kolej na Dancing with a stranger w wersji odrobinę spokojniejszej od oryginału, moim zdaniem bardzo przyjemnej po miesiącach osłuchania się z klubowym hitem. Później przeniesiono nas w klimat świetnej zabawy, rodem z gay baru grając Promises. Utwory przeplatane były komentarzami artysty, oczywiście tak jak całość nagranymi wcześniej. W międzyczasie zaskoczono nas coverem Time after time. W końcu przyszła kolej na perełki poprzednich albumów, a co za tym idzie, mogłam zachwycać się Too Good At Goodbyes i Lay me down.

    Oczywiście w związku z premierą najnowszego longplaya, nie zabrakło też komentarza na jego temat. Każdy album jest swego rodzaju pamiętnikiem artysty, ten to odkrywanie się, dwa lata jego powstawania to pierwszy prawdziwy związek i trudne rozmowy z samym sobą.

    Padłam z zachwytu gdy pojawił się Labrinth i w duecie zaprezentowali tytułowe Love Goes. Coś pięknego! Patetyczne, z cudowną sekcją dętą. Przepadłam, zakochałam się. Oczywiście nie zabrakło Stay i pomimo, że jest to klasyczna ballada, udało się całej ekipie ubrać ją w jeszcze piękniejszą aranżację. Koncert został zwieńczony utworem Forgive myself, który podobno był podobno najtrudniejszym do napisania utworem w karierze Brytyjczyka. Muzycznie naprawdę fajnie, jednak po godzinie stream się zakończył, a ja czułam ogromny niedosyt po tym wszystkim.

    Skoro było to nagrane wcześniej, uważam, że chociażby można było przedstawić historię samego miejsca, w którym event się odbywa i wyjaśnienie dlaczego Sam spełnia tutaj swoje marenie.

    Zdecydowanym plusem koncertów w domu jest możliwość skorzystania z dobrego sprzętu i brak ryzyka, że ktoś wyższy będzie nam zasłaniał scenę. Całkowicie jednak brakuje mi interakcji z artystą, obecności publiczności i zarażania się wzajemnie dobrą energią. Zabrakło mi emocji, których doświadczam na żywo. Jednak lepsze to niż nic w dzisiejszych czasach…

    Sam Smith at Abbey Road Studios, London, England Setlist

    Na pocieszenie, Sam mówi, że gdyby branża koncertowa upadła, zajmie się graniem na weselach – obstawiam, że mógłby sporo na tym zarobić :)

    Ostatnio opublikowane