Sam Fender – Hypersonic Missiles (2019), recenzja Sebastiana Torbicza

Inne recenzje

Przez znawców muzyki nazywany jest nowym Stingiem. Jego kariera, chociaż dopiero się zaczyna rozwija się w bardzo szybkim tempie. 13 września do ogólnej sprzedaży i serwisów streamingowych trafił debiutancki album Sama Fendera. Artysty młodego, brytyjskiego pokolenia muzyków. Rok temu Sam wydał, swoją debiutancką EP-kę Dead Boys, dzięki której zyskał wielu fanów, a jego koncerty wyprzedawały się w ekspresowym tempie.

Na Hypersonic Missiles znalazło się 13 kompozycji, w tym jedno nagranie w wersji live, do utworu Use. Zanim trafił on do sprzedaży, usłyszeć mogliśmy siedem utworów, wydanych jako pojedyncze single. Począwszy od Play God, a kończąc na The Borders. Teksty zebrane na albumie są dość nie typowe, jak na kogoś stawiającego swoje pierwsze kroki w szeroko pojętej branży muzycznej. W odróżnieniu od wielu młodych artystów, Fender porusza bardzo ważne tematy. Nie pisze o związkach, randkowaniu itp, tylko dotyka poważniejszych problemów. I to jest jedna z cech twórczości tego artysty. Ma on wiele do zaoferowania słuchaczowi.

Krążek otwiera tytułowe Hypersonic Missiles. Muzyka urzeka już od pierwszych dźwięków. Wyraźnie da się tu odczuć inspiracje twórczością Bruce’a Springsteena. Mocne brzmienie, ciekawa brawa Sama, dobrze rokujące otwarcie. Warto zwrócić również uwagę na urozmaicone instrumentarium. The Borders, to utwór opowiadający o zastraszaniu i przemocy domowej. Tu jeszcze bardziej słychać, na jakiej muzyce wychowywany był Fender. Zaskakująca jest w nim barwa głosu Sama w refrenach, zupełnie inna niż w poprzednim utworze. Ciekawa lina melodyczna, dobrze „chodząca” gitara. Po nim pojawia się White Privilege, kompozycja bardziej stonowana. Dead Boys, to utwór będący odpowiedzią na śmierć samobójcze przyjaciół. Słowa padające w nim są dość frywolne, ale i bezpośrednie – „Zamykamy oczy/nauczymy się naszego bólu/Nikt nigdy nie potrafił wytłumaczyć/Wszystko co stało się z martwymi chłopcami w naszym mieście”. Utwór ten zawiera również najkrótszą warstwę tekstową na krążku co podkreśla jego wymowność. Świetny kawałek pod wieloma względami.

You’re Not The Only One, jest dość statycznym utworem, jeśli tak można powiedzieć o muzyce Sama Fendera. Aczkolwiek nie brakuje tu smaczków muzycznych, dobry efekt dało nałożenie delikatnego efektu rotary na gitarę, co wprowadza ciekawy klimat. Żywa i prosta linia sekcji rytmicznej. Dobry wokal. Play God było pierwszym z singli promujących album, ale i debiutanckim singlem artysty na rynku muzycznym, gdyż wydany został w 2017 roku. Klasyczne, brytyjskie rockowe brzmienie. Utwór był odpowiedzią na wydarzenia polityczne na Wyspach oraz w USA. That Sound od pierwszych sekund oczarowało mnie brzmieniem perkusji, po chwili wchodząca gitara i bas dopełniły całości. Fajne nieskomplikowane solówki gitarowe w formie wstawek. Do tego niezmiennie ciekawa barwa głosu wokalisty. Kolejna ciekawa propozycja. Kolejne utwory to Saturday oraz Will We Talk?.

Two People, to utwór który przybliża nas do końca albumu, jest on także zwolnieniem tempa, zaprezentowanego słuchaczowi przez artystę. Spokojna ballada, oparta na brzmieniu gitary elektrycznej na tzw. brzmieniu clean. Call Me Lover jest jednym z mocnych punktów pod względem warstwy muzycznej. Jest ona bardzo urozmaicona jeśli chodzi o rozpisanie poszczególnych instrumentów. Niesymetryczna linia gitary, wprowadzenie instrumentów smyczkowych,zróżnicowana perkusja – po prostu majstersztyk. Album zamykają spokojna ballada Leave Fast, oraz utwór Use w wersji live.

Trzeba przyznać, że Sam Fender oraz ludzie odpowiedzialni za produkcję albumu wykonali ogromną pracę, która w moim odczuciu okazała się sukcesem. Jak określają go krytycy muzyczni jest on „prefekcyjnie niedoskonały”. Całkiem inny od tego, co jest nam obecnie serwowane. Poruszanie ważnych tematów dla społeczeństwa, ciekawe i przede wszystkim urozmaicone brzmienie w utworach, pokazują, jak dojrzałym artystą jest Fender. Oczywiście odczuwalne są tutaj inspiracje Springsteenem, czy też zbliżone brzmienie do Arctic Monkeys. Być może album ten nie trafi do szerokiego mainstremowego odbioru, ale na pewno zyska uznanie osób ceniących dobrą muzykę i teksty, które tworzone z pasji, a nie żeby tylko się dobrze sprzedać.

Sam Fender - Hypersonic Missiles
  • Data premiery: 13 09 2019
  • Single: Play God, The Borders, That Sound, Dead Boys
Najlepsze utwory: That Sound, Call Me Love, Will We Talk?, The Borders
Najsłabsze utwory: Leave Fast, Use


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Czytaj również

Przez znawców muzyki nazywany jest nowym Stingiem. Jego kariera, chociaż dopiero się zaczyna rozwija się w bardzo szybkim tempie. 13 września do ogólnej sprzedaży i serwisów streamingowych trafił debiutancki album Sama Fendera. Artysty młodego, brytyjskiego pokolenia muzyków. Rok temu Sam wydał, swoją debiutancką EP-kę...Sam Fender - Hypersonic Missiles (2019), recenzja Sebastiana Torbicza