
Właśnie rozpoczęło się jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych tej jesieni w Polsce. Ruszyła pożegnalna, ale także jubileuszowa, trasa Fayrant zespołu Hey. Za nami koncert na warszawskim Torwarze otwierający tour.
Sobotni poranek przecinany połączeniami telefonicznymi, grad wiadomości z różnych stron, wszystko to skupiające się w jednym pytaniu – „jak było?”. Najbardziej wyczekiwana tej jesieni w Polsce trasa koncertowa z kilkoma wyprzedanymi koncertami na długo przed jej rozpoczęciem, właśnie ruszyła, a odpowiedź na to powtarzające się pytanie jest bardziej złożona. Bo Fayrant Tour to także wspaniały jubileusz, o którym nie należy zapominać, mimo, że dominującym aspektem tej trasy jest pożegnanie zespołu ze sceną na dłuższy czas.
O tej trasie mówiło się wiele na długo przed jej rozpoczęciem. Wielkie przygotowania, wydana wcześniej jubileuszowa płyta CDN z zarejestrowanymi na nowo kompozycjami wydanymi w ciągu ostatnich 25. lat. Koncerty wyłącznie na największych w kraju halach, kilka występów w Wielkiej Brytanii. Ujawniani co jakiś czas kolejni goście trasy, ważny powrót w szeregi formacji na czas trasy Piotra Banacha – współzałożyciela grupy, uczestniczącego w pracach nad pięcioma pierwszymi albumami studyjnymi zespołu. Tak śmiałe deklaracje i budowanie tak ogromnych oczekiwań to pewne zobowiązanie, ale też ryzyko. Ryzyko, które – jak pokazał koncert w Warszawie – bardzo się opłaciło.
Ogromna przestrzeń jaką stanowi Torwar, nie była dla zespołu problemem w stworzeniu niezwykłej, ciepłej atmosfery. W budowaniu takiego nastroju doskonale sprawdził się utwór Z rejestru strasznych snów, który wybrzmiał jako pierwszy. Zaprezentowany podczas koncertu repertuar obejmował utwory pochodzące ze wszystkich albumów studyjnych grupy Hey, zarówno te bardzo dobrze znane jak Muka, Cisza, ja i czas, Kto tam? Kto jest w środku? czy [sic!], jak też te, które na setlistach koncertów pojawiały się rzadziej. Fayrant Tour to doskonały moment, by po wielu latach usłyszeć na żywo takie utwory jak Schizophrenic Family, Heledore Babe czy Wilk vs. Kot w – co ważne – oryginalnych, niezmienionych aranżacjach.
Podczas piątkowego wieczoru na warszawskim Torwarze zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami pojawili się także goście. Sądząc po reakcjach zgromadzonej publiczności, największe emocje wzbudziło pojawienie się na scenie wspomnianej wcześniej legendarnej postaci w dziejach zespołu, czyli Piotra Banacha. Grupa wykonała wraz z muzykiem utwory pochodzące głównie z debiutanckiej płyty Fire, ale też piosenki z płyt Ho! oraz ?. W drugiej połowie koncertu pojawili się kolejni zaproszeni przez zespół goście. Podczas wykonywania utworu Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan formacji towarzyszył Dawid Podsiadło, który następnie bez udziału Kasi Nosowskiej zaprezentował również własną interpretację utworu Błysk. Ostatnim gościem warszawskiego koncertu była Beata Kozidrak, która wraz z całym zespołem wykonała piosenkę Co mi Panie dasz?. Piosenkarka, podobnie jak Podsiadło, w towarzystwie muzyków zespołu Hey zaprezentowała swoją wersję utworu Misie.
Kilka tysięcy ludzi, Torwar pękał w szwach. Chóralnie odśpiewane wszystkie utwory, choć najbardziej dało się to dostrzec podczas Teksańskiego i Mojej i Twojej Nadziei. Co jakiś czas zerkałam kątem oka na zebraną publiczność – łzy wzruszenia, znaki zapytania na twarzach. To nie jest jedynie początek pewnej luki w historii polskiej muzyki rozrywkowej. To też początek dużej niewiadomej w życiu tych, którym Hey towarzyszył przez ostatnie ćwierćwiecze albo przynajmniej przez jakiś czas.
Nie da się ukryć, że Fayrant Tour od początku wzbudzał wielkie emocje i równie duże zainteresowanie. Po pierwszym koncercie tej trasy wiadomo już, że nie są to oczekiwania przesadzone, a tak znakomite widowisko po prostu trzeba zobaczyć.

