Albo inaczej to projekt innowacyjny, pionierski a przy tym niezwykle intrygujący. Otóż tym razem polscy, wielcy i cenieni artyści zmierzyli się z kawałkami różnych raperów. Wodecki, Dąbrowski czy Bem śpiewając Pezeta, Peję czy zespół Flexxip. Brzmi ciekawie? Owszem. Takie projekty warto tworzyć.
Wyobrażacie sobie ulubiony rapowy kawałek wykonywany przez szesnastoosobowy big band? Albo inaczej – czy wyobrażacie sobie ulubionego wokalistę sprzed paru dekad, którego słuchali jeszcze Wasi rodzice, śpiewającego tekst Waszego ulubionego rapera? Wszystko to znajdziecie na płycie projektu Albo inaczej
Zbigniew Wodecki znany głównie za sprawą Pszczółki Mai czy wszystkim dobrze kojarzonych Chałup zmierzył się z kawałkiem Peji Jest jedna rzecz. Andrzej Dąbrowski wziął na warsztat Refleksje Peteza, a Wojciech Gąsowski zmierzył się z kawałkiem Normalnie o tej porze (oryginał Kaliber44). Wśród artystów nie zabrakło również kobiet. Do projektu została zaproszona Ewa Bem oraz Krystyna Prońko. Co ciekawe nie dostały one kawałków, które w oryginale również wykonują kobiety. Zmierzyły się z męskimi numerami. Pierwsza wykonała Minuty (Stare Miasta) a druga Oszustów z repertuaru Flexxip. I choć powstały zupełnie nowe aranżacje to projekt wyszedł świetnie i na pewno znajdzie swoich zwolenników.
Pokazuje on uniwersalność powiedzenia, że muzyka łączy pokolenia. Co ciekawe w tych wykonaniach nawet takie słowo jak melanż brzmi poetycko. Na potrzeby tego projektu teksty kawałków zostały zaadaptowane przez Łukasza Stasiaka. To on odpowiednio skroił oryginały, zachował uniwersalność wersów, miejscami gorzej bywa z rymami. To jednak nie dziwi, nie da się dosłownie wykonać kawałka rapowego, w którym osią stanowią teksty w stylistyce jazzowej, gdzie główny nacisk kładzie się na melodię i brzmienie. Utrzymanie proporcji 1:1 było niewykonalne. Jazzujące podkłady zaciekawiają aranżacjami i swoim brzmieniem (zwłaszcza żywych instrumentów). A sami artyści Bem, Prońko, Wodecki, Gąssowski, Andrzejczak i Dąbrowski po prostu powalają wokalnie. Tylko szkoda, że na płycie jest zaledwie osiem utworów. Artyście zostali świetnie dobrani do tego projektu, aranże zostały przygotowane z niezwykłą starannością, dzięki czemu powstał album bardzo dobry, którego słucha się z przyjemnością.
Cieszę się, że Alkopoligamia postanowiła stworzyć taki projekt. Dzięki niemu osoby postrzegające rap przez pryzmat wulgaryzmów, portek opuszczonych do połowy tyłka i agresji spojrzą na kulturę hip hopu nieco inaczej. Być może przestaną ją postrzegać wyłącznie przez pryzmat utartych stereotypów. Alkopoligamia pokazała, że muzyka łączy, że gatunki muzyczne możne mieszać, i że nawet te najbardziej absurdalne na pierwszy rzut oka połączenia dają imponujące efekty. Mam nadzieję, że to nie jedyny taki projekt, że Alkopoligamia pokusi się o kolejne ciekawe projekty i wkrótce dostaniemy coś co odświeży rynek. Zaskoczy, zaciekawi i będzie kolejną dobrą pozycją.

