Kiedy pracuje się nad jakąś rzeczą przez dłuższy czas, to oczekuje się, że zaowocuje to określonym sukcesem. W sporcie – osiągnięciem oczekiwanego wyniku, w życiu zawodowym – chociażby awansem, a w muzyce – zadowalającym poziomem sprzedaży. Warunek jest jeden: trzeba ten okres przepracować dobrze i rzetelnie. Ale czy to zawsze jest gwarantem sukcesu? Przykład Rovera i jego najnowszej płyty pt. Słowoplastyka powinien nam pomóc w odpowiedzi na to pytanie.
Kielecki raper Rover swoją przygodę z muzyką zaczął od lokalnej sceny i od paru nielegali wydanych w latach 2007-2011. Prócz nich, w swojej kolekcji ma jedną płytę wydaną w High Time Label, a jego dwa najnowsze krążki ukazały się nakładem Step Records. Przeze mnie znany jest głównie z wielu featuringów, z których moim zdaniem najlepsze to te u HuczuHucza i Piekielnego, oraz na albumach producenckich Pawbeatsa i Voskovych. Największe wrażenie zrobił jednak na mnie, gdy po raz pierwszy obejrzałem wykon kawałka Autobiografia na żywo w Kielcach (wideo poniżej). Parokrotnie występował on także w mojej rodzinnej miejscowości – Ostródzie – i jest tam dość przyjemnie odbieranym gościem, o czym świadczyć mogą jego słowa, że to właśnie w Ostródzie zagrał jeden ze swoich lepszych koncertów. Czemu o tym mówię? Ponieważ dzięki temu, że miałem tak wiele okazji do zapoznania się z twórczością Rovera, powinienem być oswojony z jego muzyką np. poprzez udział w jednym z koncertów. Ale…
…szczerze mówiąc nigdy nie byłem na jego koncercie. Podobnie sprawa się ma ze znajomością dyskografii, bowiem w całości nie przesłuchałem żadnej płyty. Z jednej strony po mojej stronie postawić mogę dużego minusa, bowiem nie będę się mógł w żaden sposób odnieść do poprzedniej twórczości, aby móc dostrzec ew. progres albo regres, jednak z drugiej strony daje mi to także dużego plusa, gdyż… nie będę się mógł w żaden sposób odnieść do poprzedniej twórczości, dzięki czemu spojrzę na Słowoplastykę świeżym okiem, bez uprzedzeń i nieco z perspektywy laika w tym temacie. Być może pomorze mi też to odnaleźć przyczynę braku sukcesu tegoż wydawnictwa.
No właśnie: płyta Słowoplastyka nie okazałe się strzałem w dziesiątkę jeżeli chodzi o sukces komercyjny. Jak napisał ostatnio sam Rover: ‘Szkoda, że ten materiał przeszedł tak bardzo bokiem, bo spędziłem nad nim ponad rok. Nie pozostaje nic innego jak pracować nad kolejnym, lepszym materiałem. Co będzie dalej? Nie wiadomo ale co życie da, trzeba znieść godnie. Widocznie jeszcze nie czas i miejsce’. Mimo to uważam, że płyta niczym sobie nie zasłużyła na taki stan rzeczy, bowiem moim zdaniem jest to naprawdę solidne wydawnictwo, któremu nic nie brakuje do czołówki polskiego rapu. To, że nie ma tutaj wielu mega hype’owych zwrotek czy też wielkiej ilości braggowych linijek nie znaczy, że należy je od razu skreślić i odłożyć na półkę w celu pokrycia grubą warstwą kurzu.
Rover przez wielu jest uznawany za jednego z najlepszych tekściarzy w polskim rapie i coś w tym faktycznie jest. Bowiem słuchając takich numerów jak Matka Polka czy (wpisz), utożsamiam się automatycznie z treścią, którą one niosą. W prawdzie jest to tylko (a może ‘aż’) stwierdzenie paru faktów w życia wielu ludzi, jednak niewielu raperów stać jest na to, żeby wypowiedzieć na głos słowa pokroju:
Masz niewiele ponad to, nawet jeśli hajs zrobisz na czarno,
To pracodawca zamiast Ciebie ubezpiecza iPhone,
Twój brat w Anglii trzyma Ci miejsce za taśmą,
Piszesz mu, że uciec stąd nie warto.
Jak widzicie nic szczególnego, jednak biorąc pod uwagę poziom tekstów dzisiejszej sceny rapowej, te słowa robią wrażenie. Bo przecież łatwiej jest napisać tekst o swojej byłej dziewczynie, o niekończących się imprezach, hektolitrach alkoholu i milionie innych, bezsensownych rzeczach. Dla ciekawych chcących czegoś bliższemu życiu polecam cały tekst piosenki Matka Polka, do której klip znajdziecie poniżej.
Skoro zacząłem już o klipach, to warto przy tej okazji wspomnieć, że Słowoplastykę promują cztery teledyski. Poza wyżej wspomnianą Matką Polką, ścieżka audio jest uzupełniona przez obrazy w kawałkach Cartoon Network, Walking Dead i Tydzień. Mi osobiście najbardziej podoba się ten ostatni, a to dzięki fantastycznym zdjęciom wykonanym przez ekipę Delaflow. Kapitalne ujęcia plenerowe sprawiają, że poza ścieżką dźwiękową, która już sama w sobie jest majstersztykiem, dostajemy genialne wrażenia wizualne. Co prawda sam rap Rovera bywa momentami dość niewyraźny i wręcz kiepski, jednak metafory użyte przy okazji tej kompozycji są niezwykle błyskotliwe. Odnośnie innych wideo, to znalazłem w nich tylko parę rzeczy, które wybijają się ponad średniactwo, dlatego też nie będę ich głębiej analizował.
No i nadszedł czas na to, co w tej płycie jest chyba kwintesencją, a mianowicie instrumentarium. Słowoplastyka bowiem w moim odczuciu głównie muzyką stoi. A nie jest to dziełem przypadku, gdyż za piosenkami stoją duże i głośne ksywki takiej jak: O.S.T.R., Foux, Jimmy Kiss, Gruby czy Eljot. Przekrój użytych przez nich narzędzi mających podkręcić brzmienie płyty jest spory, więc i bardzo zasadnym wydaje się spory rozrzut jeżeli chodzi o style muzyczne na niej prezentowane. Mamy tutaj zarówno elementy gitary elektrycznej w różnych wydaniach, jak np. w utworze Słuch , instrumenty dęte – Gdy DJ Odpala Lufę, no i oczywiście mnóstwo elektroniki, która jest obecna praktycznie w każdym numerze. Dodając do tego świetne skrecze, jak chociażby te z kawałka Święte Słowa, dzwonki, jak te z Listonosza (na którym swoją drogą zupełnie nie podoba mi się żeński wokal) i bas, a szczególnie w Zaklęciach, mamy przepis na niemal perfekcyjną linię melodyczną. Jest w prawdzie parę punktów newralgicznych, które nieco psują całokształt instrumentali (np. cała ścieżka Matki Polki), jednak tłumaczę to sobie tym, że dzięki nim mogę dostrzec kontrast i wyodrębnić te dobre rzeczy.
W świetle tego wszystkiego, o czym tutaj napisałem, na koniec pozostaje mi jeszcze odpowiedzieć na pytanie postawione we wstępie, czyli czy ciężka i rzetelna praca jest gwarantem sukcesu. Jak widać nie, bowiem Słowplastyka jest na 100% efektem bardzo długiej (ponad rocznej) i ciężkiej pracy. Spotkałem się w prawdzie z opiniami, że płyta jest o wiele lżejsza niż poprzednie krążki Rovera, jednak powinno to działać na jej korzyść idąc za aktualnie panującymi trendami. Stąd nadal nie do końca rozumiem czemu obeszła ona scenę dość szerokim łukiem i nie spotkała się z dużą aprobatą słuchaczy. Pech? Zły czas? Kiepska tematyka? Może. Ale na pewno nie na tyle, żeby nie dać jej szansy. W moim odczuciu jest to bowiem trochę wyższy poziom niż rapowe średniactwo.


