Nie ma nic dziwnego w tym, żeby artysta w toku swojej kariery wydał dzieło, które okazało być się niczym nienatchnione. Niestety do takiej sytuacji doszło w przypadku najnowszego projektu amerykańskiej raperki oraz piosenkarki Rico Nasty. Jej dopiero co opublikowany mixtape Las Ruinas jest dokładnie tym, co zawarło się w jego tytule – ruinami. Szkoda tylko, że publiczność musiała zobaczyć je na własne oczy.
Choć Rico Nasty nie należy do grona moich najukochańszych muzyków, tak nie mogę odmówić jej talentu oraz pomysłowości, jeśli chodzi o swoją twórczość. Debiutancki album Amerykanki Nightmare Vacation w mojej opinii nie był szczególnie innowacyjny, niemniej pokazywał jak bardzo Rico Nasty potrafi robić fajne solowe numery. Dlatego sądziłem, że każdy jej kolejny projekt będzie coraz to lepszy, nawet jeśli miałby być wyłącznie niezobowiązującą kolekcją piosenek. Niestety, tak jak oficjalny debiut Nasty mógłbym określić mianem ciekawego, tak Las Ruinas nawet nie jest ani dobre, ani ciekawe.
Las Ruinas stanowi miszmasz klasycznych dla Rico Nasty brzmień, którego jedynymi wspólnymi mianownikami jest ich autorka oraz słowo bałagan. Choć mixtape to dzieło z zasady niewymagające spójnej narracji, tak oczekiwałbym przynajmniej tego, że utwory, które się na nim znajdą, będą w jakimś stopniu angażujące. Niestety, Las Ruinas jest niezwykle nudne i przewidywalne, w dodatku nie mając żadnej idei czy pomysłu, żeby istnieć w tej konkretnej formie. Jeśli celem Rico Nasty było poczęstowanie nas nieskonsumowanymi resztkami swojej dotychczasowej twórczości, to myślę, że udało się to w stu procentach.
Pomimo, że Las Ruinas zdecydowanie należy do świata dźwięków i słów Rico Nasty, tak nie reprezentuje dobrze tego, co do tej pory wykreowała. To po prostu siedemnaście dość wtórnych i drętwych piosenek, które w mojej opinii nie zostały tak naprawdę skończone. Za dużo tu warczenia i chaosu, zdecydowanie za mało rytmu i treści, która pozwoliłaby poznać Rico z nieznanej do tej pory strony.
Ponownie odnosząc się do tytułu tego dzieła oraz znając treść samych piosenek, domyślam się, że Las Ruinas miało być opowieścią o cieniach życia czarnoskórej kobiety w blasku międzynarodowej popularności. Jednak ze względu na to, że wyłącznie parę utworów wpisuje się w ten klimat, cała wizja tego mixtape’u na tym po prostu cierpi. Tym samym Rico Nasty ani dobrze się nie bawi, ani też nie otwiera się przed słuchaczem na tyle, żeby wywarło to na mnie jakieś emocjonalne wrażenie.
Las Ruinas to w gruncie rzeczy dobrze wyprodukowany album, jednak wraz z tą produkcją nie idzie ani inspiracja, ani innowacja. Rico Nasty nie rozwinęła się artystycznie, wręcz przeciwnie, stanęła w miejscu, a to tylko prowadzi do twórczego regresu. To samo mogę powiedzieć o tekstach, jakie Nasty dla nas przygotowała. Z paroma wyjątkami, Las Ruinas nie mówi o niczym istotnym – w głównej mierze o imprezach, narkotykach i zajebistości swojej autorki, a to w zasadzie nic nowego.
Czy jest zatem coś, co ratuje Las Ruinas? Tak, choć nie ma tego zbyt wiele. Najlepszą piosenką albumu jest utwór Easy, intensywnie eksplorując najtrudniejsze emocje jego autorki. Choć w podobnym tonie utrzymane są na przykład Phuckin Lady, Into The Dark czy Chicken Nugget, te zupełnie nie umywają się muzycznie do Easy, charakteryzującego się prostą gitarową melodią. Wrażliwe oblicze Rico ukazuje się również w Dance Scream, choć należałaby mu się jeszcze kilka chwil w studiu nagraniowym. Pozytywnie mogę się również wypowiedzieć się o eksperymentalnym Instrusive, który stanowi to, co Nasty robi najlepiej. Natomiast wisienką na tym bezsmakowym torcie jest utwór One On 5, którego melodia jest niezwykle hipnotyzująca, szkoda tylko, że trwa zaledwie dwie minuty.
Mam obawy, co do artystycznej przyszłości Rico Nasty. Pomimo ciekawego stylu, kilku znaczących współprac oraz nieustannego wydawania swojej muzyki, sława Nasty zdaje się powoli przygasać. Las Ruinas na pewno nie pomoże jej w zyskaniu nowych fanów bądź utrzymaniu zainteresowania swoich najwierniejszych wielbicieli. Póki co pozostaje nam cierpliwie czekać na ten przełomowy w karierze Rico Nasty krążek – oby nastąpił jak najszybciej.
