Reżyser polskich preselekcji opowiada o roku 2008: Błędne głosownie jurorów, pojedynek reżyserów i wygrana Isis Gee

Czy Polska doczeka się jeszcze sukcesu na miarę Michała Szpaka czy Edyty Górniak?

Nie mijają echa po tegorocznej porażce Rafała Brzozowskiego na 65. Konkursie Piosenki Eurowizji, który reprezentował nasz kraj z piosenką The Ride. 20 maja 2021 roku w Rotterdamie artysta ,,wywalczył” 14 miejsce zdobywając tylko 35 pkt. Telewizja Polska zapewnia, że o wyborze Brzozowskiego jako reprezentanta zdecydował jej zespół ekspertów, który oceniał piosenki, a nie wykonawców. W tym roku nie odbyło się po raz kolejny preselekcji. Wybór Rafała spotkał się z falą negatywnych komentarzy nie tylko od fanów konkursu, ale został skrytykowany przez Elżbietę Zapendowską czy Michała Wiśniewskiego, który otwarcie napisał, że nasz kraj powinna reprezentować Alicja Szemplińska.

Do grona osób publicznych, którzy zaczęli głośno mówić o niesprawiedliwościach związanych z wyłanianiem polskiego reprezentanta dołączył Radek Kobiałko – polski producent filmowy i muzyczny, reżyser oraz scenarzysta programów telewizyjnych, który w swoim podcaście, Radek Kobiałko Nadaje, zdradził informacje na temat preselekcji, które odbyły się w 2008 oraz 2016 roku.

Producent zwraca uwagę, że od kilku lat nie było prawdziwych i wolnych preselekcji w Polsce. Czasami o wyborze reprezentanta decydowały stolikowe komisje czy preselekcje, które były zorganizowane tak, aby nie tylko widzowie mogli decydować o wyborze. Na prawdziwy sukces na Eurowizji od 1994 roku, w którym 2 miejsce zajęła Edyta Górniak, musieliśmy czekać aż 22 lata. Michał Szpak zdobył 8 miejsce, a do mini-sukcesów zaliczyć można miejsce siódme, które wywalczył zespół Ich Troje. Radek Kobiałko zdradził tajemnicę, że Górniak miała sporą szansę na wygraną:

Tak naprawdę tajemnicą poliszynela w branży było, że (red. Edyta Górniak) wygrałaby, gdyby nie wchodziły tam różne sytuacje polityczne i trochę biznesowe powodujące to, że ostatecznie szukano jakiś powodów do tego, żeby obniżyć punktację Edyty

Kolejną ważną sprawą, którą porusza Kobiałko jest sposób wyłaniania reprezentanta Polski w preselekcjach. W przypadku, gdy w głosowaniu widzów nie wygrał pożądany wykonawca, sytuację mieli ,,naprawiać” jurorzy:

Działy się różne dziwne sytuacje, które toczył się podczas wyłaniania polskiego kandydata. Dziwne komisje lub, przy okazji TVP, ktoś sobie postanawiał jednoosobowo, czasem zdarzały się preselekcje. Gdyby widzowie nie zagłosowali tak, jak nadawce chce – to zawsze są jurorzy, którzy mają naprawić daną sytuację. 

Coraz częściej mówi się, że jurorzy nie powinni decydować o wyborze reprezentanta danego kraju ani nie powinni brać udziału w głównym głosowaniu, ponieważ często państwa zaprzyjaźnione głosują na siebie. Wiele osób nadal dziwi fakt, dlaczego w tym roku polscy ,,specjaliści” oddali 12 pkt San Marino, które zdobyło ostatecznie 22 miejsce w finale z pięćdziesięcioma punktami. Być może przyczynił się do tego udział w programie Jaka to melodia?

Radek Kobiałko nie pozostawia suchej nitki na sposobie wybierania polskiego reprezentanta oraz otwarcie mówi o nieprawdziwych decyzjach i wynikach:

Już wcześniej miałem jak najgorszą opinię dotyczącą tych polskich preselekcji właśnie ze względu na to, według jakich dziwnych kryteriów, a raczej przy ich braku, wybierano kandydata do wyjazdu. To były często jakieś deale wytwórni, czasem jakieś decyzje z pogranicza układów towarzyskich czy politycznych. Zamiast myśleć o tym, jak wyprodukować piosenkę uszytą pod Eurowizję, znaleźć, jak to wiele krajów robi, popularnych szwedzkich producentów, którzy trzymają ten konkurs za pyski, (…) to tu traktowano wystanie kandydata jako jakąś misję patriotyczną i powód do narobienia promocyjnego szumu, który działał, co ciekawe, kiedy kolejni wysłani i wysłane wracali na tarczy.

Dobre zdanie producent ma na temat występu zespołu Ich Troje z utworem Keine Grenzen, którzy w 2003 roku zdobyli siódme miejsce.

Po mniej lub bardziej dotkliwych porażkach, oprócz Ich Troje, które dzięki sprytowi biznesowo-artystycznego Michała Wiśniewskiego wykorzystującego języki państw, które mogłyby lepiej zrozumieć piosenkę i na nas zagłosować, i dzięki różnych zabiegom promocyjnym wywalczył sobie, wydrapał sobie to siódme miejsce piosenką Keine Grenzen. Co do reszty, było to koszmarne niewypały, a artystów często spotykał niezasłużony jak na skalę porażki hejt i taka artystyczna banicja.

Wspomina, że jego przyjaciel – Andrzej Piaseczny długo leczył rany po eurowizyjnej porażce i występu w futerku. W czasie tych lat pojawiali się różni specjaliści i pseudo-styliści, którzy udawali, że mają gotowy przepis na wygranie Eurowizji albo na zaistnienie. Zazwyczaj kończyło się to kompromitacją i słabym występem.

W roku 2008 roku, Robert Kobiałko, pracował z jedną uczestniczką, która dostała się do preselekcji. Margo walczyła o reprezentowanie naszego kraju z utworem Dlatego Walcz. Producent wspomina, że zależało im na promocji singla i płyty, a nie na wygranej.

atmosfera się podgrzała dość mocno, kiedy okazało się, że Gosia jest jedyną wykonawczynią, która śpiewa po polsku w całym zestawie artystów. Oczywiście liczyliśmy na dobre pokazanie się. Nikt się nie grzał specjalnie na żadną wygraną. Wprost przeciwnie. Baliśmy się tej klątwy eurowizyjnej, ale oczywiście, jak zaczyna się konkurencja i już po próbach widać, że piosenka powinna być w ścisłej czołówce, a coraz więcej osób podchodzi i mówi, że jest murowanym kandydatem na wygraną, to te emocje rosną.

W tym samym roku o reprezentowanie naszego kraju w Konkursie Eurowizji walczyła Natasza Urbańska, a jej występ koordynował jej mąż – Janusz Józefowicz.

W branży mówi się na to pojedynek mężów, ponieważ ja byłem reżyserem współpracującym z wieloma telewizjami, z TVP też, a na tych samych preselekcjach występowała kosmicznie promowana wtedy przez TVP – Natasza Urbańska, partnerka Janusza Józefowicza, twórcy Musicalu Metro, szefa Teatru Buffo, który miał wtedy bardzo dobre układy w telewizji. Natasza Urbańska była promowana za milionowe budżety nieustająco. W niedziele odbywały się Wieczory z Nataszą, program rozrywkowy z takim budżetem, że do dzisiaj myślę, że nie powtórzył się tak drogi program.

Na nieszczęście dwóch wspomnianych pań, pojawiła się kolejna kandydatka do wygranej.

(…) polskie przysłowie: Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta zadziałało i była ta trzecia, co do której zaczęły pojawiać się informacje, że ma budżet no limit i nie tylko środki, ale i układy, wsparcie i wszystko przygotowane tak, by wygrała ten konkurs. Pojawiła się znikąd jak meteoryt, niejaka Isis Gee (…).

Okazuje się, że ciekawie było również za kulisami konkursu.

Gosia i Natasza potrzebowały w czasie występu takiego wiatraka rozwiewającego włosy. (…) Na próbie okazało się, że za mało czasu pomiędzy występami dwóch pań będzie na to, żeby po występie Nataszy można było zmienić wiatrak na występ Margo. W takich przypadkach to jest tylko formalność. Ekipa idzie do artystki poprzedzającej i mówi: Ok! To Twój wiatrak zostanie na kolejny występ. To jest naturalna zasada koncertowego fair play. Ale co się stało? Janusz Józefowicz odmówił. Uznał, że to jest świetna okazja, żeby pogorszyć występ konkurencji. Chciałem mu wytłumaczyć kilka rzeczy osobiście, ale zaprzyjaźniona ze mną ekipa, która robiła ze mną wiele programów, powiedziała mi żebym się nie napinał, bo i tak ten wiatrak zostawią, a on nie będzie miał możliwości demontowania. 

Na zachowaniu Janusza Józefowicza się nie skończyło. Robert opowiada również o… błędzie w głosowaniu jurorów!

Okazało się, że w głosowaniu publiczności Gosia zajęła najlepsze miejsce ze wszystkich polskich wykonawców (red. 3 miejsce w głosowaniu widzów, wyższe miejsca zdobyli zagraniczni artyści: Isis Gee oraz Man Meadow) , co było olbrzymim sukcesem biorąc pod uwagę to, jak promowana była wtedy chociażby Natasza Urbańska i jak w ogóle różni, fajni wykonawcy występowali w tym konkursie. Piosenka zażarła, miała bardzo duże poparcie fanów Eurowizji. (…) Szybciutko okazało się, że to nie może być tak, że Margo wygra i jury przedstawiło takie wyniki głosów, żeby nie dać jej w ogóle głosów wbrew opinii widzów, żeby spadła na niższe pozycje i żeby wygrała ta, która miała wygrać, czyli Isis Gee. Ale to nie koniec skandalu (…). Jeden z jurorów, który wstydził się tego, co się wydarzyło, zdradził nam, że ze sceny zostały przeczytane zupełnie inne punktacje niż te, które ustalili na zamkniętym posiedzeniu jury. W głowach nam się to nie mieściło, ale dostaliśmy więcej potwierdzających dowodów później na to.

Radek Kobiałko zastanawiał się, czy robić z tego jakąś aferę, ale sam przyznał, że udział w Eurowizji nie był dla nich celem samym w sobie. Producent obiecał sobie, że zorganizuje czyste preselekcje i tak też się stało w 2016 roku. Dzięki wsparciu kilku mocno zaangażowanych osób mających wtedy duże wpływ na władze Telewizji Polskiej, udało mu się przekonać do powrotu preselekcji, które zniknęły na kilka lat, a jak sam przyznaje – wybory były stolikowe, komisyjne, gabinetowe. We wspomnianym roku odbyły się preselekcje scenariusza i reżyserii Radka, a co najważniejsze – odbyły się bez głosów jury.

Czytaj również