Renata Przemyk – Rzeźba Dnia (2014), recenzja Joanny Gulewicz

Pierwsze kroki na scenie muzycznej stawiała 27 lat temu na XXIV Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. Na swoim koncie ma między innymi Grand Prix i nagrodę dziennikarzy tamtejszego festiwalu a także Fryderyka. „Wprost” i „Polityka” jednogłośnie okrzyknęły ją jednym z najwybitniejszych artystów zeszłego stulecia. Kochają ją wszelkie festiwale, bo co rusz Renata Przemyk otrzymuje kolejne zaproszenia na występy. Kocha ją także teatr – zarówno jako aktorkę jak i realizatorkę obrazu muzycznego. 30 września wróciła z 9-tym już albumem studyjnym – Rzeźba Dnia. Co na nim znajdziemy?

Krążek otwiera wdzięczna, prosta kompozycja Czas M. Bazę utworu stanowią dość oszczędne w wyrazie instrumenty strunowe, którym zarówno dynamiką jak i melodią wtóruje wokaliza. Mimo pozornej prostoty wyrazu w drugiej części utworu instrumentarium znacznie odbija od motywu wiodącego, lawirując w etnicznych, chwilami bliskich progresji przestrzeniach, dzięki czemu utwór nabiera przestrzeni.

Kot to czarujący, leniwy i beztroski kawałek, którego filarem są dźwięki naśladujące dzwoneczki. Z beztroskiej szaty muzycznej powoli wyłania się zdecydowany, pełen kobiecej figlarności, ale i kobiecych nastrojów wokal. Dzięki znacznej dysproporcji rytmicznej pomiędzy dynamiką wokalu i tła, kawałek mieni się jakąś bliżej niesprecyzowaną, ulotną beztroską i trzepotliwością. Blisko tej kompozycji do kawałka Rzeźba Dnia. Mamy tu do czynienia z powrotem kobiecej, figlarnej i nieprzewidywalnej siły pani Przemyk. Artystka sięga po muzyczny motyw bliski dźwiękom, które możemy usłyszeć w wesołych miasteczkach. Dzięki przełamaniu go kapryśną, obejmującą pojedynczą artykulacją kilka dźwięków tła wokalizą, utwór nabiera niebanalnych, leniwych rumieńców. Podobny zabieg został zastosowany w utworze Zamiana.

Singlowe Kłamiesz to kawałek mocno zelektronizowany, zahaczający nawet o motywy dyskotekowe. Dosyć banalny motyw przewodni nie ulega w kolejnych sekcjach rozbudowaniu, lecz wciąż powiela te same partie. Sprawy nie polepsza również dość nieciekawy tekst, który być może jest nieco bardziej chwytliwy i łatwiej dostępny dla szerszej publiczności, ale niestety kosztem walorów artystycznych. Chyba jeden z mniej udanych kawałków na krążku.

Zupełnie inaczej sprawa się przedstawia się w wypadku Nic To Jest. Utwór pomimo zbliżającego się brzmieniem do reggae tła muzycznego jest naładowany głęboką refleksją i melancholią. Przemyk doskonale gra konwencjami, żonglując nimi niby piłeczkami. Raz sięga po klubową elektronikę, to znów pozwala sobie na dziewczęce, urocze przyśpiewki, by ostatecznie pozostać przy rozedrganym, pełnym dramatyzmu i załamań wokalu, który wciąż opada wzdłuż pięciolinii. Tak naprawdę całe napięcie emocjonalne zostaje osiągnięte za pomocą operacji głosowych, w których artystka wydaje się wieść prym.

Bardzo podobny zabieg został zastosowany w Dwojedno. Znamienne jest rozsunięcie pomiędzy figlarnym, wesołomiasteczkowym tłem muzycznym a kipiącą od wewnętrznego dramatyzmu wokalizą. Dzięki temu tekst, mimo że dotyczy spraw najprostszych i tak naprawdę najbliższych zamiast być kolejnym nieciekawym banałem nabiera wstrząsającej refleksyjności i czyni panią Przemyk wytrawną kreatorką nastrojów.

https://www.youtube.com/watch?v=QX0mmiXDEV4

Raczej to kolejna etniczna propozycja pełna kobiecej siły i tego nieuchwytnego „pazura”. Dynamicznemu motywowi wiodącemu w zwrotkach wtóruje rozkapryszony, dziki i pełen skargi wokal. Kawałek nabiera skrzydeł w refrenach, gdzie nieoczekiwanie wokaliza wybija się na wyżyny skali głosowej, rosnąc jednocześnie w siłę ale tracąc na dynamice i rozlewając się nad kilkoma kolejnymi dźwiękami. Ten przemyślany zabieg przydaje całości zarówno dramatyzmu jak i głębi. Podobnie rzecz się ma w wypadku kompozycji Życie Bez.

Utwór Co Tam Niebo to powrót do dramatyzmu i poezji śpiewanej. Posługująca się tonacją molową, niespiesznie sunąca naprzód wokaliza zostaje obudowana bliskim kompozycjom funeralnym motywem muzycznym. Napięcie osiąga punk kulminacyjny w refrenach, gdzie wokaliza znacznie wybija się ponad tonację tła. To fantastyczne rozsunięcie potęguje rozpaczliwy, żałobny ton utworu.

Wilk w swym wydźwięku i nastrojowości graniczy z językiem szaleństwa. Dziewczęcy, słodki, gęsty od artykulacji głos zostaje zanurzony w opadającej, molowej tonacji. Szaleńcze napięcie zostaje wydobyte dzięki wciąż narastającej liczbie dźwięków i motywów muzycznych, które począwszy od pierwszych taktów nieustannie wzrastają w natężeniu, by nareszcie wybuchnąć pod koniec kompozycji. Temu nieoczekiwanemu wybuchowi towarzyszy eksplozja wokalizy, która błyska w kilku ostatnich taktach utworu, by ostatecznie zamilknąć. Prawdziwa perełka!

https://www.youtube.com/watch?v=hjotAOr2f24

Podsumowując trzeba powiedzieć, że jak to zwykle w wypadku Renaty Przemyk bywa Rzeźba Dnia jest niemal od samego początku do końca przemyślana. Jedyne zastrzeżenia budzi we mnie kształt kompozycji Kłamiesz, której niewyszukana konstrukcja i dość nieciekawy tekst rażąco odstają od wszystkich innych propozycji. Mimo wszystko jednak nawet największym zdarza się eksperymentować, błądzić po meandrach nowoczesności, szukać innowacji… W wypadku tak dojrzałych, wytrawnych i wyrobionych warsztatowo artystów jak Renata Przemyk tego typu zabiegi są chyba zbyteczne…

renata przemyk

Czytaj również