MENU

    Chcemy, chcemy rocka? Recenzja spektaklu „We Will Rock You” w Romie

    Tak jak pisałam po konferencji prasowej, miałam pewne obawy co do spektaklu „We will rock you” w Romie. Wynikały one w dużej mierze z dwóch głównych przyczyn: tłumaczenia kultowych piosenek na język polski oraz umieszczenia ich w kontekście dystopijnej przyszłości na iPlanecie. Twórczość Queen jest majestatyczna, porywająca, elektryzująca; obawiałam się przerobienia jej na przedstawienie z tekstami pokroju „miłość to wariacka rzecz” śpiewanymi przez bandę dzieciaków na scenie.

    Nawet najlepszym teatrom może powinąć się noga, ale w moim procesie myślowym zapomniałam o kilku rzeczach. Po pierwsze, zespół wokalno-taneczny Romy jest na niezwykle wysokim poziomie, a słuchanie ulubionych piosenek na żywo w tak dobrym wydaniu zawsze będzie przyjemnością. Po drugie, Roma zjadła zęby na musicalach i dobrze wie, co sprawdza się na scenie. Zróżnicowane kostiumy, imponujące peruki, geometryczne choreografie, dynamiczna scenografia, a do tego bezprecedensowe wykorzystanie nowych technologii sprawiły, że nawet przez chwilę nie zerknęłam na zegarek. W końcu po trzecie, scenariusz do tego musicalu nie powstał dwa lata temu, tylko dwadzieścia, co oznacza, że był już testowany na tysiącach albo i milionach widzów. Fakt, że do tej pory jest grany w coraz to nowszych odsłonach, świadczy o jego atrakcyjności i uniwersalności.

    Prywatnie nadal wolałabym usłyszeć repertuar Queen po angielsku, ale oczywiście rozumiem powody, dla których piosenki musiały zostać przetłumaczone. Jako element fabuły pchały akcję do przodu albo było do niej komentarzem. Budowały też ciekawe napięcie, bo nie tylko zastanawialiśmy sie, które utwory się pojawią i w jakim kontekście, ale również jak Michał Wojnarowski poradził sobie z ich przełożeniem. I tak na przykład „We will, we will rock you” zastąpiło „Chcemy, chcemy rocka” a  „I want it all” wyparło „Chcę wszystko mieć”. Tłumaczenie piosenek jest oczywiście nie lada wyzwaniem, bo oprócz tekstu, muszą się również zgadzać akcenty i liczba sylab, a dodatkowo to wszystko razem powinno dobrze brzmieć i być łatwe do wymówienia dla wokalisty. Ponadto w przypadku gigantycznych hitów ortodoksyjni fani zespołu i tak będą zawsze preferować oryginał, niezależnie od wysiłków i kompetencji tłumacza. Dlatego uczciwie muszę przyznać, że Pan Wojnarowski wykonał to niewdzięczne zadanie najlepiej, jak się dało, dzięki czemu słowa płynące ze sceny nie kłują nas w uszy. Spektakl „We Will Rock You” w Romie to najlepsza wersja muzyki Queen dostępna w Polsce, a dla bardziej zachłannych zostaje West End.

    Ostatnio opublikowane