RAYE – Second (EP) (2016), recenzja Pawła Markiewicza

1
160

W 2015 roku w szeregi wytwórni Polydor wstąpiła młodziutka Raye, która w błyskawicznym tempie zdobyła uznanie krytyków i słuchaczy w UK. Już na początku swojej kariery otoczyła się artystami, którzy aktualnie znajdują się na szczycie – Jess Glynne, Charli XCX i Goulding, z którą pracuje nad brzmieniem nowego krążka Ellie. Niespełna rok temu do sprzedaży trafiła jej druga EPka, która utrzymana jest w klimacie alternatywy. 

Kariera Raye zaczyna się naprawdę obiecująco. W ubiegłym roku artystka zajęła 3. miejsce w BBC Music Sound of… 2017 oraz współtworzyła hit Jonas BlueBy Your Side i Jax JonesYou Don’t Know Me. Jednak przed tym sukcesem, nie indywidualnym, ale jednak, Rachel Keen wydała drugą EPkę i pierwszą pod szyldem Polydor Records. Mini-album alternatywny w swoich brzmieniach, prezentuje naprawdę wysoki poziom muzyczny.

Second, to mieszanka komercyjnego r&b, elektroniki/edm i hip hopu, to przeplatanie się wokalu i rapu. Usłyszymy tu wszystko, co charakterystyczne jest dla nowej fali r&b – mroczność i eteryczność (Shhh), ale także dominację cyfrowych dźwięków. Szata liryczna, która wychodzi spod pióra samej artystki, oscyluje w tematyce miłości, ale nie tej pięknej i spełnionej. Wręcz przeciwnie, mamy tu do czynienia z pewną pustką, negatywnymi emocjami, które wystosowane są w kierunku odbiorcy. Odbiorcy, który w tej relacji znajduje się na przegranej pozycji.

All of them messages you sent
Talking ’bout how we should stay friends
Come again, come again, come again
Every single second that we spent
Every single place and time we went
Off again, off again, off

Mini-album jest wymagający. Należy do niego podejść kilka razy, żeby całkowicie go „rozgryźć”. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że wydawnictwo nie przypadnie do gustu każdemu i nie każdy będzie zachwycony jego brzmieniem, pomimo, że wydawnictwo prezentuje wysoki poziom muzyczny. Spójrzmy na pierwsze I, U, Us, które gdyby nie dynamiczne zwrotki, zanudziłoby na śmierć. Niekonwencjonalny refren nie działa na plus piosenki. Pomimo, że całość jest spójna, to męczące refreny psują odbiór całej kompozycji. Jednak I, U, Us nie zasługuje na miano najgorszego utworu.

Zupełnie inaczej jest z Distraction i Shh, które od razu pokochałem i zapętliłem. Dopracowane do nieprawdopodobnej perfekcji. W pierwszej mamy wrażenie, że Raye śpiewa od niechcenia (zupełnie jak w Ambition), co dodaje tylko dodatkowego klimatu całej piosence. Genialnym posunięciem okazało się dodawanie co chwile kolejnej i znacznie różniącej się od poprzedniej warstwy elektronicznej muzyki. Druga wspomniana piosenka to istny dynamit, w której dominuje rap i zmienne tempo szaty muzycznej. W zwrotkach na pierwszy plan wysuwa się tekst, a muzyka stanowi jedynie spokojne tło. Refren natomiast to rewolucja o 360 stopni, co sprawia, że utwór staje się jeszcze ciekawszy i trudno nim się znudzić nawet po 10 przesłuchaniach.

Z całą pewnością nie polecam odpalać tej EPki ludziom, którzy nie lubią nowoczesnych i niekonwencjonalnych brzmień. Osoby, które są otwarte na muzykę i lubią „coś nowego” i świeżego, ale jednak niekomercyjnego, mogą pokochać ją całym sercem. Od siebie mogę powiedzieć, że to bardzo smaczny i dobry przedsmak tego, co może nam zaprezentować Raye na debiutanckim longplay’u.

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.