Rasmentalism wystąpili w gdańskiej Kwadratowej. Relacja Michała Szuma

Czasami nie potrzeba wiele, aby dobrze się bawić: trochę elektroniki, czołowy polski raper i garstka ludzi pod sceną. Ten zestaw, choć mocno minimalistyczny, w zupełności sprawdził się podczas sobotniego koncertu grupy Rasmentalism w gdańskim klubie Kwadratowa.

Koncertowe trio w składzie Ras, Ment XXL i Dj Tort bardzo szybko dało się poznać z jak najlepszej strony, a wszystko to za sprawą sporej dawki energii, jaką panowie emitowali wprost ze sceny. Co prawda pomysł na ich koncert był prosty i opierał się o elektroniczną perkusję, za którą stał Ment, instrumentami szeroko zdefiniowanymi jako elektronikę pod banderą Torta oraz mikrofon i talent do rapowania, w tym przypadku dzierżone przez Rasa. Nie zmienia to jednak faktu, że w tej prostocie tkwiło coś bardzo przekonującego.

Koncert w Kwadratowej to kolejny z serii występów muzyków w ramach trasy promującej ich najnowszy album – 1985. Koncepcja krążka nie odbiega zbytnio od tego, do czego panowie przyzwyczaili swoich odbiorców na dwóch poprzednich płytach, dlatego bez znajomości dyskografii ciężko byłoby rozróżnić który utwór jest właśnie najświeższy.

Tych na przestrzeni całego koncertu pojawiło się całkiem sporo, a publika była na tyle obeznana z materiałem, że nawet te najnowsze kompozycje spotkały się z bardzo dobrym odbiorem. Oczywiście – charakterystyczne punkty takie jak Jeszcze Jeden Kieliszek czy Czarne Koty zostały przywitane owacjami już od pierwszej nutki, ale nie obyło się również bez chóralnego śpiewania refrenów perełek pokroju Co Mi Zrobisz? czy Ale Zdejmij Buty (tu, o dziwo, publika bardzo ochoczo krzyczała zwłaszcza wyraz na literę „W”).

Co się natomiast tyczy nieco starszej części dyskografii duetu, to sporo zamieszania zrobiły sprawdzone chwyty w postaci Gdzie Jest M? (z gościnnym featuringiem w postaci Menta), Off czy chociażby System Interwałów, podczas którego nawiązał się swoisty dialog na linii Ras – publiczność. Tu podział nastąpił również na płaszczyźnie płciowej, bowiem męska część donośnym głosem skandowała fragmenty rapowane, natomiast panie wspaniale odśpiewywały partie Klaudii Szafrańskiej.

I tylko szkoda, że na koncercie tej publiki było tak mało, bo liczba ludzi zgromadzonych tego wieczora zdecydowanie nie oddawała ogromu zjawiska jakim jest Rasmentalism. Fakt – to co dla mnie jest negatywem można również rozpatrywać w kategoriach pozytywów, bo dzięki tej niskiej frekwencji pod sceną wywiązała się bardzo spójna, undergroundowa impreza. Czyniąc długą historię krótką: dobra muzyka, ładne życie.

Czytaj również