Nie ulega wątpliwości, że większość społeczeństwa żyje w kulcie cyfr: rachunki, piny, kody, pesele, daty. Fakt: zwyczajnie nie da się od tego uciec, ale nie można w tym wszystkim zapominać, że ostatecznie są to TYLKO cyfry. Bodaj największe znaczenie przykładamy do wieku, bo gdy ma się te naście lat to często czegoś nie wolno, a gdy w końcu wolno, to nagle okazuje się, że już nie wypada. Pułapka? Zależy dla kogo.
Starość? To przereklamowane.
Dzisiejszy model dorosłego człowieka znacznie odbiega od tego sprzed kilku dekad, gdzie kobiety w wieku 26 lat były starymi pannami, a wolni mężczyźni po trzydziestce – wymierającym gatunkiem. Ciężko stwierdzić co konkretnie jest przyczyną takiej zmiany, ale kilka czynników zapewne każdy z Was mógłby wymienić z marszu. Abstrahując jednak od powodu tego stanu rzeczy, skupmy się na tym, wspólnie z Rasmentalism, jak wygląda współczesny model człowieka „dorosłego”.
Dla uproszczenia przyjmijmy, że jest to trzydziestolatek o nieokreślonej płci. Pracuje, w weekendy imprezuje, nienawidzi poniedziałków i rzadko bywa szczęśliwy. Oficjalnie jest wolny, ale łączy go więź z płcią przeciwną. Czasami jest to tylko seks, a czasem coś bliskiego miłości, niemniej jest zbyt zajęty byciem ponurym, aby chcieć to w jakikolwiek sposób zdefiniować. Ów człowiek żyje po linii najmniejszego oporu, chcąc przeżyć kolejny dzień w spokoju i normalnie. Być może kiedyś znajdzie sobie miłość, z którą się zestarzeje, niemniej teraz chce „poużywać” i woli weekendowe przygody. Życie „byle do…”: piątku, świąt, urlopu, wakacji. Na starość emeryturka, ciepłe kapcie i piesek. Urocze.
Taki obraz zdaje się nam kreować Ras, połówka Rasmentalism odpowiedzialna za szatę liryczną, na najnowszym wydawnictwie duetu, zatytułowanym 1985. Jak nietrudno się domyślić, jest to rok urodzenia obu gentlemanów, co ma swoje uzasadnienie w obserwacjach dotyczących właśnie swoich równolatków. Wypadkową spójności poglądów i dat w metryczce stanowią teksty, będące połączeniem spojrzenia na ten świat z perspektywy obserwatorów poniekąd krytykujących bierną postawę życiową, oraz wizji snutych w związku ze swoim życiem. Z takiej mieszanki nie mogło powstać nic innego, jak płyta śmiejąca się w twarz wszystkim korposzczurom czy innym pracoholikom.
No dobra, ale jak w tym wszystkim wygląda idealne „ja” według autorów? Jest to coś między szczeniacką samowolką, a byciem dużym chłopcem. W tekstach da się wyczuć pewne elementy dojrzałości, chociaż wydaje się, że określenie tego jako „dorosłość” byłoby poniekąd obrazą. I bynajmniej nie chodzi tu o frywolne podejście do poważnych spraw, a raczej jest to nabranie dystansu do tych błahych. A te pozornie proste i mało znaczące rzeczy, bardzo często spędzają sen z powiek wielu tzw. dorosłych, co także według mnie jest sporym błędem.
Ale czym byłaby przygoda po różnorakich życiorysach bez dobrego podkładu muzycznego w tle? Tym, czym jest życie bez zdrowego dystansu: pustką. Dlatego warto, aby wypełniła je melodia, która jednocześnie nie będzie przeszkadzać w dobrym odbiorze tych obserwacji. O to od zawsze w Rasmentalism troszczy się producent Ment XXL, tworząc swe podkłady z charakterystycznym poczuciem równowagi między minimalistycznie dobraną warstwą rytmiczną, a bogatym w brzmienie instrumentarium. W tym temacie brak kompromisów: albo kupujesz ten styl w całości, albo nie masz tu czego szukać.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że panowie z Rasmentalism nie starają się na siłę narzucić słuchaczowi jakiejś drogi czy ideologii, a raczej wychodzą z założenia, że odbiorca ich płyt ma na tyle oleju w głowie, że sam potrafi zdecydować po której stronie mocy chce być. 1985 bardzo ułatwia to zadanie, ale ja nic nie sugeruję – każdy ma swoje sumienie.

