Po czym poznać dobrą płytę? Cóż, ile osób, tyle kryteriów. Jeden powie, że dla niego dobra płyta to taka, która wywołuje ciarki na skórze. Drugi dopowie, że dobra płyta jest wtedy, gdy od roku, nieprzerwanie, pojawia się na jego playliście minimum raz w tygodniu. Trzecia dorzuci, że dobrą płytę poznasz po tym, że wprowadza się w odpowiedni nastrój. I wiecie co? Jakiegokolwiek kryterium byśmy nie zastosowali, w moim przypadku ono zawsze będzie pasowało do odczuć związanych z płytą 10 duetu R.O. x Konoba.

Dość tajemnicza nazwa kryje za sobą wiele tajemnic, historii oraz anegdot. Aby nakreślić nieco szerzej kontekst, należałoby wytłumaczyć genezę projektu. Dwóch muzyków z Belgii, wspomniany już duet R.O. i Konoba, postanowiła stworzyć projekt, w którym w ciągu 10 miesięcy odwiedzą 10 różnych krajów, aby poznać tamtejszą kulturę i zaczerpnąć z niej jak najwięcej, tak aby poza pamiątkami i doświadczeniami, wywieźć piosenkę stworzoną w danym państwie. W ten oto sposób, powstało 10 zupełnie nowych koncepcji, które stworzyły album długogrający.
Przekrój narodowości jest różny: od Francji, przez Gruzję czy Polskę, aż po Australię czy Kolumbię. Ale taka jest również ta płyta: mocno zróżnicowana i czerpiąca z wielu nurtów. Należy powiedzieć wprost, że nie jest to album spójny, jeżeli chodzi o brzmienie, ale o ile w przypadku innych tego typu wydawnictw uznałbym to za minus, tak w tym przypadku jest to jedna z większych zalet. Takie brzmieniowe skakanie z kwiatka na kwiatek jest swoistą podróżą po poszczególnych krajach, w jednych przypadkach bardziej udanym, w innych mniej, jednak dzięki temu nie można narzekać na nudę, a każde kolejne odtworzenie albumu sprawia, że odkrywamy go na nowo.
Skoro mowa o inspiracjach i łapaniu klimatu danego kraju, na uwagę zasługują trzy, moim zdaniem, najmocniejsze pozycje, które najbardziej przypadły mi do gustu, biorąc pod uwagę to, gdzie powstawały:
- I Could Be
Już sam tytuł tego utworu, czytany jako zlepek słów, brzmi jak japońskie słowo (luźna wymowa – „akubi”). Dodając do tego charakterystyczne intro, kojarzone z kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni, a także przełamanie tempa i jego wzrost, rodem ze startu kolei Shinkansen, otrzymujemy typowo japoński produkt, z europejskim sznytem (nie na odwrót!). - I Can Feel It All
W tym przypadku, bynajmniej nie z patriotycznych pobudek, bardzo urzekło mnie odwzorowanie klimatu i nastroju utworu, z naszą codzienną polską rzeczywistością. Śmiało zaryzykuję stwierdzenie, że tak właśnie brzmiałaby Polska, gdybyśmy byli orkiestrą: nie za wesoło, w wolnym tempie, jednak gdy trzeba – twardo i dobitnie. - Till We Get There
Na tapecie ląduje piosenka wprost z Gruzji, która urzeka swym pięknem od samego początku, wzorem gruzińskiej przyrody i natury, chociażby w obrębie gór Kaukaz. Ponadto, sama piosenka jest dosyć minimalistyczna, nie zawiera w sobie zbyt wiele treści, ale cała ona jest dobrze skondensowana i podana w przystępny sposób. Analogia w tym przypadku nasuwa się sama: małe państwo, jednak w jego obrębie znajdziemy zarówno pięciotysięcznik, jak i wspaniałe Morze Czarne.
Wskazałem na przykład piosenki, która nie niesie za sobą zbyt wiele radości (ehh – ta stworzona w Polsce), jednak ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy płyta jest smutna, czy wesoła. Wszak obok takich utworów jak powyższe I Can Feel It All czy Too Much Too Soon, znajdują się tak wesołe i prowokujące do skakania kawałki, jak I Need You With Me czy Roll The Dice. To właśnie konsekwencja wspomnianej wcześniej różnorodności i przekrojowości brzmienia, bo – jak zwykliśmy mawiać – co kraj, to obyczaj.
Najważniejszą rzeczą dla mnie jest to, że pomimo swoich spokojniejszych momentów, nie mam wrażenia, że płyta jest przygnębiająca. Z drugiej strony, mimo skoczniejszych utworów, nie jest to płyta na imprezę. Klimat jest w niej mocno wyważony, także podczas słuchania jej nie ma szans na depresję lub nadmierną euforię. To chyba właśnie dzięki temu, za każdym razem gdy odkrywam jakiś jej smaczek, dostaję ciarek na całym ciele, wprowadza mnie ona w odpowiedni nastrój, a przy tym słucham jej nieprzerwanie od ponad roku, minimum raz w tygodniu.
- Data premiery:
- Single:
