Pustki – Wydawało się (2015), recenzja Michała Szuma

Jednym z argumentów „za” w byciu dziennikarzem muzycznym są właśnie takie sytuacje: poznajesz zespół, dowiadujesz się, że na rynku gości już od 15 lat, a Ty nie miałeś o nim zielonego pojęcia aż do obecnej chwili. W takich przypadkach nie wiem początkowo czy ma być mi wstyd, że wciąż tak mało wiem, czy być szczęśliwym, że coś tak wspaniałego mnie spotkało. Ale jeżeli ten ktoś jest tego warty, jak to miało miejsce w przypadku Pustek, to zdecydowanie zwycięża ta druga emocja. Tak więc pochylmy się nad tym, co Wydawało się.

Najprościej mówiąc sześć płyt. Bardziej skomplikowanie: sześć odmiennych płyt. Ta różnorodność, wynikająca z ewolucji samego zespołu, jednych wystraszyła, a innych przyciągnęła. Ja, będący w pozycji jałowej w stosunku do obu tych grup, nie traciłem czasu na zbędne działania i czym prędzej sięgnąłem po rocznicowe Wydawało się. To, co od razu rzuciło mi się w oczy, to spora niespójność materiału. I o ile w przypadku większości wydawnictw mogłoby być to minusem, o tyle tutaj jest to spory atut. Nie dość, że zespół zrobił słuchaczom małą ściągawkę z całego materiału, to jeszcze okrasił to dwiema świeżynkami. Całość faktycznie ukazuje szerokie spektrum z zakresu wspomnianych sześciu wydawnictw i jest zarazem jedynym słusznym obrazem zespołu, wynikającym z nakładania się wielu planów tego samego ujęcia – ujęcia Pustek.

Przechodząc do konkretów, bo powyższe lanie wody można ciągnąć w nieskończoność, urzekło mnie parę kompozycji, dzięki którym następnie poznałem szerzej już konkretne albumy. Od razu spodobało mi się brzmienie z płyty Koniec Kryzysu, gdzie prym wiedzie Parzydełko. Super prezentuje się także styl Pustki rare reprezentowany chociażby przez Patyczaki czy Doskonałe Popołudnie, bo taki nieco psychodeliczny klimat od zawsze jest przeze mnie ceniony – średnio współgrające ze sobą dźwięki, do tego tekst na zasadzie słów rzucanych na wiatr i ogrom dziejących się w jednej chwili rzeczy. Może nie miód dla moich uszu, ale na pewno bliżej tego niż dziegciu.

Trochę dłużej zajęło mi pełne przekonanie się do Safari i Kalamburów, ale ostatecznie także i one znalazły moje uznanie. Swoją drogą motyw nagrania muzyki do tekstów polskich poetów jest w stu procentach trafiony, bo dobrze wykonany wnosi sporo wartości dodanej. Co prawda tytułowe Kalambury w tandemie z Muńkiem mnie nie przekonały, jednak takie Wesoły Jestem już jak najbardziej.

Kumulacja szczęścia przypadła jednak na dwie kompozycje, które paradoksalnie mają w całym projekcie najmniej do gadania. Zacznę od piosenki O Krok, napisanej specjalnie na potrzeby nowej-starej płyty. Pomijam już to, że otwiera ona album i jest miłym dobrego początkiem. To, co liczy się najbardziej, to bardzo trywialna rzecz: ta piosenka jest po prostu piękna! Od tekstu, przez chórki, aż po warstwę instrumentalną. Dwie ostatnie sprawy są jasne, bo takie detale nigdy mi nie umykają, ale tekst to coś, co rzadko kiedy jest w moim uznaniu czymś pięknym. Są teksty inteligentne, trafione, złożone i mocno kombinowane, ale przymiotnik „piękny” w tym kontekście naprawdę nieczęsto u mnie gości. Starość?

A propos zaawansowania wiekowego: drugą piosenką, która jest moim faworytem numer jeden z całej składanki, jest utwór Lugola. Wprawdzie nie przyszło mi pić tego płynu (może to i dobrze), ale już BMX także był swego czasu w mojej sferze marzeń. W kwestii samej muzyki również jest bardzo dobrze, a dodając do tego przepiękny wokal pani Barbary ( te wyciągnięcie fragmentu „Nie pamiętam czy byłam tu, znałam was” wywołało u mnie ciary na całym ciele), chce się tego słuchać w nieskończoność. Poniżej do sprawdzenia wersja unplugged z występu w Esce Rock, a resztę dopowiedzcie sobie sami.

Dopóki będę odkrywał takie zespoły jak Pustki, tak długo nie będę wątpił w polską muzykę. Co prawda tego typu zespoły, ze względu na swoją specyfikację nie są produktem pożądanym (skąd m.in. wynika ich kameralność), ale ci, do których mają trafić, w pełni to docenią. Mam tę przyjemność, że trafiłem i doceniam, więc jedyne, co mi pozostaje, to zachęcić wszystkich ignorantów (pokroju mnie) do nadrobienia zaległości. Możemy być dumni z Pustek – obyście jeszcze namieszali!

Czytaj również