Prosto z brytyjskiego Hull, punk-rockowy zespół LIFE prezentujący nieokiełznaną energię spod znaku IDLES czy Slaves właśnie promuje swój najnowszy album, A Picture Of Good Health. Świadomi politycznie i społecznie muzycy po raz pierwszy odwiedzili Polskę, aby zagrać w warszawskim klubie Hybrydy.
O trudach dorastania w biednym miasteczku, pracy z trudną młodzieżą i promowaniu albumu w knajpie z kebabem opowiedział Mez Green, lider i wokalista zespołu.
Izabela Zadura: Wasz drugi album studyjny, A Picture Of Good Health, ukazał się we wrześniu. Czy odczuwaliście dużą presję związaną z nagrywaniem i promowaniem drugiego krążka?
Mez Green: Nagraliśmy album we wrześniu zeszłego roku, a więc już rok temu. To była długa podróż. Teraz, kiedy A Picture Of Good Health wreszcie się ukazało, mamy czas na świętowanie. Nie czujemy już presji, głównie radość z tego, że wszyscy mogą posłuchać naszego krążka. Recenzje są bardzo pozytywne, więc jako zespół czujemy, że zrobiliśmy coś dobrze.
IZ: Motywem przewodnim albumu jest zdrowie fizyczne i psychiczne. Czy jako współczesny muzyk można być zdrowym człowiekiem w obu tych aspektach?
Mez: Czasami jest ciężko. W trasie mało się śpi i pije dużo alkoholu – to styl życia, do którego się przyzwyczajamy. Patrz – Mick [gitarzysta] właśnie przyniósł mi kieliszek czerwonego wina. Aczkolwiek wydaje mi się, że jeśli znasz swoje limity, dasz sobie radę. Należy też dbać o innych. Dobrą cechą naszego zespołu jest to, że dbamy o siebie nawzajem. Jesteśmy jak duża rodzina. W zespole jest mój brat [Mick, gitarzysta], Stew [perkusista] to jeden z moich najlepszych przyjaciół, a Lydia [basistka] jest po prostu wspaniała.
IZ: Urządziliście imprezę promującą nowy album w knajpie z kebabem. Dlaczego?
Mez: A Picture Of Good Health to album dość osobisty i intymny, poruszający kwestie dbania o siebie, ale także motywy samozniszczenia. Mówimy o zdrowiu bez ogródek, celebrujemy je, więc możemy również przyznać się do tego, że po alkoholu wszyscy lubimy zjeść kebab. Nie ma w tym nic złego. To jest normalne. Stąd pomysł na promocję albumu w taki, a nie inny sposób.
IZ: Czy Wasze miasto, Hull, jest w jakiś sposób odzwierciedlone w Waszej muzyce?
Mez: Zdecydowanie. Dopiero dwa tygodnie temu skończyłem pracę w centrum dla trudnej młodzieży, a właściwie młodych osób w wieku 16 – 25 lat. Hull to miasto portowe, dotknięte ubóstwem, stąd ogromne znaczenie ma bycie twarzą w twarz z tymi młodymi ludźmi i pokazywanie im, że w nich wierzymy. Wiele młodych osób w Wielkiej Brytanii, a nawet na całym świecie ma teraz wrażenie, że są pomijani, że nikogo nie obchodzi ich los, że nigdzie nie przynależą i wymykają się społeczeństwu. Moi zadaniem było zainspirowanie ich, pokazanie im, że mają swój głos i tożsamość. Te doświadczenia zdecydowanie wpłynęły na pracę nad albumem. Hull żyje społecznością. Wielka Brytania jest podzielona na północ i południe – Hull jest na północy, ale oddzielone od reszty wodą, więc aby dostać się do miasta, trzeba przejechać przez most. Jest tylko jedna droga, więc nikt nigdy nas nie odwiedza. To z jednej strony oznacza, że musimy być samowystarczalni, a z drugiej buduje w nas silne poczucie społeczności. Myślę, że te odniesienia do społeczności w moich tekstach wypływają właśnie z Hull.
IZ: Praca z trudną młodzieżą zainspirowała Cię więc podczas pracy nad albumem.
Mez: Pracując w takim miejscu jak The Warren, czyli jedno z ostatnich tego typu centrów dla młodzieży w Anglii, widzi się wiele rzeczy, i to kształtuje człowieka. Są radosne momenty, są smutne. To bardzo znacząca praca – młodzi ludzie powinni być bardziej szanowani w świecie, ponieważ to oni są przyszłością. Te doświadczenia na pewno wpłynęły na to, jak postrzegam świat, ponieważ jestem w stanie patrzeć z perspektywy tych młodych ludzi. Wydaje mi się, że artyści często słyszą o niektórych wydarzeniach czy problemach w telewizji, a później o nich piszą, ale osobiście nigdy ich nie doświadczają. Ja nie muszę udawać, ponieważ mam informacje z pierwszej ręki i inny punkt widzenia na to, jak należy pisać.
IZ: Czy Twoim zdaniem muzyka może istnieć w separacji od klimatu politycznego i społecznego? Nawet jeśli może – czy powinna?
Mez: W muzyce zawsze będzie do pewnego stopnia chodziło o eskapizm i zabawę. Z drugiej strony obecna scena jest dość zdrowa, a zaangażowanej politycznie muzyki jest coraz więcej. Kiedyś egzystowała raczej na peryferiach sceny, a teraz jest witana wręcz z otwartymi ramionami. Jestem wdzięczny za ten powiew świeżości – jako LIFE zawsze byliśmy szczerzy i otwarci. Obecnie jest na scenie miejsce dla takich zespołów jak my lub IDLES.
IZ: Czy uważasz za swój obowiązek poruszanie aktualnych kwestii społecznych w utworach LIFE?
Mez: Nie do końca uważam to za obowiązek, ale jako zespół zawsze pisaliśmy o aktualnej sytuacji na świecie. Jeśli w polityce źle się dzieje, a świat jest mrocznym miejscem, tak jak teraz, będę o tym pisać. Jeśli młodzi ludzie cierpią, będę o tym pisać. Jeśli ja, jako ojciec samotnie wychowujący dziecko cierpię, będę o tym pisać. Zawsze staramy się poruszać tematy, które w danej chwili nas dotykają.
IZ: Co znaczy dla Ciebie słowo “punk”?
Mez: Bycie wygadanym, odważnym, szczerym, płynięcie pod prąd. Jeśli wszyscy są konserwatywni, punk poddaje to w wątpliwość. Punk to otwarty dialog, dyskusja o kwestiach, które często są zamiatane pod dywan.

