Prophets of Rage – The Party’s Over EP (2016), recenzja Macieja Wojszkuna

0
240

Na papierze Prophets of Rage to supergrupa idealna. Oto ¾ absolutnie kultowego Rage Against the Machine – gitarzyści Tom Morello, Tim Commerford i perkusista Brad Wilk łączą siły z Numerem 1 wśród rapowych politycznych komentatorów – Chuckiem D z Public Enemy (a także DJ’em Lordem z tejże grupy), przy okazji biorąc nazwę z kawałka z płyty PE It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back, uważanej za jedno z najwybitniejszych osiągnięć rapu – oraz z B-Realem z szanowanej ekipy Cypress Hill. Pierwiastki trzech grup, które niegdyś elektryzowały miliony słuchaczy łączą siły, by ogniem i gitarą walczyć z nieludzkim establishmentem – to się nie mogło nie udać… prawda?

A jednak. Nie będę owijać tu w bawełnę – The Party’s Over EP to rzecz słaba. Granicząca z obrazą fanów każdej z wymienionych grup… Sam fakt, że jest to po prostu EPka, gdzie dokładnie 4/5 to nagrane występy na żywo bądź przeróbki utworów z repertuaru Rage czy PE. Jedynym w pełni oryginalnym utworem jest The Party’s Over. Track nie wyróżniający się absolutnie niczym wśród setek podobnych w dorobku Public Enemy. Oprócz tego mamy Prophets of Rage, cover wspomnianego kawałka Public Enemy – oraz wersje na żywo Killing in The Name of RATM, Shut’ em Down PE – oraz No Sleep Til Cleveland, o którym za chwilę.

Wróćmy na sekundę do składu grupy – osobiście w tym znamienitym gronie Proroków dziwi mnie obecność B-Reala. Frontman Cypress Hill nigdy nie był jakoś szczególnie zaangażowany politycznie, nie brzmi też jakoś perfekcyjnie na gitarach Toma Morello (chętniej usłyszałbym na nich obdarzonego nieco potężniejszym głosem kompana B z Cypress Hill, Sen Doga). Rozumiem, że Cypressi mają doświadczenie, jeśli chodzi o łączenie rapu z rockiem, a i znają się dobrze z Tomem Morello – jednak tutaj B-Real sprawdza się po prostu słabo. Ani on, ani Chuck D, mimo że całkiem dobrze rozumieją się i komplementują swoje style – po prostu nie są w stanie zastąpić energii Zacka de la Rocha. Szczególnie ewidentne jest to w nagraniach na żywo, w wyjątkowo nudnym Killing in the Name Of i No Sleep Til Cleveland. Chuck i B brzmią na nich cokolwiek nieprzekonująco, niekiedy wręcz ospale.

Swoją drogą, No Sleep Til Cleveland to utwór iście kuriozalny – to przeróbka No Sleep till Brooklyn legendarnych Beastie Boysów, z tekstem Fight the Power Public Enemy. Wybór cokolwiek dziwaczny, tym bardziej, że sztos Beastie Boysów jest tak daleki od polityki jak tylko możliwe. Naprawdę nie można było sięgnąć po jakiś klasyk RATM? Guerrilla Radio na przykład?

Jednym z (niewielu) plusów EPki na pewno jest fakt, że tercet Morello-Commerford-Wilk potwierdza klasę. Sekcja rytmiczna naprawdę daje niezłego kopa, a Tom Morello na gitarze daje zastrzyk energii i swój niepowtarzalny groove – szczególnie końcowa część The Party’s Over czy akompaniament Prophets of Rage to rzecz znakomita. Bywają jednak momenty, gdzie Tom przedobrza, i to mocno – jak na dziwacznym wstępie do Shut ‘em Down czy  monumentalnej, ciągnącej się w nieskończoność gitarowej bonanzie w No Sleep Til Cleveland, cytującej fragmenty świetnego solo Kerry’ego Kinga z oryginału.

Najbardziej rozczarowujące w The Party’s Over – oprócz faktu, że jest to DWUDZIESTOMINUTOWA EPKA Z NIKŁĄ ZAWARTOŚCIĄ ORYGINALNEGO MATERIAŁU – jest to, że panowie dumnie deklarujący, że ich misją jest konfrontacja z kłamstwami, jadem i chaosem owego roku wyborów, przypomnienie, jak Szaleć przeciwko bezlitosnej Maszynie – bardzo mało uwagi poświęcają aktualnym wydarzeniom. Nie znajdziemy tu raczej wersów o kontrowersyjnych kandydatach wyborów, o ruchu Black Lives Matter, o ostatnich przypadkach brutalności policji… Jak na tak zaangażowane społecznie grupy, jest słabo.

Trudno nie patrzeć na The Party’s Over jako na zwykły skok na kasę, chęć wyciągnięcia kilku dodatkowych baksów od publiki z nostalgią wspominającej czasy RATM. Od tak doświadczonych graczy jak Prophets of Rage można wymagać więcej, niż króciutkiej EPki naprędce skleconej z kilku średniej jakości nagrań z koncertu i wymęczonych, niedbałych tracków studyjnych… Zamiast ostro i bez ogródek komentować polityczny i społeczny bałagan w Ameryce, panowie rozkładają ręce i odcinają kupony. EPka jest zdecydowanie rozczarowaniem, względnie nieporozumieniem roku, ponoszącym sromotną porażkę w przywróceniu pasji, energii i „ostrza” RATM, Public Enemy, czy nawet Cypress Hill. The Party’s Over? Oby.