Prophets of Rage… Propeths of Rage… Prophets of Rage… I tak nazwa tej supergrupy przewijała się na językach świata muzyki od jakiegoś czasu. Dlaczego supergrupy? Gdyż wow! Jaki piękny kolektyw nam się urodził! Propeths of Rage to nic innego jak połączenie kilku dobrze nam znanych artystów, z dobrze nam znanych bandów, w mało nam znany zespół. Więc już przybliżamy tę oto historię. Supergrupa to nikt inny jak połączenie kilku członków Rage Against The Machine, Public Enemy oraz głównego zapalnika Cyperss Hill. Finalnie mamy w składzie: Tima Commeforda, Toma Morello, Brada Wilka (RATM), DJ Lorda, Chucka D (Public Enemy) oraz B-Real’a (Cypress Hill). Co mogło wytworzyć się z tak, na pierwszy rzut oka, idealnego składu?

Pierwszym efektem prac była epka The Party’s Over, której mogliśmy posłuchać w zeszłym roku. Efekt? Coś ciekawego. Na pozór ciekawego. Wokół zaledwie tych kilku utworów pojawiało się wiele komentarzy czy aby warto kontynuować tę współpracę. Później pojawiła się trasa koncertowa Make America Rage Again, gdzie wygłodniali fani mogli usłyszeć utwory poszczególnych zespołów, w umówmy się, niekoniecznie równie dobrym wykonaniu. Jednak nie zabrakło także autorskiego materiału supergrupy. Po zakończeniu podróży koncertowej zespół zasiadł w studiu i oto w połowie września ukazał się owoc ich pracy – długogrający materiał zatytułowany, jakże chwytliwie, Prophets of Rage.
Podsumowując, 12 autorskich utworów, w których swoje palce maczali już tylko i wyłącznie członkowie kolektywu. W efekcie powstała rzecz ponownie kontrowersyjna. Jedni na pewno stwierdzą, że jest to cudeńko, drudzy zaś zaczną się zastanawiać, co ewentualnie mogło pójść nie tak. Konkretniej – otrzymaliśmy całkiem dobrą płytę. Płytę, której i tak najbliżej do brzmienia Rage Against The Machine, z małą zmianą brzmienia wokalu. Jednak dobrą, nie znaczy, że nad wyraz wybitną. Tęskniący fani RATM na pewno ucieszą się z faktu, iż ponownie na półkach sklepowych pojawia się muzyka, o jaką w obecnych czasach dość ciężko.
I dokładnie tym jest krążek Prophets of Rage. Cofnięciem się do tego, co było kiedyś, tego, co jeszcze kilkanaście lat temu pojawiało się w naszych odtwarzaczach, głównie za sprawą RATM. Hail To The Cheif od początku sprzedaje nam naprawdę dobry riff, podobnie dzieje się w Who Owns Who, czy singlowym Unfuck The World – ukłony Panie Morello. Po niekoniecznie udanych występach live, równie dobrze brzmią „zastępcy” Zacka de la Rocha, czyli Chuck D oraz B-Real. Wystarczy posłuchać wykonów takich jak w Strength In Numbers oraz Living On The 110, czy zamykającego krążek Smashit. Do tego dołącza ponownie, śmiało wyrażająca poglądy członków zespołu, warstwa tekstowa. Niestety ciężko dopatrzeć się tam jakichkolwiek „nowości’, które mogli nam zapewnić muzycy poprzez tak ciekawe połączenie. Prophets of Rage jest idealnym elementem powrotu słuchaczy do lat 90. czy 00., czyli świetności wszystkich grup.
Finalnie krążek okazuje się wart przesłuchania. Jeśli spojrzymy na niego jedynie jako powrót do przeszłości – będzie idealnym towarzyszem na pewno na następnych kilka miesięcy. Jeśli jednak spróbujemy dopatrzeć się w albumie czegoś więcej, a tym samym oczekujemy, że połączenie takich artystów przyniesie coś niespodziewanego, zdecydowanie się rozczarujemy. Tak więc pozostaje nam zatoczyć jakąś pętlę w czasoprzestrzeni i przenieść się kilkanaście lat temu do czasów Killing in the Name, czy Insane in the Brain.


