To zdecydowanie jeden z ważniejszych dla mnie polskich koncertów tej jesieni. Sorry Boys zachwycili mnie swoją najnowszą płytą i gdy tylko ogłosili, że na trasie pojawi się Toruń, to od razu wiedziałem, że tam będę. A że nie rzucam słów na wiatr – siedziałem w pierwszym rzędzie! Jak było?
Nie lubię porównywać ze sobą artystów. Uważam, że to zbędne i często krzywdzące dla kogoś. Bo jak porównywać tu dwóch wielkich muzyków i dawać do zrozumienia innym, że jest gorszy od drugiego? Dziś jednak zrobię mały wyjątek, bo w sumie w tym przypadku jak dla mnie będzie to wielka zaleta. Na koncercie w Toruniu Bela Komoszyńska pokazała się publiczności w pięknej białej, barokowej sukni, która przez kilka piosenek dopełniona była welonem. Wyglądała niczym panna młoda na wielkim weselu, otoczona przyjaciółmi i ludźmi których kocha. Jej styl od lat jest bardzo chayzmatyczny i charakterystyczny, a mi przypomina trochę styl innej enigmatycznej persony jaką jest Florence Welch. Pytanie jednak kto był pierwszy, Florence czy właśnie Bela?
Muzycznie Sorry Boys zaprosili nas do swojego świata, gdzie rządzi przyjaźń, miłość, zrozumienie, gdzie wszyscy się szanują. Taka właśnie jest ich nowa płyta i doskonale prezentują ją w wersji na żywo. Ze sceny dane nam było usłyszeć takie utwory jak Drugie serce, Niedziela, Warszawa czeka czy Kwiaty. Nie da się jednak ukryć, że największy szał zrobiły głośne single: Jesteś pragnieniem i zaśpiewane na koniec Absolutnie absolutnie, po którym Bela zaprosiła nas do wspólnego śpiewania, a gdy już zeszła ze sceny, schedę przejął Tomasz. Wszystko zostało nagrane i zapewne będzie wykorzystane w odpowiednim momencie. Zabrakło niestety mojej ulubionej piosenki z płyty czyli Carmen, i do tej pory nie wiem jak mogło się tak stać? Bela, tłumacz się… Pisząc jednak pół żartem, pół serio, dziękuję, że z setlisty nie zginęło Miasto Chopina, które również uwielbiam.
Nie da się równiez ukryć, że zespół wyrobił sobie pewną renomę na polskiej scenie muzycznej. Wyglądają jak rodzina, która podróżuje i daje ludziom ciepło, którego potrzebują. Zarażają uśmiechem i ściągają leniuszków z krzeseł. Tak powinien robić każdy szanujący się zespół.
„I tak zawrotnie, brak mi tchu”, że koncert tak szybko się skończył, bo mógłbym go słuchać jeszcze przynajmniej kilka godzin. Czuję niedosyt, który na pewno wykorzystam na kolejnym koncercie. Do zobaczenia!





































