Polacy rządzą światową muzyką. Felieton Kuby Koziołkiewicza

Znów piszę do was z Anglii, ale póki co tylko ten jeden raz – jestem tu w ramach urlopu. Jakiś czas temu wraz z dziewczyną znaleźliśmy tanie bilety lotnicze, więc bez zastanowienia postanowiliśmy, po raz pierwszy nie w celach zarobkowych, odwiedzić Wyspy Brytyjskie.

W środę wieczorem wysiedliśmy pod lotniskiem w Balicach. Po odprawie, wraz z kilkudziesięcioma osobami, udaliśmy się do poczekalni obok bramki numer 18, przez którą należało przejść w kierunku samolotu odlatującego do Londynu. Przez ponad pół godziny siedzieliśmy w oczekiwaniu na otwarcie wejścia, więc miałem chwilę czasu na przysłuchanie się rozmowom innych osób (każdy absolwent dziennikarstwa ma taką swoistą przypadłość „podsłuchiwania” ludzi. Uczą nas tego w trakcie wykładów, więc nie posądzajcie mnie o bycie jakąś mendą. W rozmowach ludzi można odnaleźć inspirację do swych tekstów). Przeważającym był oczywiście język Mickiewicza.

Na ponad 100 pasażerów samolotu zdecydowana większość pochodziła z Polski. Większość z nich mieszka na Wyspach na stałe. Nie będę wyjaśniał, dlaczego tak się dzieje, bo jest to chyba jasne. Kwestia emigracji, czy to zarobkowej, czy to politycznej, stała się podwalinami do mojego dzisiejszego felietonu. Postanowiłem sprawdzić ilu znanych na całym świecie artystów muzycznych ma polskie korzenie. Wynik naprawdę mnie zaskoczył.

Zacząć od tych najbardziej popularnych nazwisk, czy też powoli budować napięcie? Co ja piszę… nie da się zbudować napięcia! Każda z poniższych osób to klasa światowa w świecie muzyki! Od razu zaznaczę, że zestawienie to będzie bardzo subiektywne. Podejrzewam, że gdybym miał wypisać każdą osobę, w której żyłach płynie polska krew i osiągnęła jakiś tam sukces w branży muzycznej, tekst ten miałby długość Ulissesa (dla leniwych – cholernie długa powieść Jamesa Joyce’a).

Zacznę od osoby, o której pisałem ok. miesiąc temu – Eminema. Zdziwieni? Ja bardzo. Co najlepsze, Slim Shady nie jest związany z Polską jakimś dalekim krewnym, który w czasach Mieszka I podążał po terenach będących podwalinami naszego państwa. Eminem miał pradziadka Polaka. Teraz przejdziemy do postaci związanych z moim ulubionym gatunkiem – rockiem. Jack White, znany z zespołu The White Stripes, a obecnie działający solo oraz z projektem The Dead Waether, miał matkę Polkę. Nazywała się Teresa Bandyk – Gillis. Jack zna swoje korzenie i bardzo często, zwłaszcza w polskich mediach, podkreśla swe pochodzenie. W jednym z wywiadów w Teraz Rocku wspominał, że odwiedził w przeszłości region, w którym urodziła się jego mama. Idziemy dalej. Lubicie piosenkę Crazy Aerosmith? Ja bardzo. Lider grupy – Steven Tyler – miał dziadka Polaka. O swoim polskim pochodzeniu opowiedział w trakcie zeszłorocznego koncertu w Łodzi. Marylin Manson – jeden z największych dziwaków współczesnej muzyki – miał ojca z polsko – niemieckimi korzeniami. Opisał ten fakt w swojej autobiografii Trudna droga z piekła (Wydawnictwo Kagra).

Pozostajemy w klimatach muzyki rockowej. Axl Rose miał babcię urodzoną w naszym kraju. Wokalista jednak nie podszedł z szacunkiem do występu w kraju swoich przodków i na koncert w Rybniku w 2013 roku spóźnił się ponad trzy godziny. Anthony Kiedis – lider Red Hot Chili Peppers – ma wielu Polaków w swojej rodzinie. Co zabawne, a właściwie smutne, dowiedział się o tym dopiero na początku XXI wieku z ust naszego dziennikarza muzycznego – Bartka Koziczyńskiego, który po przeprowadzonym wywiadzie poinformował go o tym. Autor Hallelujah (jednej z najpiękniejszych ballad muzyki rozrywkowej) oraz posiadacz najniższego głosu na świecie Leonard Cohen miał tatę Polaka. Richie Sambora, gitarzysta Bon Jovi (chyba już były gitarzysta, bo od ponad dwóch lat nie występuje z zespołem) miał dziadków pochodzących z Polski. Smutne jest to, że pierwszy koncert w naszym kraju Bon Jovi zagrał już bez Richiego.

Ray Manzarek, klawiszowiec The Doors, również miał polskie korzenie. Jego rodzice urodzili się w naszym kraju i na początku XX wieku wyemigrowali do USA. Prawdzie nazwisko muzyka brzmiało Manczarek. Kojarzycie Van Halen? Pewnie, że tak. Przez wiele, wiele lat na basie grał tam Michael Anthony. Wiecie, jak brzmi jego pełne imię i nazwisko? Michael Anthony Sobolewski. Miał rodziców Polaków i urodził w się w najbardziej polskim mieście na świecie – Chicago. I mógłbym tak jeszcze wymienić naprawdę wielu popularnych muzyków, w których żyłach płynie sporo polskiej krwi, ale już mi się nie chce. Generalnie tę część tekstu można podsumować takim stwierdzeniem – Polacy rządzą światową muzyką, tyle że prawie nikt nie wie o ich pochodzeniu. Teraz pytanie: jak mam, jako Polak z krwi i kości, odbierać ten fakt?

Z patriotycznego punktu widzenia jest to sytuacja tragiczna. Nasi rodacy podbijają świat legitymując się jako przedstawiciele innego narodu. Ale z drugiej strony, patrząc na tę sprawę racjonalnie, czy powyżsi muzycy odnieśli by taki sukces funkcjonując w naszym kraju? Oczywiście, że nie.

Od początku lat 50. do końca lat 80. Polska była niezbyt ciekawym miejscem do rozpoczynania kariery muzycznej. Taki Anthony Kiedis przepadłby ze swoim zespołem dzięki „subtelnej” pomocy cenzorów i komunistycznej władzy. Każdy większy talent muzyczny pochodzący z Polski był niszczony przez tamtejszych zarządców naszego państwa. Tylko nie mówcie mi o „wielkich” karierach takich wykonawców jak Maryla Rodowicz. Ok, Maryla jest diwą w naszym kraju, ale, no właśnie – tylko w naszym. Sprzedała podobno 15 milionów swoich płyt na całym świecie, ale tym „całym światem” okazała się głównie Polska i Rosja. Lady Pank w latach 80. postanowiło spróbować swoich sił w USA. Okazało się, że poza występami dla Polonii grali głównie „do kotleta”. Prawda jest taka, że w tamtych czasach nie dało się zrobić światowej kariery będąc Polakiem mieszkającym w Polsce. Dlatego cieszę się, że potomkowie powyższych artystów wyjechali z naszego kraju. Gdyby nie to, znaczna część moich ulubionych zespołów rockowych nie istniałaby lub funkcjonowałyby bez bardzo ważnych osób je tworzących.

Inna sprawa – czy powinien być wkurzony np. na Anthonego Kiedisa za to, że do niemal 40. roku życia nie wiedział o swoich polskich korzeniach i że nie starał się pogłębiać wiedzy o kraju swych przodków? Uważam, że nie. Ja sam mam różne korzenie. Daleka rodzina dziadka od strony mojego taty pochodziła z Armenii. Moja prababcia, również od strony ojca, była Francuzką. O tych faktach dowiedziałem się chyba 5 lat temu. Jakoś wybitnie nie emanuję swoim pochodzeniem. Takie samo podejście, może poza Jackiem Whitem, miał, lub nadal ma, każdy znany muzyk posiadający polskie korzenie. Zna swoje pochodzenie, ale nie czuje wielkiej potrzeby głębszego interesowania się tym tematem. Czy to dobre podejście? To już pytanie, na które odpowiecie sami w swoich głowach. A tak swoją drogą podpytajcie  rodziców czy dziadków skąd pochodzą wasi przodkowie. Może okaże się, że twoim dalekim kuzynem jest Harry Styles lub Rihanna?

Czytaj również