Podulka – Nie przeszkadzać (2015), recenzja Pawła Markiewicza

Połączenie neofolku, popu i soulu? Czemu nie. Marta Podulka nie boi się eksperymentować z muzyką i wszystkie te gatunki muzyczne połączyła w jednej płycie pt. Nie przeszkadzać. Czy połączenie to udało się wokalistce? Przekonacie się czytając dalszą część mojej recenzji. Na zachęcenie powiem jedno, jeśli dopadła Was jesienna depresja, to krążek ten bez wątpienia poprawi nastrój niejednej osobie.

Dobrze będzie na wstępie przybliżyć życiorys Marty pod kątem muzyczny. Dokładnie 4 lata temu, w 2011 r. wokalistka zebrała się na odwagę i zgłosiła się na casting do programu X factor. Tam bez problemu przeszła castingi, dostała się pod skrzydła Czesława Mozila i pomimo, że artystka była jedną z faworytek, musiała pożegnać się z show na etapie domów jurorskich. Pewnie niejedna osoba po takim doświadczeniu zraziłaby się i poddała. Jednak Podulka nie zalicza się do tego grona osób.

Jeszcze w tym samym roku Marta zgłosiła się do programu Mam Talent, gdzie podbiła serca wszystkich jurorów. Małgorzata Foremniak powiedziała, że zobaczą się w finale i tak też się stało. Ostatecznie Marta zajęła 3 miejsce i spotkała się z pozytywnym odzewem ze strony widzów i słuchaczy.

Dwa lata później artystka zadebiutowała utworem Nieodkryty Ląd, który podbił wszystkie stacje muzyczne i stał się hitem wakacji 2013 r.

Podczas obu programów Podulka dała poznać się jako optymistyczna, radosna, charyzmatyczna, a zarazem wrażliwa osoba. Wszystko to przełożyła na swój materiał, który złączony w całość dał nam debiutancki album pt. Nie przeszkadzać. Na płycie znalazło się 11 świeżych utworów, a wśród nich nie zabrakło ballad, które każdy lubi posłuchać niezależnie od nastroju.

Pierwszym oficjalnym singlem został utwór Jest Pięknie, który również otwiera całą płytę. A co najlepsze, został nagrany na samym końcu. Po pierwszych dźwiękach można pomyśleć, że to kolejna piosenka Kasi Popowskiej, charakterystyczna gitara i chórki, jednak nie! To Marta Podulka z o wiele ciekawszą, cieplejszą barwą głosu, która nie jest przesłodzona jak głos wyżej wymienionej artystki.  Jeśli do gustu przypadł wam Jest Pięknie i wiecie, że to wasze klimaty, to z miłą chęcią posłuchacie dalszej części płyty.

U mnie jest trochę inaczej, pierwszy singiel mi się podoba, ale album po drugiej piosence zaczyna mnie nudzić i dopiero przy 6 kompozycji robi się znowu ciekawie. Poprzednie utwory są bardzo podobne do siebie i jedyne co w nich mi nie przeszkadza to głos artystki, który ratuje i ozdabia wszystkie kompozycje charyzmatyczną barwą. Właśnie to jest chyba największy plus całej płyty. Pomimo mocnego głosu, Marta nie próbuje krzyczeć i na siłę pokazywać swoich możliwości wokalnych, co dość często zdarza się innym artystom.

Wracając do tej 6 kompozycji, która stała się przełomem na płycie. Nazwałem ją przełomem nie tylko dlatego, że jest to pierwsza ballada, ale także dlatego, że po tym utworze album jest już tylko lepszy.

Słony, to mój pretendent na kolejny singiel, piękna ballada, przy której można się rozpłynąć. Marta dawkuje emocje. Na początku jest dość spokojnie, później coraz mocniej i na koniec eksplozja! Może zbyt bardzo się zachwycam, ale naprawdę, to chyba najlepszy utwór na płycie i z miłą chęcią słuchałbym go w radiu.

Właśnie dopiero po Słonym, zrozumiałem, że we wcześniejszych utworach tak bardzo drażniła mnie ta gitara i dlatego też wszystkie piosenki brzmiały monotonnie – dobra rada, bez gitary jest znacznie lepiej.

Trzy końcowe utwory (2 ballady i jedna typowa dla Podulki kompozycja) są jedynymi z najciekawszych piosenek na Nie przeszkadzać.  Do niczego nie mogę się przyczepić, a tylko mogę pochwalić za dobre teksty, piękny głos i muzykę – tak jak mówiłem, wszystko się w nich zgadza. Ostatnia ballada pt. Żegnaj jest równie piękna jak Słony.  W takim repertuarze chętniej bym słuchał Marty, jednak cieszę się, że wokalistka już na początku swojej kariery znalazła swoją drogę w muzyce i tworzy to, co chce tworzyć.

Szkoda, że Zimowa, Jestem Na Szczycie (wydaje mi się, że słyszę tutaj chór Sound 'n’ Grace) i Żegnaj są na końcu wydawnictwa, bo jeżeli słuchacz zrazi się po 2-3 pierwszych utworach,to nie przesłucha dalszej części, która skrywa na sobie powyższe perełki.

Mam nadzieję, że Sony Music dobrze pokieruje Martą i kolejna płyta będzie lepsza, od debiutanta.

Czytaj również