MENU

    Podsumowanie dziesięciu lat w dwie godziny. Relacja Julii Maciąg z warszawskiego koncertu The Vamps

    2012 rok to przełomowa data dla członków The Vamps, ponieważ w tym roku powstał zespół. Choć pierwsze piosenki wydawali w 2013 roku, to rok temu ogłoszono jubileuszową trasę koncertową grupy obejmującą cały świat. Ostatnim przystankiem po międzynarodowej trasie chłopaków była Warszawa, w której The Vamps pojawili się pierwszy raz od ich ostatniego koncertu w 2019 roku. Choć utwory grupy słuchałam dobre kilka lat temu, postanowiłam wybrać się na ich koncert z ciekawości oraz z nostalgii, aby spełnić marzenie nastoletniej Julki.

    W momencie wejścia na scenę grupy, widownia przywitała ją kolorowymi balonami, które leciały po całym klubie. W tym samym czasie The Vamps zaczęło wykonywać swoje przeboje z pierwszej płyty, czyli Last Night oraz Girls On TV. Po piosence Cheater wokalista Brad Simpson oraz basista Connor Ball otrzymali dwa balony, które razem tworzyły liczbę 10 i przywitali się z publicznością.

    Bardzo mi się podobały płynne przejścia między niektórymi utworami. Można było je usłyszeć przykładowo między utworami Wake Up, a Just My Type. Dodatkowo wspomniane już Wake Up było na początku śpiewana przez wokalistę acapella, a po refrenie piosenka została wzbogacona o gitary i perkusję. Na koncercie także była okazja do posłuchania gry na pianinie Brada Simpsona przed oraz w trakcie utworu Can We Dance. Tak samo, jak Wake Up, tak i Can We Dance zmieniło swoje tempo po pierwszym refrenie. 

    Kontakt między publiką a muzykami był bardzo widoczny. Byli bardzo chętni do rozmów na temat dotychczasowej działalności grupy. Brad zasugerował też, że po trasie powinni stworzyć kolejny album, aby publiczność mogła się bawić do czegoś nowego. Z publicznością także zaśpiewali Happy Birthday z okazji niedawnych urodzin basisty Connora. Warto też wspomnieć, że Brad zadedykował zaręczonej od pięciu lat parze piosenkę Can We Dance i powiedział, że trzeba celebrować miłość. A poza tym muzycy wyrzucali do publiczności pałeczki, okulary przeciwsłoneczne w trakcie Shades On czy kapelusz w kształcie urodzinowego tortu.

    Na koncercie nie zabrakło też innych akcji koncertowych. Z ważnych inicjatyw można wyróżnić dwie. Pierwsza odbyła się podczas piosenki Wild Heart, będąca pierwszą autorską piosenką zespołu, a podczas tej piosenki można było ujrzeć kartki z napisem IT STARTED WITH THIS SONG. Druga akcja była poświęcona gitarzyście Jamesowi McVeyowi, który z powodów zdrowotnych nie mógł pojawić się w Warszawie. W trakcie Middle Of The Night pojawiły się kartki z napisem WE MISS YOU JAMES, a na scenie można było zobaczyć kartonowego gitarzystę. Po tej piosence koledzy z zespołu po utworze połączyli się na FaceTime z niedysponowanym Jamesem i pokazali mu, jak bardzo publika wspiera go w tym okresie. 

    The Vamps byli w Polsce już piąty raz i widać, że bardzo lubią koncertować w naszym kraju. Ja sama byłam pod wrażeniem ich poniedziałkowego występu, dostarczając dla fanów samej pozytywnej energii. Muszę przyznać, że urodzinowa trasa była jak najbardziej udana. Nie zabrakło na niej także takich przebojów jak Oh Cecilia (Breaking My Heart), All Night czy Somebody To You, które po latach dalej brzmią świetnie i młodzieńczo. Z niecierpliwością czekam na kolejny koncert The Vamps oraz na nowy materiał.

    Julia Maciąg
    Julia Maciąg
    Działa głównie w Krakowie. Relacjonowanie koncertów, czy pisanie amatorskich recenzji to (zaraz po śpiewaniu) jej pasja. Kocha rozmawiać o muzyce i odkrywać nowe, muzyczne talenty. Tik Tok to jej zajawka i to właśnie ją widujecie najczęściej na naszym Tik Tokowym profilu. Otwarta na każdy gatunek muzyczny — od popu aż do rapu.

    Ostatnio opublikowane