W poniedziałek 18 czerwca na odsłuch swojej nowej płyty zaprosiła Kasia Kowalska. Choć sama piosenkarka wydaje się być poukładaną mamą dwójki dzieci, to jej płyta jest przepełniona skrajnościami.
Po pierwsze, skrajnie różne są miejsca powstawania tego albumu. Został on częściowo wyprodukowany w Kalifornii (fortepian, akordeon) i Pensylwanii (perkusja), a częściowo w… piwnicy Kasi Kowalskiej na Żoliborzu (gitara). Muzycy spotykali się też w kuchni jednego z muzyków na warszawskim Mokotowie.
Słowa do piosenek układała Kasia Kowalska, ale nie tylko ona. Pomogła jej wybitna artystka Alannah Myles, znana głównie z hitu „Black Velvet”. Co ciekawe, czas powstawania tekstów pani Myles można liczyć w godzinach, a pani Kowalskiej – w latach. Te różnice nie wpływają jednak na jakość i przesłanie utworów – Kasia Kowalska potrzebowała po prostu więcej czasu na proces twórczy po urodzeniu drugiego dziecka.

Bardzo istotnym wydarzeniem, które wpłynęło na kształt tej płyty, była śmierć ojca wokalistki. On sam był muzykiem – grał na saksofonie i klarnecie. Melodię z tego ostatniego instrumentu można usłyszeć w jego wykonaniu na jednej z piosenek napisanych specjalnie dla niego. Zresztą cała płyta jest dedykowana właśnie jemu. Słuchając utworu „Dla Taty”, Kasia Kowalska sama nie mogła powstrzymać łez, gdyż jest on niezwykle osobisty. Artystka przyznała, że odejście taty kompletnie ją rozbiło, ale z drugiej strony nadal wiedziała, że on chciałby, żeby dalej tworzyła.
Wzruszający nastrój tej kompozycji kontrastował mocno ze śmiechem, który pojawił się przy omawianiu takich piosenek, jak np. „Miłosne zbrodnie”, które wbrew temu, co może sugerować tytuł, okazały się bardzo lekkie i wesołe. Inne tytuły numerów z płyty wywołują równie depresyjnie obrazy: np. ”Krew ścinanych drzew” czy „Tam gdzie nie sięga ból”. „Krew…” wydaje się być ulubionym kawałkiem piosenkarki – chciała ona nawet wykorzystać tę nazwę jako tytuł płyty, jednak zmieniła zdanie ze względów marketingowych. Piotr Metz zażartował, że album powinien się nazywać nie „Aya” tylko „Ała!”. Artystka jednak zaprzeczyła, tłumacząc, że tym razem starała się nie wracać do swojej mrocznej strony.
Kasia Kowalska rozpoczęła spotkanie od wyznania „Niełatwo w tym zawodzie być dziewczynie. Jestem otoczona mężczyznami”. Z pewnością potwierdza to dziesięć lat przerwy w nagrywaniu, które poświęciła rodzinie, jednak nie zarzuciła wtedy całkowicie koncertowania. W międzyczasie zwiedziła kilka ważnych dla niej miejsc związanych z takimi artystami jak Foo Fighters czy Nirvana. Kasia Kowalska określa ich mianem „bogów” i składa ręce jak do modlitwy, wymieniając ich. Na teledyskach, które wyreżyserowała, oglądamy natomiast przepiękne widoki z Parku Narodowego Joshua Tree w Kalifornii, gdzie spędziła trochę czasu.
Podczas krótkiego wywiadu, który odbył się w ramach inicjatywy ZPAV „Piątki z Nową Muzyką”, Kasia Kowalska pokazuje zatem swoje różne oblicza: matki i córki, dojrzałej artystki i zagorzałej fanki, a także twardzielki i wrażliwej, nieco zagubionej kobiety. Takiego samego koktajlu emocji można się spodziewać po jej długo wyczekiwanej płycie – „Aya” (premiera 22.06.2018).



