Nareszcie – po niemal dziewięciu latach z zupełnie nowym wydawnictwem powrócił, funkcjonujący teraz jako duet, zespół Placebo. Czy warto było czekać? Co grupa ma do zaoferowania fanom po ostatnich perturbacjach – a także po niemal trzydziestu latach na rynku?
W Placebo zaszły spore zmiany – po dziesięciu latach, w 2015 roku, grupę opuścił perkusista Steve Forrest. Zespół po raz pierwszy w historii został bez bębniarza i w składzie Brian Molko i Stefan Olsdal, dokładnie 7 października 2016 roku, wydał równocześnie EP-kę Life’s What You Make It i album kompilacyjny A Place for Us to Dream. Ostatni album studyjny grupy nagrany z udziałem Forresta to Loud Like Love, który ukazał się dziewięć lat temu. Krążek zyskał dość chłodne recenzje i nie będę ukrywać, że jest to wydawnictwo Placebo, które lubię najmniej. Czuć było, że w zespole nie układa się najlepiej, a on sam chyba nie do końca wie, w którym kierunku chce zmierzać, co dalej robić.
Te wszystkie problemy, wewnętrzne perturbacje doprowadziły do tego, że na nowy album, teraz już duetu, przyszlo nam czekać prawie dziewięć lat. Prace nad projektem ruszyły w 2018 roku, a rok później Panowie oficjalnie ten fakt potwierdzili. Choć początkowo zapowiadano, że krążek ukaże się na początku 2021 roku, to jednak przymusowa izolacja, spowodowana pandemią COVID-19 sprawiła, że cały ten proces opóźnił się o rok. Grupa została zmuszona także odwołać zaplanowane wcześniej koncerty – jak się okazuje fakt ten pozytywnie wpłynął na pracę nad nadchodzącym krążkiem – Molko i Olsdal znaleźli czas na to, by ponownie przyjrzeć się materiałowi i dokonać w nim pewnych zmian.
Pierwszy posmak płyty pojawił się we wrześniu 2021 roku – to wtedy grupa zaprezentowała singiel Beautiful James, który już od pierwszych dźwięków uderza genialną melodią, łączącą gitarowe brzmienie z dźwiękami syntezatorów, trudno też nie zwrócić uwagi na brzmiący w tle automat perkusyjny. Panowie rozpoczęli promocję albumu z przytupem – tak mocny i wyrazisty syntezator to swego rodzaju nowość w brzmieniu Placebo. Zaangażowany, wzbudzający uwagę tekst zat to to coś, z czego zespół jest znany od samego początku – Beautiful James to swego rodzaju hymn, celebrujący związki, relacje nieheteronormatywne. Grupa zatoczyła więc koło, tematycznie powróciła do korzeni, czyli swojego przełomowego singla Nancy Boy, który także poruszał tematy seksualności i płynności płciowej, która tak mocno kojarzy się z osobą Briana Molko.
Szczegóły albumu zostały ujawnione na początku listopada ubiegłego roku, wraz z wydaniem drugiego singla, czyli Surrounded By Spies. Dziewiąty album studyjny Placebo został zatytułowany Never Let Me Go, a jego premierę zapowiedziano na marzec 2022 roku. Krążek zdobi okładka, przedstawiająca plażę w Kalifornii, która w połowie XX wieku była wykorzystywana jako wysypisko śmieci. Miejsce to jest obecnie nazywane “szklaną plażą” ze względu na fakt, iż woda zmieniła wyrzucane w tych rejonach przez wiele lat szkło na barwne kamienie – ich zbieranie jest nielegalne. Zdjęcie to ma symbolizować moc przyrody, jej pewną władzę nad człowiekiem i jego działaniami. Siła natury, zmiany klimatu, ekologia, związki nieheteronormatywne czy wszechobecna inwigilacja, czyli temat przewodni Surrounded By Spies, to bardzo współczesne tematy. Okazuje się więc, że już na początku, jeszcze przed premierą projekt Never Let Me Go dał się poznać jako świadectwo kondycji współczesnego człowieka.
Utrzymany w klimacie paranoicznej narracji Surrounded By Spies tekstowo łączy się z cybernetyczno-psychodelicznym, otwierającym płytę utworem Forever Chemicals, który muzycznie zaś niesamowicie kojarzy mi się z Never Let Me Go Again zespołu Depeche Mode, tym bardziej, że oba traktują o zażywaniu narkotyków. Przez całe pięć minut czuć, że Placebo w jakiś sposób ciągną tradycję synth-popowego grania, które tak mocno kojarzy się z angielską formacją. Klamra tego skojarzenia zamyka się wraz z industrialnym Fix Yourself. Molko nie ukrywa, że mocną inspiracją muzyczną była tu dla niego legendarna grupa The Cure. W tym przypadku tekst to mocno krytyczne spojrzenie na niezwykle popularną współcześnie kulturę terapeutyczną. W swojej niemal melorecytacji Molko życzy:
Go fix yourself
Instead of someone else
i naprawdę, tego się trzymajmy.
Wydany jako trzeci singiel z albumu Try Better Next Time odczytuję jako odę do współczesnych ruchów na rzecz ochrony klimatu – szczególnie ważna jest tu fraza “Wake Up”, która silnie się z takowymi kojarzy. Muzycznie to kompozycja, która najmocniej ze wszystkich numerów promocyjnych skojarzyła mi się z klasycznym, gitarowym brzmieniem Placebo. Najmniej jednak przypadła mi do gustu – nie twierdzę, że to zła piosenka, zdecydowanie nie, jednak po niespodziewanym, powiedziałabym nieco eksperymentalnym brzmieniu, jakie zaproponował zespół poprzednimi singlami, ten nie wydał się w żaden sposób interesujący. Moją większą uwagę zwrócił ostatni, póki co, numer promujący płytę, czyli Happy Birthday in the Sky. Dużo w nim muzycznej przestrzeni, momentów na muzyczną głębię, refleksję i emocje (czuć to szczególnie w mocnym refrenie). Jest to zdecydowanie najbardziej poruszający moment na Never Let Me Go – oddający poczucie straty, próby jednostronnej komunikacji z tymi, których już nie ma wśród nas.
W genialnym, mocniejszym stylu, który przywodzi mi na myśl szczególnie trzy pierwsze krążki Placebo, utrzymany jest Hugz. Ten punkowy klimat jest strasznie wciągający, intrygujący i idealnie oddaje sens tekstu, który skupia się na problemach związanych z depresją, spowodowaną nieustanną obserwacją, presją i oceną otoczenia. Warto jednak wspomnieć, że mocną inspiracją dla tego tekstu był słynny brytyjski serial Doktor Who. Ponownie bardziej rockowo robi się wraz z Twin Demons. Numer ten miał być dla zespołu odskocznią od brzmienia syntezatorów, takim powrotem do jednak mocniejszych korzeni, co świetnie się udało. Szarpana gitara, wyrazista perkusja, nabierająca siły w refrenie, idealnie oddają ten klimat. Gdzieś w tych rejonach sytuuje się też Chemtrails (fajna partia gitary!).
Bardziej uroczyście, podniośle robi się wraz z The Prodigal, który także zaskakuje, tym razem jednak orkiestrowo-popową aranżacją – bardzo ciekawa rzecz! This Is What You Wanted i Went Missing wywołują za to u mnie uczucie nastrojowości, liryzmu – to najspokojniejsze, najbardziej zbliżone do ballady utwory ze wszystkich z płyty. Z tej dwójki szczególnie wyróżnia się Went Missing, w którym to Molko recytuje słowa piosenki, śpiewu jest bardzo mało. To pozycja idealna do rozmyślań, która w żaden sposób się nie narzuca, w której muzyka i jej wartość wychodzą na pierwszy plan.
Nie zawsze jest jednak tak kolorowo – Sad White Reggae, czyli efekt bezsennych nocy Molko to tekstowa zbieranina, niemająca na dłuższą metę żadnego sensu, owszem, ubrana w fajne, elektroniczne dźwięki, które jednak nie ratują całości – słuchając tego mam poczucie totalnego bezsensu. Z drugiej strony może to dobrze? Czy nie właśnie coś w rodzaju totalnej niedorzeczności czuje osoba, która przewraca się z boku na bok, gdy powinna spać? Może coś w tym jest.
Ostatnie albumy Placebo były bardzo surowo oceniane przrz krytyków – zarzucano im przede wszystkim powtarzalność, brak świeżości, pomysłu, spójności i konceptu. Widocznie Panowie musieli usłyszeć kilka gorzkich słów, trochę się pogubić w swoim brzmieniu, przejść pewne zmiany i odpocząć dłużej niż zwykle, by wrócić z czymś tak mocnym jak Never Let Me Go.
Album zaskakuje brzmieniowo, głównie przez użyte na tak dużą skalę, jak nigdy, syntezatory, ale też przez odwołania do klasyków rocka industrialnego, do własnych punk-rockowych korzeni. Muzycznie jest różnorodnie, ciekawie, nieco wolniej i bardziej refleksyjnie. To wszystko łączy się z genialnymi tekstami, tak bardzo aktualnymi, które oddają kondycję współczesnego człowieka, opowiadają o jego troskach, które w swoim wymiarze są dużo bardziej globalne, nie jednostkowe. Placebo są w formie, czuć, że robienie tej muzyki sprawiło im dużą przyjemność. To takie piękne i pocieszające, że grupy, które są na rynku już od tak wielu lat nadal są w stanie zrobić coś innowacyjnego, co będzie w stanie zachwycić dawnych fanów i przyciągnąć, zainteresować nowych. Na pewno będzie to mocna pozycja na corocznych podsumowaniach.
- Data premiery: 25 03 2022
- Single: "Beautiful James", "Surrounded By Spies", "Try Better Next Time", "Happy Birthday in the Sky"
"Happy Birthday in the Sky"
"Beautiful James"
"Twin Demons"
"Fix Yourself"
"Went Missing"
