Gdy w 1999 roku powstawał album „Kayah i Bregović”, Goran i Katarzyna Magdalena Szczot (czyli właśnie Kayah) na pewno nie przypuszczali, że dwadzieścia lat później wypełniony po brzegi Torwar będzie wyśpiewywał z pamięci wszystkie ich teksty i dalej wywijał w rytm skocznych melodii. Tymczasem piosenki, których słuchaliśmy pod koniec zeszłego stulecia, nie zginęły, tylko dojrzewały razem z nami, towarzysząc nam na weselach, studniówkach czy urodzinach. Przez tyle lat tak silnie splotły się z polską tożsamością i kulturą, że teraz słuchamy ich nie tylko z czysto muzyczną przyjemnością, ale i ogromnym sentymentem.
Największym hitem tej płyty i każdej popijawy jest niewątpliwie „Prawy do lewego”, ale tak naprawdę każdy utwór („Śpij kochanie śpij”, „Byłam Różą”, „Nie ma, nie ma Ciebie”, „To nie ptak” etc.) stał się już kultowy. Reakcje publiczności w niedzielę pokazały, że najbardziej lubimy się bawić przy dobrych, znanych piosenkach.
Kayah i Bregović występowali z tym repertuarem nie raz, ale polska publiczność wciąż się go domaga. Co ciekawe, sami wykonawcy również nie wyglądają na zmęczonych ciągłym wykonywaniem tych samych kawałków. Mimo że minęło już tyle lat, zmieniły się czasy i ludzie, to emocje, które przebijają przez tę płytę, wciąż mocno wybrzmiewają w głosie wokalistki i dźwiękach instrumentów. Kayah śpiewa w sposób zróżnicowany, zaskakujący: czasem bardzo mocno, czasem zupełnie piano, raz jak góralka, zaraz znów jak dobra gwiazda pop. Jej wszechstronność i pewność siebie dodają niezwykłego uroku i siły tym utworom – nie wyobrażam sobie, że mógłby je śpiewać ktokolwiek inny. Muzycy w podobnym składzie, co kiedyś, grają znane, biesiadne melodie ze swadą, ale i kunsztem.
Niezwykłe w tego typu koncertach jest to, że już po kilku pierwszych dźwiękach nawet trybuny zaczynają śpiewać i podrygiwać, bo trudno usiedzieć w miejscu przy takiej muzyce. Publiczność, którą poza salą koncertową może niewiele łączyć, w czasie występu staje się niemalże jednym organizmem, celebrującym z dumą polską muzykę. Okazuje się, że miks folkloru – dźwięków bałkańskich, romskich i góralskich, które często wywołują obrazy biesiady przy wódce, powinien się kojarzyć przede wszystkim z czymś pięknym i radosnym, co nas zbliża i integruje. I taki był też ten wieczór.

