Drodzy czytelnicy i szanowne czytelniczki. Jeżeli zespół Joy Division jest Wam obcy. Shame on you! Muzyka alternatywna bez nich wyglądałaby dziś inaczej, Bono z U2 nie byłby tym samym muzykiem, a świat nigdy by nie zobaczył kurtki z napisem HATE!
Niezwykle ucieszył mnie fakt, że trafiła do nas do redakcji jeszcze przed oficjalnym wydaniem książka Petera Hooka: Joy Division od środka – Nieznane przyjemności. Po pierwsze: jestem fanem zespołu z Manchesteru, po drugie: niezwykle intrygująca jest historia tego składu, jak i postać samego Iana Curtisa, po trzecie: książka jest wersją podaną nam przez basistę zespołu, a nie jak poprzednie wydawnictwo dotyczące Joy Division – żonę Iana. Dla miłośników historii muzyki punkowej jak i sceny brytyjskiej jest to pozycja obowiązkowa i nie trzeba nikogo namawiać, żeby szeleścił kartkami. Co do reszty, która może nie kojarzyć zespołu mam jedną radę. I tak sięgnijcie po książkę Hook’a. Biorąc się za to wydawnictwo szykowałem deprim i czekoladę, żeby tylko nie wpaść w depresję, bo paroletnia historia zespołu nie była usłana różami i jak zapewne większość z Was wie, kończy się tragicznie. I co? I niesamowita niespodzianka! Okazało się, że Ian Curtis widziany oczami członka zespołu jest zupełnie innym gościem. Owszem, epilepsja, stany depresyjne pojawiają się, ale Ian jest tutaj normalnym młodym Brytyjczykiem, który lubi poszaleć, rozbić butelkę po wypiciu, poromansować z fankami. Oczywiście, dla członków zespołu jest również jak dla fanów postacią niezwykle skomplikowaną, jednak tutaj dostajemy obraz wokalisty w zupełnie nowej odsłonie.
Ian jest idealizowany przez fanów. Nie podoba mi się, gdy ktoś sugeruje, że między Ianem a nami była gigantyczna przepaść. To nieprawda. On miał niesamowitą łatwość zmieniania się w zależności od tego, w jakim towarzystwie przebywał (…) Nikt jednak nie pokazał Iana takim, jakim my go znaliśmy i jakim go pamiętamy. Nasz Ian nie pasuje bowiem do wyidealizowanego wyobrażenia o nim, do mitu przedstawiającego go jako bóstwo z innej planety, odstające od pozostałych członków zespołu. A Ian nie był ideałem. Był młodym chłopakiem, który tak jak my lubił korzystać z uroków życia. Jestem pewny, że korzystałby z nich jeszcze bardziej, gdyby nie musiał walczyć z padaczką. Kochał muzykę i kochał nasz zespół. Był naszym kumplem (…) Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to my najczęściej obcowaliśmy ze szczęśliwym, radosnym Ianem i mogliśmy poznać jego najlepsze oblicze.
Ten fragment książki, wydaje mi się, że najlepiej oddaje tą część historii, która jest poświęcona wokaliście. Nie zapominajmy jednak, że Peter Hook to basista bandu, więc całość nie dotyczy wyłącznie samego Iana, ale opowiada dwuletnią historię zespołu. Jest tutaj mnóstwo anegdot, szczegółów dotyczących powstawania poszczególnych utworów, dokładne opisy nocy spędzanych w studiu, jak i koncerty, na których pojawiał się zaledwie jeden widz. Muzyk dobrym pisarzem nie jest. Nie mamy tutaj wyrafinowanych metafor i porównań homeryckich, raczej otrzymujemy relację pełną surowego mięsa z przyprawą przekleństw, ale to wszystko jest niezwykle prawdziwe i ma (mimo wieku piszącego) dalej punkowy pazur. Hook pisze w taki sposób, że nawet osoba nie znająca zespołu, będzie czerpała przyjemność z tej lektury. Tło historyczne przemysłowego Manchesteru początku lat 80, skomplikowana postać i tragiczna śmierć Iana oraz masa ciekawostek dotyczących muzyki brytyjskiej tamtego okresu to materiał na naprawdę dobrą powieść. Chociaż ta książka jest właściwie reportażem, czyta się ją z wypiekami i nie ma szans na nawet stronę, czy linijkę nudy. Oprócz kalendarium, które ułatwia nam zorientować się w kolejności wydarzeń, które szybko po sobie następowały jest jeszcze rozdział piosenka po piosence, co jest świetnym pomysłem. Kiedy włączamy przykładowo album Closer, możemy dzięki autorowi książki, utwór po utworze przemierzać zakamarki tracków, dowiadując się, że na przykład w tym momencie gitara, którą słyszymy jest puszczona od tyłu. Jest tutaj pełno smaczków, które zafascynują i muzyków jak i fanów zespołu, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoje życie z muzyką Joy Division w uszach.
Niestety nie dane mi jeszcze było zobaczyć wersji finalnej wydawnictwa, mam wersję „demo” książki, ale wierzę, że gdy dojdą zdjęcia, to książka będzie kompletna. A wszystkim na zachętę i ku pamięci niezwykłego wokalisty zespołu. Ian i jego taniec.
Joy Division – She Lost Control


