Nie da się ukryć, że wszystkie programy typu talent show cieszą się zarówno w Polsce, jak i za granicą, ogromną popularnością. Świadczy o tym chociażbypowstawanie kolejnych edycji. Zwycięzcy jednak nie mają łatwo, gdyż zazwyczaj uzależnieni się od danej wytwórni. Tym samym często zostają wykreowane „gwiazdy”, które są sezonowe i szybko słuch o nich ginie. Zdarzają się przypadki, jak Dawid Podsiadło, który nie poddał się wpływom wytwórni i nagrał debiutancki album po swojemu (jednak z pomocą wielu znakomitych osób). Co dzięki temu osiągnął? Wystarczy popatrzeć jak rozwinęła się jego kariera. Podobnie jak Dawid, również zwycięzcy Must Be The Music postanowili iść własną ścieżką i nagrać swój album od początku do końca po swojemu. O kim mowa? O Piotrze Szumlasie i Kubie Zaborskim, którzy zwyciężyli 5. edycję programu. Właśnie pojawiła się ich debiutancka płyta.
Piotr Szumlas i Kuba Zaborski znani jako Peter and Jacob właśnie wydali swoją debiutancką płytę. Wszystko to zrobili sami, poprzez zbiórkę pieniędzy. Dlatego, aby ten album był od samego początku do końca ich. Po wygraniu Must Be The Music, Piotr i Kuba zdecydowali się nie podpisywać kontraktu z żadną wytwórnią płytową. W ten sposób zostali jedynymi w Polsce laureatami telewizyjnych talent show poświęconych muzyce, którzy zdecydowali się na niezależność. Dzięki tej decyzji i nagrodzie z programu Must Be The Music – Tylko Muzyka, mogli zostać nie tylko autorami tekstów czy muzyki, ale też producentami i wydawcami swojej płyty. Udało im się. Panowie nagrali bardzo dobry album, na który warto zwrócić uwagę.
Mamy swoją muzykę, swoje teksty piosenek i wiemy jak będzie wyglądała nasza płyta. Niestety spora większość firm fonograficznych, z którymi rozmawialiśmy, chciała nam powiedzieć co powinno nam się podobać, jak mamy grać, ubierać się i jakie marzenia powinniśmy mieć..
Nie jesteśmy buntownikami, ale po ponad pół roku od finału 5. Must Be The Music i otrzymaniu kilku ofert wydawniczych musimy przyznać, że chcemy zrobić płytę po swojemu – a co najważniejsze, już ją robimy!
Krążek ten zauroczył mnie od pierwszego do ostatniego dźwięku. W debiucie Petera i Jacoba zauważalna jest niezwykła delikatność i subtelność w tworzeniu i składaniu ze sobą każdego pojedynczego dźwięku. Uwagę zwraca również wrażliwość i emocjonalność młodych artystów. Panowie swoimi wokalami oraz bardzo akustycznymi kompozycjami zabierają nas w zupełnie inny świat. Świat, który w całości jest ich.
Płyta zaczyna się delikatnie i daje przedsmak tego, co czeka nas przez cały czas odsłuchu krążka. Mamy więc tutaj gitarę i dobry wokal, a w tle uroku kompozycji nadają bębny. W takim połączeniu tworzy się specyficzny, bardzo szczelny klimat, który staje się początkiem przygody z albumem. Duet ten buduje od początku niezły klimat, który wciąga człowieka i pozwala mu się oderwać. W kolejnej piosence Panowie kontynuują tworzenie delikatnego klimatu, choć sam utwór jest aranżacyjnie nieco bogatszy, a głos wokalisty ma więcej miejsca, by się rozwinąć.
Dostajemy również utwór w języku polskim, W spokoju. Podobnie jak w pierwszym przypadku prym wiedzie gitara, która dobrze komponuje się z wokalem. Akustyczne aranżacje pozwalają na wytworzenie pewnej delikatności i pewnego rodzaju intymności. Dzięki temu wsłuchujemy się w każdą kompozycję. Sam numer opowiada o miłości, rozczarowaniu i nadziei. Na swoim debiutanckim albumie Panowie połączyli zarówno piosenki w języku polskim jak i angielskim. Dobrze wypadają w każdym z nich, szkoda tylko, że w ojczystym języku jest tak mało utworów. W niektórych kompozycjach uroku dodają chórki. Stanowią one ciekawe urozmaicenie i uzupełnienie dla wokali. Zwłaszcza ten dziecięcy w Personal Angel. Krążek to prawie 40 minut bardzo subtelnego i delikatnego popu. To w większości akustyczne wykonania okraszone dźwiękami gitary i bębnów.
Na tym debiucie dostajemy perfekcyjne wykorzystane, dość ograniczone aranżacje, pieczołowicie wykreowany, nieco smutny i melancholijny nastrój oraz wodzący słuchacza po własnej krainie wokal wokalisty. Takie połączenie sprawia, że album urzeka w swej prostocie i minimalizmie.
Wspominam o dość smutnym nastroju, jaki towarzyszy artystom. Cóż, nie ukrywam, że w takim materiale Panowie czują się najlepiej. Zdecydowanie lepiej, gdy pokazują się nam oni w bardziej stonowanych kompozycjach otulonych ich ciepłym głosem, których tutaj nie brakuje. Jednak na ich debiucie oprócz ballad są również utwory, które pozwalają na większą ekspresję i energię. Tym samym krążek nie jest monotonny i nie nuży. Właśnie takie debiuty dowodzą, że polska scena muzyczna ma jeszcze wiele do zaoferowania, że nie trzeba kurczowo trzymać się tego, co nam chce narzucić rynek muzyczny, który niejednokrotnie jest miejscem szybkich debiutów byleby tylko sprzedać to, co w danej chwili jest modne i by po czasie zniknąć gdzieś, stając się sezonową gwiazdą, o której nikt nie pamięta. Takie debiuty pokazują również, że potencjał drzemiący w młodych ludziach z różnych zakątków kraju wymaga podania pomocnej dłoni i obdarzenia zaufaniem.
Nie wiem czy ten album ma szansę się przebić i trafić do szerokiego grona odbiorców. Nie wiem czy Panowie zawojują nim polski rynek muzyczny. Z całego serca im tego życzę, ponieważ ten debiutancki album jest od początku do końca ich, jest przemyślany i spójny a co najważniejsze nie jest kolejną papką muzyczną, zbitkiem przypadkowych numerów. Na albumie słychać emocje i zaangażowanie, a kompozycje są dopieszczone do ostatniego dźwięku. Na takie albumy czekam i takich albumów chcę słuchać. Subtelne, spokojne, ale przy tym melodyjne i zapadające w pamięć. Mimo iż sam nastrój, niektórych kompozycji nie ma zbyt optymistycznego wydźwięku to jest świetnie wyprodukowany, wyciszony krążek, z którym warto się zapoznać. W dodatku Ci młodzi artyści wiedzą w jakim kierunku chcą podążać i co nagrywać. Mam nadzieję, że po drodze nie zabłądzą i nadal będą nagrywać szczerą, przemyślaną muzykę, odcinającą się od obowiązujących trendów a rynek muzyczny ich nie zepsuje.


