Jesień intensywnie przynosi premiery fonograficzne. Tym razem na półki sklepów muzycznych przywiało nową solową płytę studyjną Pera Gesslego. Wartą sprawdzenia, bo za kilka tygodni pochodzący ze Szwecji muzyk wystąpi w Polsce nie tylko z muzyką Roxette. Zaskakującą, ale o tym później.

Trudno nie zauważyć, że szeroko pojęta muzyka country właśnie przeżywa swój mały renesans. Jakiś czas temu właśnie po ten gatunek, a konkretnie po pop-country, sięgnęła Kylie Minogue. Efektem pobytu w Nashville – nieformalnej stolicy country – był wydany w marcu tego roku album Golden. Dwa lata temu podróż do tego amerykańskiego miasta odbył też Per Gessle wraz z Christofferem Lundqvistem, Clarencem Ofwermanem, Andersem Herrlinem i Heleną Josefsson, z którymi współpracował już w przeszłości. W Nashville dołączyli do nich miejscowi muzycy mający na swoim koncie m.in. udział w trasach legendy muzyki country, Dolly Parton. Patrząc na okładkę nowej płyty szwedzkiego muzyka autorstwa legendarnego fotografa, Antona Corbijna, Gessle nie pozostawia wątpliwości co do brzmienia swojej niedawno wydanej płyty.
Najnowszy album studyjny szwedzkiego muzyka to w gruncie rzeczy bardzo melodyjne, ciepłe w swoim brzmieniu kompozycje będące mieszanką muzyki szwedzkiej i amerykańskiego country (nietypowe zestawienie, trzeba przyznać). Trzynaście przyjemnych, ale monotonnych utworów. To ostatnie wrażenie szczególnie towarzyszyło mi przez cały czas trwania Small Town Talk, przy każdym kolejnym odsłuchu. W przeważającej mierze są to ballady, w których obok Pera słyszymy Helenę Josefsson. To połączenie momentami przynosi zgrzyty. Najlepiej to słychać w The Finest Prize, singlu z płyty. Dosyć ciekawie zapowiadająca się kompozycja, nieco surowa w brzmieniu, traci swój klimat w momencie pojawienia się Josefsson. Ale jest też bardziej udany duet. Mowa o tytułowym utworze z płyty, czyli Small Town Talk. To efekt współpracy z Nickiem Lowe’m, brytyjskim muzykiem, wokalistą i producentem muzycznym.
Small Town Talk jest pierwszym od dziesięciu lat anglojęzycznym albumem studyjnym Pera. Co nie oznacza, że szwedzki muzyk zrobił sobie w tym czasie przerwę – wręcz przeciwnie. W ciągu minionej dekady wyruszył w kilka światowych tras koncertowych, wydał m.in. dwa solowe szwedzkojęzyczne albumy (En vacker natt i En vacker dag) i trzy płyty pod szyldem Roxette. Po drodze była też nie tylko muzyka. Odejście kilku najbliższych Perowi osób i pożegnanie – być może już na zawsze – Roxette. Sporo jak na kilka lat. Właśnie te doświadczenia i wydarzenia z mniejszą lub większą siłą rzutują na treść tego albumu. W tym sensie Small Town Talk jest w pewnej mierze efektem tłumaczenia dwóch wcześniejszych szwedzkojęzycznych płyt muzyka. Tu pojawia się postać Sharon Vaughan, która – co wielokrotnie powtarza Per – wiernie przełożyła wybrane teksty z języka szwedzkiego na angielski. Jak sam przyznaje, i trudno się z nim nie zgodzić, przeniesienie sensów i znaczeń z rodzimego języka na obcy jest dość skomplikowane zwłaszcza, jeśli w treści kryją się tak osobiste wątki.
Najnowszy album Pera Gesslego raczej nie podbije ani rynku amerykańskiego, ani europejskiego. To płyta, która powstała raczej z wewnętrznych potrzeb niż w efekcie kalkulacji rynkowych. Miękkie, miejscami melancholijne brzmienie albumu Small Town Talk bardzo dobrze sprawdzi się w jesienne wieczory, ale chyba niewiele ponad to. Pozostaje jeszcze sprawdzić, jak materiał z tej płyty wypadnie w warunkach koncertowych. Okazja ku temu pojawi się już 21 października w warszawskiej Stodole.

