Projekt zespołu Anawa sporządzony przez wszechstronnego kompozytora Pawluśkiewicza jest bardzo rozległą kreacją czerpiącą swoje inspiracyjne korzenie z rozmaitej stylistyki muzycznej. Występuje w nim dużo elementów rocka progresywnego, bluesa czy też jazzu. Autor twierdzi, że podczas przygotowania tego materiału przyświecały mu nurty artystyczne, po których poruszali się tacy wykonawcy jak Jimi Hendrix, Pink Floyd, King Crimson, John Coltraine, Modern Jazz Quartet, Cecil Taylor czy Dave Brubeck.
Obraz muzycznej konstrukcji, który wyłania się z tej wybuchowej mieszanki, przynosi niebywałą symfonię pełną błogostanu estetycznego. Album jest wznowieniem starszego wydania Anawa z 1973 roku. Na płycie przy perkusji oraz wokalnie udzielił się nieżyjący już Andrzej Zaucha, który zastąpił Marka Grechutę po jego odejściu z zespołu. Ponadto na krążku pojawiło się kilka nieoficjalnych wersji utworów Anawy nagranych dla Polskiego Radia w latach 1972 i 1973.
Odnoszę wrażenie, iż Andrzej Zaucha dysponował barwą śpiewu odnajdującą pewne podobieństwa z głosem Seweryna Krajewskiego z okresu Czerwonych Gitar. Widać tu bardzo zbliżoną postać rzewności oraz nawet nieco ostrożną manierę artykułowanych sentencji. Zaucha z niespotykaną wydajnością potrafił podtrzymywać narastające w odbiorcy przeświadczenie o wspaniałości wysłuchiwanego dzieła. Słuchając np. śpiewów na takich kawałkach jak Ta wiara albo Stwardnieje ci łza, można wręcz poczuć ciarki wywoływane w wyniku postępującego uwznioślenia atmosfery. Natomiast drugi z wokalistów występujących z Anawą, tzn. Zbigniew Frankowski, operuje z kolei na płaszczyźnie brzmieniowej, która nie zawsze odpowiada moim muzycznym gustom. Na Widzialności marzeń śpiew Frankowskiego trzyma się prób eksperymentowania z nietypowymi wariantami jego skali głosu, aczkolwiek efekty wokalne przy wysokich fazach dźwięku wychodzą twórcy zdecydowanie wadliwiej, niż te oscylujące na niższych częstotliwościach. Na tym kawałku można także dość wyraźnie usłyszeć, że piosenkarz usiłuje realizować sporadycznie artykułowanie głosu za pomocą techniki vibrato, jednak wykonanie tego manewru przychodzi artyście z dość nieczystym i niewdzięcznym skutkiem. Te zabiegi w moim przekonaniu bardzo uszczuplają techniczną operatywność nadmienionego wokalisty, do tego chóry w tej piosence również odrobinę wykroczyły z właściwej trakcji dźwiękowej. Według mnie Frankowski wypadł znacznie lepiej przy śpiewaniu Kto tobie dał, gdyż na tej nucie nie eksploatował on aż tak mocno tych eksperymentalnych środków. Z kolei autorem wokalnego wystąpienia w piosence Linoskoczek (druga wersja piosenki Tańcząc w powietrzu) jest sam Pawluśkiewicz i trzeba przyznać, że poradził on sobie z tym kawałkiem bezbłędnie.
Najsilniejszym walorem omawianego wydania proponowanego nam przez Polskie Radio jest z pewnością aspekt treściowy zawarty w tekstach odśpiewywanych piosenek. Pojawiają się tu np. nawiązania do starożytnych filozofii, włoskiego renesansu czy poezji Moczulskiego. Omawiana płyta to niezaprzeczalnie niezwykle urozmaicona forma bardzo ambitnej sztuki, natomiast sama sfera liryczna bardzo często koresponduje w zgodzie z adekwatnie jej odpowiadającą kompozycją instrumentalną. To tworzy bardzo silne poczucie jednolitości dźwięku z przekazem, dlatego pozwala przeżywać poetyckość utworów silniej. Na pewno można określić ten album stylistycznie jako poezja śpiewana, gdyż jest to muzyka bardzo mocno akcentująca rejony problematyki egzystencjalnej. Pod względem konceptualnych wymiarów artystycznych szczególnie istotne są dla mnie dwie piosenki na płycie: Człowiek jest miarą wszechrzeczy oraz Będąc człowiekiem. Dla czytelników zaznajomionych z historią filozofii antycznej, hasło tytułowe pierwszej z tych piosenek nie będzie z pewnością obce. Była to przewodnia myśli rodzącej się w V w. p.n.e. sofistyki, którą jako wyznacznik świeżego nurtu kulturowego wyznaczył Protagoras. Stanowiła ona swoistą negację kierunku rozważań greckich przyrodników, który koncentrował się na poszukiwaniu tzw. arche, czyli zasady substancjalnej świata. Wraz z upadkiem monarchii w Atenach oraz postępującej tam demokracji uwarunkowanej reformami Peryklesa, sofiści podważyli sensowność szukania prawd absolutnych, a podkreślili prymat praktycyzmu. W kontekście albumu ta sentencja sugeruje, iż człowiek jest istotą wszelkich zjawisk. Z kolei właściwa już treść tekstu piosenki jest fragmentem sumeryjskiego eposu o Gilgameuszu ukazująca trudy podróżnika wdzierającego się w metafizyczne zakamarki olbrzymiego świata. Natomiast treść utworu Będąc człowiekiem przenosi odbiorcę w czasy dużo późniejsze, które miały miejsce w XVI w. Jako tekst tej piosenki wykorzystana została maksyma słynnego Włocha Giordano Bruno, jednego z najbardziej kontrowersyjnych myślicieli w historii świata, który został okrzyknięty przez rzymską inkwizycję heretykiem, a następnie spalony na stosie 17 lutego 1600 r. na placu Campo de’ Fiori. Przekaz utworu w bardzo poetycki sposób przedstawia ponurą wizję człowieka, stanowiącego drobny punkt w olbrzymiej maszynerii Wszechświata. Zatem jest to perspektywa odwrotna wobec sentencji tytułowej należącej do poprzednio wspomnianej pieśni. Ponadto pojawia się w tej myśli również drugie dno, gdyż ukazuje ona tym samym wczesne zalążki nauk Galileusza i Newtona mówiące o równoprawności mnogich układów odniesień dla ciał fizycznych. Na płycie pojawiło się również wiele utworów z poezją Moczulskiego, a także teksty Ryszarda Krynickiego, Zygmunta Kaczmarskiego oraz Jana Zycha, które również skłaniają do podniosłych rozważań nad ludzkim żywotem i jego balansowaniem wśród zmagań ze swym istnieniem.
W proponowanym albumie możemy uświadczyć m.in. kilka imponujących oraz urzekających pieśni balladycznych, które sprzyjają wpędzaniu myśli w stan refleksyjnego skupienia. Całą płytę rozpoczyna majestatycznie sporządzony kawałek zatytułowany Kto wybiera samotność. Jest to czyste wykonanie a capella, zastosowana artykulacja chóralna przywodzi na myśl przyśpiewy kościelne wykonujące liturgię psalmów. Stanowi ono idealny wstęp nastrajający odbiorcę do solennej postawy wobec wzniosłego materiału artystycznego utrwalonego na płycie. Innym wyciszającym utworem będzie Widzialność marzeń. Jest to ballada rozpoczynająca się lekkim wstukiwaniem klawiszy przy powolnym tempie, potem wchodzą luźne partie gitary akustycznej oraz kontrabasu. Realizacja tej nutki nie wypadła najgorzej, instrumentalna kompozycja tego kawałka wykazała się wystarczającą kompetencją aranżacyjną. Trąbka jest zdecydowanie najsilniejszym atutem omawianego utworu, jej niskie odgłosy wydmuchiwane w bardzo wolnym tempie nadają tej artystycznej kreacji wspaniałą oprawę eleganckiego polotu. Jedynie wokalne eksperymenty Frankowskiego nie podpadły pod moje muzyczne preferencje. Inną ciekawą balladą jest pieśń Kto tobie dał, która swoją spokojną i nieskomplikowaną melodyką oraz swym dwuznacznym tekstem obrazuje wręcz bezradność ludzkiego udziału wobec okrutności losów dziejowych. Wreszcie możemy tu również wymienić kawałek Będąc człowiekiem. Jest to powolna ballada przesiąknięta delikatnymi partiami gitary akustycznej, ozdobiona markotnymi tonami kontrabasu oraz subtelnym głosem wokalisty. Pojawiają się również okazjonalne udziały instrumentów dętych, które swoją dźwiękową barwą również wzmacniają posępną melodykę całego utworu. Ta nutka może sprzyjać pochmurnym oraz melancholijnym nastrojom, jej kompozycyjna zawartość jest wręcz naszpikowana ostrym tragizmem. Komasacje melodyczne dają wrażenie ulotności wietrznego żywiołu, który nieuchronnie i bezwładnie zmierza w nieokreślonym kierunku. Nawet sam początek utworu anonsowany jest w postaci odgłosów podmuchu.
Wiele kompozycji instrumentalnych na krążku stanowi pewne łamanie konwenansów artystycznych, gdyż rytmy charakterystyczne dla muzyki klasycznej często mieszają się tu z rockowym psychodelizmem czy jazzowymi improwizacjami. Będzie to np. poplątana struktura piosenki Abyś czuł. Bardzo niejednolity utwór, którego wykonanie przemieszcza się niejednokrotnie pomiędzy sprężystym tchnieniem a beztroskim wyciszeniem. Początek charakteryzuje się bardzo ciekawym zespolenie muzycznym w odrobinę skocznej, folkowej i jazzowej oprawie. Następnie rozpoczyna się proces stopniowego milknięcia instrumentów w trybie calando, a wygrywana zostaje tylko sekcja gitara akustycznej rozprowadzona zręcznie wśród echa delikatnego sopranu i okazjonalnych wstawek odgłosów skrzypiec. Później przychodzi czas na wyśmienitą solówkę smyczkową wykonaną obok bardzo starannie opracowanej rytmiki basowej oraz umiarkowanych przygrywek trąbkowych. Potem gwałtownie niczym błyskawica z nieba powraca na moment udział wokalisty wśród kłębi urzekających tonacji dźwiękowych w tle, po czym wszystko zaczyna stopniowo wygasać wśród atmosfery pełnej idyllicznego spokoju. Do tych ekstrawaganckich brzmień można zaklasyfikować również piosenkę Stwardnieje ci łza. Wokalista postanowił tutaj spróbować swoich sił przy zastosowaniu w swej manierze śpiewania bardzo wyrazistej techniki legato, co przyniosło niezwykle wydajny skutek. Melodia ma dość oryginalną konstrukcję, ponieważ praktycznie w ciągu całego trwania piosenki wykonywany jest zabieg intensywnego i krótkotrwałego powtarzania identycznych partii perkusji, trąbki, smyczków oraz dźwięcznej artykulacji, co w efekcie wywołuje przeświadczenie o doznawaniu swoistego deja-vu. Z kolei Nie przerywajcie zabawy jest bardzo skocznym i radosnym złączeniem lekkich dźwięków perkusji, okazjonalnych partii trąbek oraz żywych zagrywek gitarowych oraz basowych. Wreszcie można tu nadmienić bardzo rozbudowaną Kantatę, której prolog dysponuje nadzwyczaj psychodeliczną oprawą stylistyczną, będąca czymś na kształt złączenia stylistyki King Crimson oraz Petera Hammilla. Później dochodzą do udziału szybkie pociągnięcia smyczkowe utrzymywane w metodyce potężnego detache. Za chwilę skrzypkowo-wilonczelowa melodia cichnie, wchodzi subtelny udział wokalny oraz partia gitarowa. Następnie wracają na powrót energiczne skrzypce, po czym znów melodia milknie a zostaje śpiew a capella. Wreszcie następuje wzniosły powrót instrumentów w trybie eroico, które razem ze stanowczym śpiewem kończą utwór.
Kolejne pozytywnie uderzające wrażenie wywarły na mnie nadzwyczaj zwinne partie smyczkowe, które są znakomicie wplecione między odgłosy kontrabasów i gitar. Można tu np. wymienić kapitalny utwór Ta wiara. Zawarty w nim świetny riff basowy, który przewija się w ciągu całej piosenki, mimo swej prostoty wpędza odbiorcę w uroczyście kontemplacyjny nastrój. Sunięcia smyczkowe utrwalają w słuchaczu poczucie stąpania po nieznanym gruncie, którego nieokreślone właściwości pociągają za sobą niekończącą się salwę wątpliwości. Pojawia się tu bardzo profesjonalna solówka odegrana na altówce, która dzięki energicznemu pocieraniu smyczkami techniką legato przypomina wręcz niektóre z tonów typowych dla instrumentów szarpanych. Rezultat jest naprawdę niecodzienny i wzbudza potężne wrażenie ekscytacji. Natomiast chóralne przyśpiewy będące złączeniem męskiego tenoru oraz żeńskiego sopranu w dużym stopniu podtrzymują nieco katedralną oprawę klimatyczną tego kawałka. Z kolei przy utworze Tańcząc w powietrzu mamy do czynienia z kojącymi udziałami skrzypiec oraz wiolonczeli współpracujących z bardzo emocjonalnym wkładem wokalisty. Sporadycznie pojawiają się również skromne pobrzmiewania kontrabasu. Jest to odzwierciedlenie pewnego dryfowania na bardzo kruchej granicy ludzkiego bytu. Innym przykładem takiej bogatej kompozycji będzie Uwierz w nieznane. Piękna melodia wygrywana za pomocą instrumentów smyczkowych przygotowuje słuchacza do galopującego rytmu gitary akustycznej. Później dochodzi ciekawa oprawa brzmień basowych oraz dość mglisty, a zarazem odrobinę żywiołowy wkład części wokalnej.
Podsumowując przedstawioną recenzję, oznajmiam, że bardzo przyjemnie spędziłem czas słuchając tego wybitnego materiału muzycznego. Filozoficzna oprawa liryczna sowicie obdarowała moją intensywną potrzebę metafizycznych kontemplacji, a muzyka wzmogła te doznania w pieczołowicie wykreślonych ramach estetycznych. Kompozytor Pawluśkiewicz doskonale zaprojektował ten wybitny zbiór nietuzinkowych dźwięków. Gorąco zachęcam czytelników do zakupienia tej płyty, naprawdę warto.


