Paweł Izdebski – @strach (2020), recenzja Nikoli Niny Skopowskiej

Inne recenzje

Paweł Izdebski dotychczas był znany z wielu projektów, jednak w końcu postanowił sam błyszczeć na scenie. Książę Naiwności już naprawdę wrócił na swoją planetę, po 3 latach od wydania EPki, Paweł Izdebski w końcu wydał album, na który wielu czekało.

Paweł jest bez wątpienia wykonawcą o wielu twarzach. Można było go usłyszeć ze Studiem Accantus, na scenie teatru, czy w zespole Ralpha Kaminskiego. Jest znany ze swoich wyjątkowych coverów na platformie Youtube. Już po wydaniu EPki, wielu fanów nie mogło doczekać się jego debiutanckiego albumu. Zapytany przez nas podczas wywiadu w kwietniu zeszłego roku, czy album masz zamiar utrzymać w stylistyce EPki, odpowiedział:

Bardzo zaskoczę wszystkich fanów, którzy już są ze mną od jakiegoś czasu i mam nadzieję, że zaskoczę tych, którzy usłyszą mnie po raz pierwszy.

Zdecydowanie udało mu się to osiągnąć. Przede wszystkim zaskoczeniem jest, jak bardzo różnorodny jest ten album: od wyrapowanego 3, przez instrumentalna Chorobę i refleksyjne Szwy, do wręcz cukierkowego Niewiarygodne oraz Laury. Przez to jak zróżnicowane są te kompozycje, można powiedzieć, że płyta ma wydźwięk wręcz teatralny, musicalowy.

Niezwykle zaskoczyła mnie Choroba, mimo że jest to kompozycja bez słów, wyraża wszystko. Dojrzałość jaka przemawia przez dźwięki, jest wręcz bardzo kontrastowa, do całej reszty albumu. Pokazuje, że mniej znaczy więcej i nie zawsze potrzeba słów, by przemówić. Zdecydowanie jestem zakochana w partii gitarowej której każdy dźwięk jest idealnie wyważony i przemyślany.

Ciężko nie wspomnieć o Laurze, która oprócz tekstu, do którego większość potrafi się utożsamić, posiada najcudowniejszą animację. Jest ona tak dziwna, że wręcz rozkoszna, jestem zakochana w sposobie przedstawienia tego. Magdalena Pilecka, która za nią odpowiada, wykonała świetną pracę i stworzyła animację idealnie komplementującą stylistykę piosenki.

Mimo ciekawej koncepcji i kreatywnego założenia 3, chyba najmniej mi przypadło do gustu. Część śpiewana, jak i tekst, jest świetny i bardzo dopracowany, jednak część „wyrapowana” pozostawia dużo do życzenia. Jest to ciekawe i wyjątkowe, jednak technicznie nie wypada to najlepiej, a stylistycznie zaburza cały album.

Zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu utwór Szwy. Głos Pawła jest w nim pełen uczuć, słychać wszystkie emocje, a w akompaniamencie instrumentów, tworzy spójną i niezwykle przyjemną dla ucha całość. Ta piosenka ukazuje wrażliwość i dojrzałość Pawła jako artysty.

Ciekawy jest Bonus Track w postaci Ano Yoru, który powstał po japońsku. Szukając wytłumaczenia, skąd ten pomysł, zasięgnęłam instagrama Pawła. Jak pisze wybór akurat tego języka, było przebłyskiem, momentem, pragnieniem, chwilą. Jest to ciekawa odmiana, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj słyszy się język polski lub angielski wśród wykonawców. Był to ryzykowny, jednak zdecydowanie opłacalny krok.

Jest to na pewno bardzo przyjemny, poprawny i bardzo dobrze napisany oraz zaaranżowany album. Widać, że każda piosenka jest dopracowana od początku do końca, nie ma miejsca na błąd. Jednak brakuje mi trochę odwagi i odejścia poza normy, nie jest to w żadnym wypadku błąd, jednak liczę, że w przyszłości Paweł pokusi się o to. Jednak w żaden sposób nie przeszkadza to w docenieniu tej płyty i oczekiwaniu na jego trasę koncertową.

Paweł Izdebski - @strach
  • Data premiery: 17 01 2020
  • Single: Laura, Szwy, 3
Najlepsze utwory: Szwy
Choroba
Ano Yoru
Najsłabsze utwory: 3


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Nikola Nina Skopowska
Nikola Nina Skopowska
Uczennica liceum plastycznego w kierunku fotografii, z sercem pełnym muzyki i otwartym na nowe, ciekawe brzmienia.

Czytaj również

Paweł Izdebski dotychczas był znany z wielu projektów, jednak w końcu postanowił sam błyszczeć na scenie. Książę Naiwności już naprawdę wrócił na swoją planetę, po 3 latach od wydania EPki, Paweł Izdebski w końcu wydał album, na który wielu czekało. Paweł jest bez wątpienia...Paweł Izdebski - @strach (2020), recenzja Nikoli Niny Skopowskiej