Paulina Przybysz – Odwilż (2020), recenzja Pawła Markiewicza

Inne recenzje

W tym roku zima nie była zbyt obfita. Nie było śniegu, nie było mrozu. Dlatego nie możemy mówić w tym roku o jakiejkolwiek odwilży. Przynajmniej my. Paulina Przybysz ma inne zdanie na ten temat. Jej „Odwilż” właśnie nadeszła i nie bierze ze sobą jeńców. Bezwzględnie zbiera żniwo i rusza dalej, budząc świat do życia.

Odwilż może trwać od kilku dni do kilku tysięcy lat. Okres ocieplenia w życiu artystki trwał trzy lata. Dokładnie tyle lat minęło od wydania debiutanckiej płyty – „Chodź Tu”. W odróżnieniu od swojej poprzedniczki, „Odwilż” została napisana w języku ojczystym. To pierwszy raz, w dorobku artystnycznym Pauliny Przybysz, która znana po wieloma pseudonimami artystycznymi, pokusiła się o polskojęzyczne wydawnictwo.

Podobnie jak druga siostra Przybysz – w premierowym wydawnictwie Paulina osiągnęła duchowy szczyt. Jako baczna obserwatorka społecznych zmian, wytyka błędy i staje w opozycji do współczesnej kultury konsumpcjonizmu. Jako wieloletnia aktywistka ekologiczna już w samej nazwie płyty zwraca uwagę na niepokojące zmiany klimatyczne. W otwierającym „Wszystko” punktuje abstrakcyjność współczesnych czasów: „Ale uważam, że to nie fair, że filmy nie pokazują seksu grubych ludzi. Miłości i orgazmów, ciepłych, miękkich kilogramów. Ale uważam, że to nie fair, że w filmie kiedy ona się budzi ma już podkład na gładkiej buzi, balsam na łydce, zęby białe, czyste i przeźroczyste majtki mają dla Niej jakiś większy sens – przecież to ją musi drapać całą noc.”

Wokalistka zaprasza nas także do swojej sypialni. Bez tematów tabu opowiada o seksie, intymności – nie tylko własnej, ale całego społeczeństwa i niejednokrotnie porusza prywatne aspekty sercowe – jak chociażby w niezwykle romantycznej Zimie. To płyta wszechstronnie tematyczna z wyraźnymi punktami zaczepienia.

Duży przełom w aspekcie liryki nie oznacza jednak, że duży przełom nastąpił także w warstwie muzycznej. Nie można wpisać jej twórczości w jakikolwiek gatunek. Odwilż to fuzja r&b, soul’u i elektroniki. Nie zaskakuje, ale wciąż jest przyjemnie ciepła. Z dość surowej płyty płynie ogrom domowej atmosfery. Nic dziwnego, bo czytając informację prasową możemy zauważyć: „Drugi solowy album Pauliny Przybysz to zbiór utworów stworzonych zimą 2018/2019 roku na poddaszu w lesie, w małej pracowni z widokiem na drzewa uginające się pod czapami śniegu, a potem skraplające się w słońcu.” Cały klimat udało przenieść się na wydawnictwo. Materiał uderza ciepłem miłości, który w stanie jest roztopić największe tafle śniegu.

W Odwilży znalazło się miejsce dla trzech gości, którzy podgrzewają atmosferę do czerwoności. Pierwszym z nich jest Dawid Podsiadło, którego głos w chillout’owej balladzie Dobrze w magnetyczny sposób przenika się z chłodnym głosem Pauliny. Minimalizm to ujście emocji dla Bitaminy, gdzie dostaje się konsumpcjonizmowi, technologii i metkom: Czy się rozwijasz wraz z rozwojem technologii, czy się zmieniłeś jak wyświetlacz nowej Nokii – czy obserwujesz co przed Tobą, co za Tobą, może czujesz, że to czas – zasługujesz już na nową. Ile par nike’ów, ile vansów – weź to policz. […] – delikatna niewymuszona nawijka z obu stron wygrywa wszystko i tworzy z Minimalizmu małe arcydzieło. XX i pojawiająca się w Niej Rafa Ri, to nie tylko hołd dla samoświadomości, ale także wyraźny wydźwięk feminizmu i krytyka szowinistycznego świata: „Taka już się urodziłam – Ty też, zasługuję na to by mi sprzyjać – Ty Też, każdy facet to z góry elita – Ty też. Ważny, ważne – każda inna.”

Piękne w tym wszystkim jest to, że w Paulinie Przybysz została nuta korzeni z duetu Sistars. Ten niewymuszony freestyle, nawijka czyni z tego wydawnictwa coś wyjątkowego, oryginalnego i zapierającego dech w piersiach. Do Odwilży chce się wracać, otulać się jej ciepłem i wyciągać z niej ładunek, nie tylko pozytywnych emocji, ale realistycznego podejścia do świata. Doza duchowości wysuwa album na piedestal, a aspekt społeczno-ekologiczny czyni z niego płytę, z której płynie mądrość. Odwilż nie utrzyma Waszej temperatury na poziomie 36,6 – ona rozpali Was do czerwoności.

Paulina Przybysz - Odwilż
  • Data premiery: 20 02 2020
  • Single: Zima
Najlepsze utwory: Wszystko, 36,6, Strach, Minimalizm, XX, Dobrze, Zima
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Czytaj również

W tym roku zima nie była zbyt obfita. Nie było śniegu, nie było mrozu. Dlatego nie możemy mówić w tym roku o jakiejkolwiek odwilży. Przynajmniej my. Paulina Przybysz ma inne zdanie na ten temat. Jej "Odwilż" właśnie nadeszła i nie bierze ze sobą jeńców....Paulina Przybysz - Odwilż (2020), recenzja Pawła Markiewicza