Passion Pit – Kindred (2015), recenzja Kacpra Rogalewskiego

Wielu współczesnych muzyków chętnie korzysta z dóbr jakie przyniosły nam lata 80. Wynika to z tego, iż wcześniej nie było możliwości do pełnego wykorzystania pomysłów z tamtych dekad. Tym samym w dzisiejszych dźwiękach pełno jest syntezatorów, klawiszy czy podkręconych wokali. Zespół Passion Pit również inspiruje się tymi schematami. Początkowo droga wybrana przez panów z Cambridge przyniosła falę sukcesów i świetnych płyt. Natomiast najnowszy album Passion Pit czyli Kindred zapoczątkował tendencję spadkową. Wydawnictwo, które ku zdziwieniu wszystkich pozostaje nijakie w świetle starszych dokonań zespołu.

Najnowsza płyta tego stosunkowo młodego zespołu nie wyróżnia się kompletnie niczym od poprzednich albumów Passion Pit. Nie ujmując żadnej kompozycji to wszystko po prostu już słyszeliśmy.  Muzycy z Passion Pit od początku swojej działalnosci wierne dotrzymują kroku takim gatunkom jak synthpop czy pop psychodeliczny. Wbrew pozorom te kierunki muzycznej działalności są bardzo wymagające. Dla mnie w synthpopie liczy się przede wszystkim aktualność. Ten gatunek wymusza na artyście pełno świeżości i eksperymentalności. Niestety to właśnie tego brakuje na krążku pt. Kindred. Przez całe 37:35 minut trwania albumu nie słychać żadnego nieprzewidywalnego schematu. A należy pamiętać, że to właśnie Passion Pit w latach 2009-2012 przyzwyczaili nas do takich reakcji.

Nie zaprzeczam że płyta jest dobrze skomponowana. Ewidentnie każdy krok na płycie jest przemyślany, a co najważniejsze pożyteczny. Ponadto Kindred zawiera imponujące partię instrumentalne. Jednak te wszystkie pozytywne cechy są przedstawione zgodnie z zasadą odbicia lustrzanego względem do Manners oraz Gossmaner. Według mnie panowie z Passion Pit najzwyczajniej opadli na laurach produkując płytę, która zniknie w cieniu braci bliźniaków.

Obecnie zespół Passion Pit jest niezwykle obecny w świecie kulturalnym. Chodzi głównie o reklamy telewizyjne czy single puszcze w sklepach odzieżowych. Właśnie w wszystkich tych miejscach możemy spotkać ten kolorowy zespół. Co mnie absolutnie nie dziwi. W  końcu Passion Pit tworzą skoczne, bardzo rytmiczne i wesołe piosenki. Aczkolwiek ta kwestia ma swoją drugą stronę medalu. Takie atrakcyjne oferty w branży muzycznej bardzo często wymuszają na artystach pewną postawę. Wydaje mi się, że tak też jest w sytuacji albumu Kindred. Zespół wyraźnie stworzył płytę, która jest atrakcyjna, ale nie dla słuchacza tylko dla wielkich koncernów. Passion Pit wyprodukowali album spełniający oczekiwania wszystkich oprócz samych twórców. To jest właśnie ten problem, który mógł spowodować pewnego rodzaju zagubienie kapeli.

Zapominając o tym, że mamy rok 2015 i wydano już „Oracular Spectacular”, „Wolfgang Amadeus Phoenix” czy choćby poprzednie albumy Passion Pit można zauważyć pewne plusy tego albumu. Wszystkie kompozycje z pewnością są bardzo chwytliwe. Te kompozcyje są maksymalnie rytmiczne, dzięki czemu szybko wpadają w ucho. Zaś teksty piosenek pobudzają nas do działania i zwykłej ludzkiej radości. Każdy słuchacz bezproblemowo może się zrelaksować przy dźwiękach Michaela i spółki. Moim ulubieńcem z całego dzieła jest utwór „Lifted up”. Bowiem jest to świetny skoczny i entuzjastyczny kawałek, który idealnie zabrzmi podczas wakacyjnych imprez. Jak już wspomniałem album wyposażony jest w atrakcyjne melodie. Mowa głównie o utworach „Whole Life Story”,  „Where the Sky Hangs”czy „Dancing In the Grove”. Niestety w wymienonych przeze mniee piosenkach nie do przyjęcia jest ekspresja frontmana. Wokal na płycie Kindred niesamowicie odstrasza. Michael Angelakos bezsprzecznie przesadził z ilością ozdobników, która działa na niekorzyść całego wydawnictwa.

Bardzo ciekawą zaletą Kindred zdecydowanie są teksty utworów. Bowiem sam wokalista zespołu nazwał płytę swoistą drogą przez życie. Teksty opowiadają o rozterkach życia codziennego.  Ten album ma być formą listu miłosnego do obiektu westchnień muzyka czyli do żony. Bezwątpienia mogę uznać, iż praca frontmana nad słowami albumu jest ogromnym plusem tego wydawnictwa. Nie boję się przyznać, że jest to najlepsza rzecz jaką Michael wykreował dla tego albumu. Własnie ten czynnik wpływa na to, że najnowsze stworzenie Passion Pit tak łatwo przypada nam do gustu. Albowiem muzycy opowiadają nam o problemach, które dotyczą nas wszystkich. Dzięki temu łatwiej nam zidentyfikować się z każdą twarzą Kindred.

Nie ukrywam, że w Passion Pit wciąż jest wiele potencjału. Jednak zespół uśpił swoich słuchaczy prezentując nam dobrą, ale mało świeżą płytę. Album, który spełni swoje zadania komercyjne, jest kolejnym zapychaczem. Być może fani zespołu mogą być zadowoleni, bowiem otrzymali Passion Pit w czystej postaci. Lecz dla mnie ta płyta jest idealną kopią wszystkich poprzednich dokonań kapeli. Szczerzę liczę, że zespół dotrze do momentu w którym zapragnie stworzyć płytę  na wysokim poziomie. Album, który głównie będzie spełniał ambicje muzyków, a nie wytwórni płytowych czy też ogromnych koneserów. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miał okazję zachwycać się brzmieniem księciów synphpopu.

Czytaj również