W 2016 roku Amerykanie, wraz z całym światem, będą świętować 50. edycję Super Bowl. Przez niemal pół wieku widzowie tego wspaniałego widowiska, poza napakowanymi facetami ganiającymi za czymś, co kształtem przypomina spłaszczone jajko, podziwiali występy największych gwiazd muzyki. Dużo kontrowersji wzbudziła kolaboracja dwóch artystów w roku 2014. Na scenie pojawili się wtedy Bruno Mars i Red Hot Chili Peppers. Doskonale pamiętam spory szum, jaki zaistniał w mediach związanych z muzyką. Znaczna ilość komentatorów stwierdziła, że wspólny występ gwiazdy pop i legendy rocka nie powinien mieć miejsca. Potem wyszło na jaw, że muzycy Red Hotów zagrali z pół-playbacku. Postanowiłem wtedy napisać tekst, będący moją własną opinią na tamten temat. Wówczas nie miałem możliwości podzielenia się nim z większą ilością osób, dlatego po odnalezieniu go w pamięci mojego laptopa, postanowiłem dać mu szansę.

Super Bowl to święto amerykańskiego sportu, do którego mogą porównać się jedynie finał Mistrzostw Świata w piłce nożnej czy ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich. W jeden wieczór cała Ameryka, co ja piszę – cały świat! – zasiada przed telewizorami i ogląda poczynania 2 najlepszych drużyn sezonu, walczących o zdobycie upragnionego trofeum. Ale dobrze wiemy, że to nie tylko wydarzenie sportowe – to wydarzenie światowe. Specjalnie na Super Bowl przygotowywane są reklamy, a czas antenowy jest już nawet nie na wagę złota, a platyny. Istotnym momentem finałowego meczu jest przerwa, tzw. Half Time Show, w czasie której występują największe gwiazdy muzyki. Zazwyczaj jest to przedstawiciel muzyki pop, tak jak np. Michael Jackson w roku 1993. Ale od czasu do czasu występują też giganci rocka. The Rolling Stones, U2, Aerosmith, Bruce Springsteen– to między innymi oni zaprezentowali się w przeszłości w czasie przerwy. I o dziwo mało które z tych show odbiło się tak szerokim echem, jak tegoroczny występ Red Hot Chili Peppers. Dlaczego?
A no dlatego, że papryczki zagrały z pół playbacku. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej tyle, że podkład muzyczny został odegrany z taśmy, natomiast wokal Anthony’ego zabrzmiał już normalnie – na żywo. W przypadku gwiazdy muzyki pop proceder ten przeszedłby praktycznie bez echa, ponieważ jest on na tyle powszechny, że nikogo już nie rusza. Ale jeżeli mowa o gwieździe rocka z ponad 30. letnim stażem – to już trzeba z tego zrobić problem i zmieszać kapelę z błotem.
Jednym z pierwszych, który rzucił kamieniem, był chyba najbardziej nielubiany przeze mnie wokalista rockowy w historii – Axl Rose. Jako, że kariera Guns 'N Roses (lub bardziej Axl 'N Roses) upada na łeb na szyję, musi wyżywać się na innych, którzy na brak ciekawych propozycji nie mogą narzekać. Red Hoci byli więc idealnym kandydatem. Oto wpis Rose’a na Facebooku, który umieścił po występie Papryczek na Superbowl:
Może Flea zastosował przełom w technologii mikroprocesorowej, który pozwala na zainstalowanie nadajnika w dupie. Dzięki temu wszystkie dźwięku jego basu są natychmiast przesyłane do wzmacniacza. Może oni wszyscy mieli mikroprocesory w dupach i nie tylko przesyłali dźwięk do wzmacniaczy, ale również bezpośrednio do telewizorów i internetu! Coś jak Google Glass… Google Ass! Mogą zostać pionierami! Jak Buzz Aldrin i gówno! Prawidziwy ASS-tro-nots. Albo jak superbowlowe manekiny do testów zderzeniowych, które prowadzą się zdalnie!
W sumie stwierdzenie ,,nadajniki w dupie” było całkiem zabawne, ale żałość wylewająca się z treści tego wpisu była tak dużej objętości, że zapełniłaby basen przy willi Anthony’ego Kiedisa.
Zacznijmy od najważniejszego – Red Hoci nawet nie próbowali udawać, że gitary są podłączone. Mogli założyć bezprzewodowe zasilanie gitar, które przecież używają na co dzień. Prawdopodobnie tylko ci najbardziej wyczuleni na dźwięk usłyszeliby, że Papryczki nie grają Give It Away na żywo. Ale tego nie zrobili, bez żadnej spiny wyszli z niepodpiętym sprzętem i dali ciekawe show wraz z Bruno Marsem. Poza tym Axl Rose jest dla mnie ostatnią osobą, która powinna się wypowiadać w kwestiach koncertowych „wpadek”. Wystarczy przypomnieć całkiem niedawny występ JEGO zespołu (celowo nie piszę Guns 'N Roses) w Rybniku (odbył się w 2012 roku), gdzie nasz wielki książę spóźnił się ponad 3 godziny…

Druga sprawa, Super Bowl jest wydarzeniem ogólnoświatowym, a to oznacza, że musi być dopięte na ostatni guzik. Ponad 100 milionów widzów (tyle mniej więcej ludzi ogląda mecz na żywo, nie mówiąc o retransmisjach) nie może ujrzeć wpadki. Nie twierdzę, że Papryczki mogły coś zepsuć w czasie występu, ale warto pamiętać o tym, że umiejętności to jedno, a złośliwość rzeczy martwych to drugie. Każdy gitarzysta wie, że nietrudno sprawić, by pękła struna, lub żeby gitara zaczęła sprzęgać z piecem. I wtedy co? Do mieszkańców Reykjaviku dociera obraz z nie w pełni doskonałym występem. Lekka wiocha. Dlatego organizatorzy ubezpieczyli się na wypadek właśnie takich sytuacji i nie powinniśmy ich za to krytykować.
A teraz sprawa dla mnie najważniejsza, która sprawia, że jako zdecydowany przeciwnik playbacku nie mam Red Hotom nic do zarzucenia. Papryczki są na scenie od ponad 30 lat. To nie jest jakaś nowa gwiazda – oni są obecni w świadomości słuchaczy od bardzo długiego czasu i ludzie wiedzą, że Papryczki brzmią na żywo REWELACYJNIE. Sam miałem okazję się o tym przekonać w lipcu 2012 roku, kiedy to panowie zawitali po raz drugi do naszego pięknego kraju. Oni są profesjonalistami (poza Klinghofferem, którego nie trawię jak nieświeżego śledzia, ale to temat na inny wpis), którzy swym doświadczeniem scenicznym mogliby obdzielić połowę gwiazd rocka po 2000 roku. Nie zagrali z pół playbacku dlatego, że bali się źle zabrzmieć. Zagrali, bo takie były zasady tej gry.
A co na to sami zainteresowani? Jedynie Flea bardzo szczerze napisał na Facebooku, że gdy otrzymali propozycję występu zostali poinformowani, iż będą musieli zagrać z pół playbacku. Jeśli by się nie zgodzili, na ich miejsce wskoczyłby inny wykonawca. Jednak – jak stwierdził basista – zwyciężyła ich miłość do futbolu amerykańskiego. I teraz wyobraźmy sobie taką sytuację. Mamy 6 lat, wraz z kumplami wychodzimy na pole i gramy w ulubioną grę swojego narodu. Rok w rok oglądamy finały Super Bowl i wyobrażamy sobie: jak fajnie byłoby kiedyś się tam znaleźć. Następnie odkrywamy miłość do muzyki, zaczynamy grać na trąbce, jednak to gitara basowa staje się przedmiotem, który odmieni moje życie. Zakładam zespół, gramy z kumplami funk połączony z rockiem, uwielbiam muzykę, jednak rok w rok staram się oglądać finał Super Bowl, bo uwielbiam ten sport. Zostaję gwiazdą rocka, mój zespół sprzedaje kilkadziesiąt milionów płyt na całym świecie, objeżdżam praktycznie cały świat, pokazując swoje umiejętności fanom naszej muzyki. Jednak cały czas marzy mi się występ na Super Bowl. Nie dla kasy – mam jej tyle, że moje pra pra pra wnuki nie będą wiedziały, co z nią zrobić. Chcę tam zagrać, bo byłoby to spełnieniem moich dziecięcych marzeń. W końcu otrzymuję propozycję występu! Ale muszę grać z playbacku. Czy mam odpuścić sobie okazję, którą dostaje się raz na całe życie, bo w konsekwencji może mnie za to zalać fala krytyki? Oczywiście, że nie.
Na szczęście nie odmówili i zagrali.
https://www.youtube.com/watch?v=RTruiVt8XZ8


