Paluch/Chris Carson – Made in Heaven (2014), recenzja Damiana Mączyńskiego

Niezwykle płodnym raperem jest Paluch. Od 2009 roku poznański mc systematycznie wydaje płyty rokrocznie (w 2013 nawet dwie!). Produkcje, jak: Pewniak, Syntetyczna mafia, Niebo czy Lepszego życia diler były udane, ugruntowujące pewną pozycję w hip – hopowym środowisku byłego członka ekipy na pięć liter. Autor Bezgranicznie oddanego tym razem pokusił się o album z Chrisem Carsonem. W zamierzeniu miał to być mixtape, jednakże, pod wpływem dużego zainteresowania słuchaczy, artyści postanowili wypuścić Made in Heaven jako regularny krążek. Jak się prezentuje owa kooperacja?

Teksty zamieszczone na Made in Heaven oscylują wokół kilku kwestii. Są to niestety często treści schematyczne. Paluch podejmuje temat pieniędzy, stanowiska wobec nich w kontekście własnego rozwoju. Tak jest w utworze tytułowym, RIP (rap i pieniądze) czy też Amstaff. Poznański raper komunikuje, iż coraz lepiej zarabia, jednakże się nie sprzedaje. Kluczowe dla niego jest to, w jaki sposób osiąga sukces finansowy, mikroskopijną uwagę zwraca za to na aspekt ilościowy. W ostatnim z wymienionych utworów mamy do czynienia z dobrym, starym, agresywnym Paluchem:

Pierdolimy pusty rap promujący tylko pieniądz,
Czuję kurwa niechęć do tych scenicznych błaznów.
Dla nich niepojęte; nie gramy tyko dla hajsu,
Inne priorytety, my bez grama aktorstwa.
Oni dla monety zagrali by w pornosach,
Dla nich to sprawa prosta; finansowa oferta.
Jakbyś miał jaja to inaczej zarobiłbyś na merca,
Wykorzystam swój potencjał, nieosiągalny dla was.
Będę rozjeżdżał wam serca na 20 calach.

Cechą zauważalną w wersach autora Pewniaka jest dążenie do osiągnięcia balansu między tym, co go pobudza a tym, co dostarcza mu spokoju. Mikronezyjska atmosfera skłoniła go do nagrania relaksującego utworu (Daleko stąd). W podobnym tonie wyraża się w Magmie, wprowadzając nas niemal w hipnotyczny stan. Mam skrzydła to dobry tekst byłego członka Aifam o dążeniu do równowagi, która uskrzydla.

Na odwrotnym biegunie umiejscowić należy linijki zawarte w świetnych numerach: Kastet oraz Od dziecka. Utwory te są pełne odwołań do środowiska blokowisk, z których się wywodzi. Aktualne są nadal zasady, które zostały wpojone za dzieciaka. Paluch podkreśla, iż nadal jest wierny swoim ludziom, z którymi dobre relacje stawia wyżej niż pieniądze. W rapie należy kierować się normami, które obowiązują w życiu towarzyskim: szczerość, prawdziwość, honor.

Ważnym elementem, ubarwiającym Made in Heaven, są goście. DJ Taek serwuje rewelacyjne skrecze w Intrze i Kastecie. Mocną, uliczną zwrotką atakuje Kękę w Od dziecka. Należy przyznać, że w tej tematyce radomski raper czuje się jak ryba w wodzie. Mnogością gier słownych i hashtagów odznaczają się zwrotki Que, Tomba i Białasa, którzy wypadają lepiej od gospodarza. W utworze z członkami SB MAFFIJI razi refren zaśpiewany przez Palucha. Najlepiej wypada Tau w Możesz być kimś. Utwór ten napisany po Liście motywacyjnym, lecz wydany wcześniej, kontynuuje moralizatorski koncept. Życie chwalebne to życie bez nałogów i handlowania sobą. To, kim jesteśmy, zależy tylko od nas.

Najmocniejszą stroną materiału są syntetyczne produkcje Carsona. Cechują się one spójnością, wirtuozerią i genialnym brzmieniem. Na płycie mamy z jednej strony bujające, trapowe produkcje, jak: RIP (rap i pieniądze), Ostatni telefon czy też Amstaff, z drugiej chilloutowe, przestrzenne Daleko stąd tudzież Mam skrzydła. Duża gama dźwięków, wszystko dopracowane do perfekcji.

Czuje pewien niedosyt. O ile trudno doczepić się do warstwy muzycznej i gości to razi mnie tak wąski wachlarz tematyczny. Z drugiej strony Paluch stara się: podśpiewuje i podbija refreny. A to zwalnia, a to przyspiesza, eksperymentuje z głosem, sylabizuje słowa. Flow rapera nadal jest jednak do poprawy. Otrzymaliśmy album rzetelny, który ma świetne, ale i też przeciętne momenty. Chwila oddechu i poznański raper nagra prawdziwy sztos!

Czytaj również