Arlo Parks prezentuje singiel Impurities

Impurities – taki tytuł nosi druga zapowiedź nadchodzącego albumu Arlo Parks. Singiel z teledyskiem jest już dostępny na oficjalnym kanale artystki w YouTube.

Arlo Parks zachwyciła nas na początku 2021 roku prezentując album Collapsed In Sunbeams. Po dwóch latach od premiery studyjnego debiutu artystka wraca z kolejnym zestawem piosenek. Krążek My Soft Machine trafi na sklepowe półki 26 maja, ale zanim to nastąpi poznamy jeszcze kilka singli zwiastujących to wydawnictwo. Jeden z nich właśnie trafił do sieci. Przed wami Impurities.

Światowa premiera nowego singla miała miejsce 1 marca w programie Zane’a Lowe w radiu Apple Music. Oprócz pierwszego odtworzenia utworu, dziennikarz przeprowadził z Arlo obszerną rozmowę.

Skansen hair metalu stał się niewolnikiem konceptu, któremu zawdzięcza popularność. Steel Panther – On The Prowl, 2023 (recenzja)

Steel Panther to zespół, który spokojnie można nazwać fenomenem społecznym. Zatopieni w muzycznych wzorcach płynących od Poison czy Whitesnake, ubrani w stereotypowe glam rockowe ubrania muzycy wydają się żyć w innej rzeczywistości. Od ponad dekady serwują niepoprawne politycznie piosenki przepełnione czasem śmiesznymi, czasem niesmacznymi daddy jokami, przy okazji gloryfikując rozwiązłość seksualną czy to w trasie, czy też poza nią. Zespół zyskał popularność wydanym w 2009 roku debiutanckim Feel The Steel zawierającym utwory jak Death To All But Metal, który, eufemizując, krytykuje ówczesną scenę muzyki popularnej, Asian Hooker stwierdzający, że japońskie prostytutki pachną jak sushi, czy Community Property mówiący o uczuciowym przywiązaniu do kobiety, przy jednoczesnym nazywaniu swojego członka mieniem publicznym. Niniejszy koncept na działalność bandu jest odmieniany przez wszystkie przypadki na każdym następnym albumie z czasem stawiając zespół na poziomie kreatywności równym ostatnim albumom AC/DC. Ważnym aspektem ich twórczości są również koncerty, na których stałymi elementami są długie dialogi wokalisty Michaela Starra oraz gitarzysty Satchela wysławiające dekadencki styl życia, parodia wizerunku scenicznego Ozzy’iego Osbourna podczas wykonywania coveru Crazy Train czy zapraszanie kobiet z publiczności, które następnie tańczą topless w otoczeniu muzyków. Idealnym podsumowaniem atmosfery ich koncertów oddaje fakt, że ich australijskie koncerty w 2012 sponsorowała wytwórnia filmów pornograficznych Brazzers. Nie można jednak lekceważyć ich zaplecza czy potencjału, ponieważ grali supporty przed Guns N’ Roses, Def Leppard czy Mötley Crüe. 

Szósty album grupy, zatytułowany On The Prowl wprowadza kilka zmian w szeregach amerykańskiego bandu. Nasilające się uzależnienie od seksu zmusiło basistę Lexx’iego Foxxa do odejścia z zespołu. Na jego miejsce pojawił się Spyder, który już wcześniej pojawiał się na koncertach, gdy Lexxy próbował odciąć się od życia w trasie, które nie pomagało w walce z nałogiem. Niniejszy album powstał również w innych warunkach oraz atmosferze. W materiałach promocyjnych perkusista Stix Zadinia opisuje powstanie płyty z nowatorskim dla zespołu podejściem, podkreślając autentyzm wydawnictwa – Jesteśmy naprawdę dumni z tego albumu. Zrobiliśmy ten album inaczej, zrobiliśmy go w naszych domach, sami go wyprodukowaliśmy i mam nadzieje, że Wam też się spodoba tak jak nam. To solidna kompilacja utworów i nie mogę się doczekać aż je usłyszycie i zakochacie się w nich. Zapowiada się więc na rewolucje, którą muzycy zapowiadają z przytupem.

Otwierające album Never Too Late (To Get Some Pussy Tonight) to Steel Panther w najlepszym wydaniu. To hair metalowy banger, z ostrymi partiami gitarowymi, z charakterystycznymi dla lat 80tych syntezatorami w tle, brzmiący jak zagubiony singiel grupy Europe czy Mötley Crüe. Piosenka to główny singiel promujący On The Prowl, będący wejściem w nową erę dla zespołu. W charakterystyczny dla siebie sposób żegnają dawnego basistę (Now Spyder’s on the bass cause, Lexxi’s is gone, but it doesn’t mean we can’t still fuck his mom), oraz, jak to mają w zwyczaju, postrzegają siebie jako magnes na kobiety (Gonna find a girl with both her legs, Steel Panther’s gonna fertilize her eggs). Utwór oraz teledysk (zawierający ograniczenia wiekowe +18) opowiadają o desperackich próbach znalezienia kobiety na noc, mówiąc, że przecież nigdy nie jest za późno, żeby kogoś wyrwać w barze. W klipie przedstawiona została historia stereotypowego frajera, któremu udaje się umówić z dziewczyną na koncert Steel Panther, ale przez serię niefortunnych zdarzeń (od tych klasycznych jak auto, które nie może odpalić, po te, na które patrzy się z politowaniem, jak na przykład jazda na różowym, dziewczęcym rowerze) nie udaje mu się tam dotrzeć. Jednak gdy wszystkie nadzieje opadają, znajdując kota i oddając go właścicielce w ramach wdzięczności zostaje zaproszony do mieszkania pokazując, że It’s Never Too Late (To Get Some Pussy Tonight).

Panowie nie zwalniają i kolejny singiel na płycie, Friends With Benefits, ma w sobie rockowy dynamizm nadawany poprzez chwytliwe riffy gitarowe Satchela, podbite perkusją Stixa i basem Spydera. Na pochwałę zasługuje również melodyczny, łatwo zapadający w pamięć refren i solidna solówka pod koniec utworu. Tekst za to brzmi jak napisany na kolanie, w bardzo bezpośredni sposób opowiada o sponsoringu, wymieniając przez cały utwór co facet może oczekiwać w zamian za zapewnienie stabilności finansowej oraz drogich rozrywek, zaczynając od bardziej przewidywalnych benefitów (You get 35 dollars, I get to slap you with my dick) aż po realizacje ekstremalnych (bądź obrzydliwych) fetyszy (You get to drive my Maserati, I get to shower in your piss). Teledysk do utworu jest udaną parodią japońskiego programu Dragon’s Den, który daje możliwość przedsiębiorcom na przedstawienie swojego projektu a następnie inwestorzy mogą zainwestować w dany projekt w zamian za udział w zyskach. Przekładając to na świat Steel Panther otrzymujemy gadżety takie jak ozdoby na gloryhole czy rękawice kuchenną z funkcją masowania piersi. 

Pełne ckliwości słowa zakochałem się w aniele patrzącym na mnie z ekranu telefonu rozpoczynają balladę On Your Instagram. Oczywiście zespół wraz z refrenem wchodzi w plot twist i okazuje się, że dziewczyna, o której Michael Starr śpiewał z rozrzewnieniem w rzeczywistości nie wygląda jak na zdjęciach (Why can’t you look like you do on your Instagram, the girl that I want to screw is on your Instagram). To pełne truizmu spojrzenie na współczesny trend fałszowania swojego wyglądu w social mediach (Such a beautiful filter, like god himself had built her), powtarzające utarte stereotypy kreowania swojego idealnego, ale dalekiego od rzeczywistości wizerunku internetowego. Od muzyków czuć chęć stworzenia nowego Community Property, jednakże niniejsza piosenka jest tylko jej tanią kopią, ni to zabawne, ni to muzycznie porywające. 

Amerykanie w następnym utworze pokazują się z najlepszej strony. Put My Money Where Your Mouth Is ma w sobie przebojowość największych hair metalowych utworów. Wszystko jest tu na miejscu, to popis umiejętności kompozytorskich Satchela, gitarowy riff otwierający jest fenomenalny (przypominający trochę Rock N Roll Train AC/DC), niesie w sobie przebojowość, której ten album potrzebuje. Tekst poddaje w niepewność inwestycje w akcje czy kryptowaluty, puentując, że po co odkładać pieniądze, skoro można je wydać na prostytutki (Stocks are so risky so, put my money where your mouth is). 

To nowość, ale Steel Panther, oczywiście na swoich zasadach, potrafi być też uroczy i nostalgiczny.  1987 to hołd dla świata, który dla członków zespołu był idealny (1987, you’re always gonna be the best, like fresh Colombian cocaine off a 19 year old breast) podsumowując to klasycznym, boomerskim “panie, kiedyś to było” (The kids these days will never understand, what it’s like to play an instrument and be in a band). To także adoracja muzyki tamtych czasów i zespołów które były na szczytach list przebojów. Wspomniane zostaje Guns N’ Roses (Appetite For Destruction blowing us all away), Poison (Poison looking so damned good, 1987 will forever be the year when guys wore more lipstick than girls), Dokken (Dokken and Lynch were young and hot, they wеre warriors in a dream) a także Scorpions, Whitesnake, Ozzy Osbourne czy Judas Priest. To piękna ballada hołdująca czasy, gdy heavy metal osiągnął szczyt swojej popularności, aby z czasem zostać zapomniany przez napływ grungu czy brit rocka. 1987 to piosenka opowiadająca o korzeniach muzyków będąca pozycją, po którą warto sięgnąć.  

Warty uwagi jest też nagrany z Dweezilem Zappą Is My Dick Enough. Syn Franka Zappy daje popis gitarowych możliwości, wprowadzając świeżość do brzmienia solówek na On The Prowl. Tekst wyjątkowo nie wieje szowinistycznym podejściem, jest odpowiedzią na stereotypowy problem mężczyzn czy ich członek jest wystarczający. Żartują, że kobieta komplementuje tylko osobowość (You know size is not the only thing that matters to me, but you only compliment my personality), gdy jej oczy mówią, że coś jest nie tak podczas intymnych momentów (I can tell that something’s missing when I look in your eyes, when I’m pushing up into you in between your thighs). 

Przyszedł czas na tą niesmaczną część twórczości Steel Panther i zostanie ona zamknięta w tym jednym akapicie. Ostrzegam na wstępie, miało być śmiesznie, wyszło niezręcznie. Teleporter, pomimo swojego chwytliwego refrenu, to coś o czym chciałbym zapomnieć. Po pierwszym plot twiście utworu, gdzie bohater potrzebuje tytułowego teleportera, bo jego pierdnięcie okazało się biegunką i ubrudziło jego białe spodnie, nie chciałem wnikać dalej. Żenada poniżej jakiegokolwiek poziomu, tak samo jak nie broniąca się niczym, nawet muzyką, Magical Vagina z refrenem Your vagina, your vagina, I’m in love with your vagina, it’s a magical vagina, które sugeruje, że można się zakochać w kobiecie poprzez piękno jej waginy. Podobnie nijakie i monotematyczne są All That And More, mówiący, że kobiety potrzebują penisa do szczęścia i One Pump Chump o wytrysku po jednym ruchu główką -szczyt komedii. Jest jeszcze świetne w warstwie muzycznej Pornstar, ale tekst o zamknięciu kobiety w piwnicy, aby nikt nie mógł korzystać z jej wdzięków oprócz podmiotu lirycznego/oprawcy jest, rzekłbym, niepokojący. 

Miłą odmianę przynosi Ain’t Dead Yet, który ma w sobie jakość na poziomie 1987. Robi się nostalgicznie, Michael Starr opowiada o starzeniu się jako gwiazda rocka (I’m losing all my hair and my six pack became a keg, but the girls don’t seem to care), zrozumieniu swojego losu (If you walked one mile in these shoes, you would understand the blues, this old rocker has paid his dues). Z drugiej strony podkreśla że nie jest jeszcze martwy i że dalej ma w sobie młodego ducha, pomimo oznak przemijania czasu (Can’t shoot the jizz no more, it just dribbles onto the whore I just met). Wręcz wzruszające jest jak w akompaniamencie ciepłych dźwięków gitary akustycznej padają wersy o ostatnim koncercie i ostatniej dziewczynie zaproszonej za kulisy (I’m gonna play my final show and scour the crowd for an eager ho and give my very last backstage pass). 

Album zamyka niezły glam rockowy Sleeping on the Rollaway. Piosenka opowiada o skutkach oglądania pornosów i opłacania OnlyFans gdy jest się w stałym związku, które kończy się spaniem na łóżku polowym. Steel Panther nie byłby sobą, gdyby nie skwitowałby tego słowami, że warto było. 

A czy warto dać szansę chłopakom i zgłębić się w ich szósty studyjny album? Niekoniecznie, On The Prowl ma swoje momenty zbliżające ich do formy z debiutu (Never Too Late (To Get Some Pussy Tonight) czy Put My Money Where Your Mouth Is) oraz świetne ballady (1987 i Ain’t Dead Yet). Dweezil Zappa uratował Is My Dick Enough ale reszta piosenek jest albo zapychaczami, albo są po prostu nijakie czy niesmaczne. Steel Panther stał się niewolnikiem konceptu, który zaprezentował na Feel The Steel i na każdej płaszczyźnie kręci się w kółko tworząc coraz bardziej powtarzalne wydawnictwa. Nowy album nie należy do najgorszych w katalogu zespołu i jest zdecydowanie lepszy niż dwa poprzednie, ale to dzieło tylko dla najwierniejszych fanów zbawców heavy metalu, jak kiedyś się promowali. Moje oczekiwania nie były za wysokie, ale życie jest za krótkie, abym miał wracać do tego albumu ponownie. 

Nowy album Eda Sheerana już dostępny

Od jakiegoś czasu brytyjski gitarzysta Ed Sheeran publikował w mediach społecznościowych zdjęcia i filmiki, w których najbardziej spostrzegawczy fani dostrzegli zapowiedź nowego albumu. Okazuje się, że ich domysły były słuszne. Światło dzienne ujrzała nowa płyta wokalisty.

Album należy do konceptu działań matematycznych. Dotychczasowe nazwy płyt Sheerana z tej serii pochodziły od dodawania, mnożenia, dzielenia oraz równa się. Nadszedł, więc czas na odejmowanie czyli Subtract.

Muzyk w obszernym osobistym wpisie na instagramie wyjaśnił kulisy powstawania poszczególnych utworów.

Pracowałem nad Subtract przez ponad dekadę, próbując wyrzeźbić idealny akustyczny album, pisząc i nagrywając setki utworów, z jasną wizją tego co chciałbym na nim umieścić. Jednak wydarzenia z początku 2022 roku zmieniły mój sposób postrzegania muzyki i sztuki.

Pisanie piosenek to moja terapia. Pomaga mi zrozumieć moje uczucia. (…) W nieco ponad tydzień zastąpiłem dekadę pracy najmroczniejszymi myślami.

Mojej ciężarnej żonie powiedziano, że ma torbiel, której nie może leczyć do momentu porodu. Mój najlepszy przyjaciel Jamal, mój brat, zmarł nagle. A ja musiałem stać w sądzie, bronić mojej uczciwości i kariery jako autor tekstów. Przeszedłem przez depresję, strach i niepokój. Czułem się jakbym tonął.

Więcej o osobistych przeżyciach Sheerana z czasu tworzenia płyty można dowiedzieć się z nowego dokumentu Muzyka i cała reszta na platformie Disney+.

Piosenki z Holandii i Cypru dołączają do stawki Eurowizji 2023

Tym razem poznaliśmy dwie piosenki wybrane wewnętrznie.

Holandia

Holenderski nadawca AVROTROS od dekady konsekwentnie trzyma się wewnętrznego wyboru eurowizyjnych artystów i nie inaczej było i tym razem. Już w listopadzie zeszłego roku ogłoszono, że barw państwa-organizatora Eurowizji 2021 tym razem będą Mia Nicolai & Dion Cooper. Jednak na premierę ich konkursowej piosenki musieliśmy czekać cztery miesiące, bowiem premierę Burning Daylight trzeba było czekać aż do 1 marca. Za brzmienie tegorocznej propozycji Holandii odpowiadają sami wykonawcy oraz Duncan Laurence, zwycięzca Eurowizji 2019.

Cypr

Podobnie jak Holandia, także Cypr w ostatnich latach unika organizacji otwartych preselekcji. Tym razem padło na pochodzącego z Australii Andrewa Lambrou. Wokalistę z Wyspą Afrodyty łączą korzenie, bowiem stamtąd pochodzą dziadkowie artysty. Dla samego Andrewa też nie będzie to pierwsze podejście do Eurowizji, bowiem rok temu startował w preselekcjach australijskich. Jednak na konkurs pojedzie w barwach Cypru z utworem Break a Broken Heart.

Wciąż świeże, a jednak brak tego czegoś. Gorillaz – Cracked Island (2023), recenzja

Gorillaz na scenie muzycznej gości już od ponad 20 lat. Pomimo, że początkowo można było go odebrać za niezbyt poważny projekt muzyczny, który bazuje na wyimaginowanym, kolorowanym zespole, to słuch o nim nie ginie. 24 lutego ukazał się już ósmy album studyjny grupy. Cracked Island, a w zasadzie teksty utworów, które się na nim znalazły, w głównej mierze odnoszą się do opowieści o kulcie religijnym, a dokładniej sekcie. Płytę tworzy 10 zróżnicowanych kompozycji.

Nie brakuje tu zaskoczeń oraz wielu muzycznych gości i to nie byle jakich. Bo pojawiają się tu Stevie Nicks, Bad Bunny, Tame Impala, czy Thundercat. Świetne dźwięki grane na basie przez tego ostatniego napędzają tytułową kompozycję, która także otwiera krążek. Cracked Island zyskało dzięki temu świetny groove. Będąc przy muzycznych współpracach, warto zauważyć, że duet z Bad Bunnym jest nieco „egzotyczny”, jak na muzykę Gorillaz, jednak o dziwo wyszedł nawet dobrze. W te jeszcze momentami nieco mroźne dni, przyda się trochę ciepła, a takie dają nam dźwięki reggaetonu płynące do nas z tego utworu. Nieco mniej przemawia do mnie Silent Running z Adeleye Omotayo. Refren momentami wręcz przynudza, do tego dość monotonna melodia.

Wspomniana monotonność nieco mnie zawiodła. Mimo licznych urozmaiceń i zabiegów muzycznych, jak i stylistycznych, daje się odczuć, że sporo kompozycji brzmi jakby robione były na „jedno kopyto”. Brakuje mi jakiegoś jednego bangera, który by porwał mnie, ale także i tłumy słuchaczy. Dawno nie wyszło nic takiego spod skrzydeł Gorillaz, a szkoda. Wyprzedzili oni epokę cyfryzacji i muzycznych wizualizacji, tworząc coś nowego, jednak obecnie mimo wciąż głowy pełnej pomysłów nie ma tego polotu i innowacji.

W Skinny Ape podoba mi się ożywiony bridge pod koniec, syntezatory robią tam robotę. Równie porywające są dźwięki w utworze Tarantula. Dużo barwy dodaje lekko płynąca gitara funkowa gitara, trzymająca tempo perkusja i lekki groove nadawany przez sekcję rytmiczną.

Moją uwagę przykuł jeszcze numer z Tame Impalą i Bootie Brown. New Gold to faktycznie złoto pośród innych kompozycji. Początkowo może nie wydaje się taki dobry, jednak po głębszym wsłuchaniu się widzę sporo pozytywów. Świetna, skomplikowane i dynamicznie płynąca linia basu. Zakręcone syntezatory w refrenach, opart bardziej na zabawie niż schemacie robią fajne tło. Całość dopełnia fajny wokal. Podobały mi się tu także rapowane zwrotki, dobre połączenie z resztą.

W głównej mierze za dobry poziom tego albumu odpowiadają świetne muzyczne kompozycje. Królują tu oczywiście basy i syntezatory, które dają dużo świeżości i polotu. Pośród dziesięciu kompozycji większości z nich jednak brakuje tego czegoś. Czegoś, co by mnie porwało, na palcach jednej ręki mogę policzyć takie utwory. Wiadomo, że muzyka Gorillaz nie jest dla każdego, a ja pewnie do grupy ich wiernych fanów się nie zaliczam. Być może nie rozumiem ich fenomenu i tego, dlaczego tak długo utrzymują się na muzycznych wyżynach, mając wielu fanów. Cracked Island jest albumem dobrym, ale jak dla mnie nie wybitnym. Przebłyski w formie utworów jak Tarantula czy New Gold tej opinii niestety nie zmienią, bo zaraz przykrywają je np. utwory pokroju Possession Island, czy The Tired Influencer.