Istna kopalnia hitów. Sigala – Every Cloud – Silver Linings, 2023 (recenzja)

Jeśli ktoś lubi płyty w iście gwiazdorskiej obsadzie, to jest to album zdecydowanie dla niego. 3 marca ukazało się najnowsze wydawnictwo brytyjskiego producenta i DJ-a Sigali, które jest zapowiedzią większego. Every Cloud – Silver Linings, to przedsmak pełnej wersji Every Cloud, która ma ukazać się jesienią tego roku. Znalazło się na nim 11 tanecznych kompozycji. Nie zabrakło oczywiście wielkich i głośnych nazwisk z muzycznego świata. Swoich głosów użyczyli m.in Rita Ora, James Arthur, Becky Hill, czy Ellie Goulding.

Krążek otwiera gorące i porywające do tańca Feel This Good. Mocny bit (polecam na słuchawkach), do tego fajny motyw w refrenach. Nie zabrakło także licznych gości: Mae Muller, Caity Baser oraz Stefflon Don. Podoba mi się w tym kawałku rapowany bridge, zupełnie zmienia jego odbiór. Stay The Night do nowych nie należy, zresztą podobnie jak i reszta utworów. Znamy je dłużej lub krócej z rozgłośni radiowych, gdzie niejednokrotnie docierały na wysokie miejsca list przebojów. Trzeba przyznać, że Talia Mar ma hipnotyzujący wokal. Jej delikatny i czysty głos w refrenach bardzo mnie urzekł. Sama melodia choć prosta, to szybko wpada w ucho. Radio z udziałem MNEK’a to istny klubowy banger. Genialne przed refreny i wejścia do nich. Dobrze podkręcone basy, które wybijają się ponad resztę warstwy melodycznej, użyte sample również niczego sobie. Czuć tzw. „tłusty bit” w zwrotkach, dobrze daje po uszach.

Nie zabrakło na albumie również miejsca dla muzycznego odkrycia na wyspach, czyli Sama Rydera, który otarł się o zwycięstwo na ostatnim konkursie Eurowizji. Razem z Davidem Guettą i Sigalą stworzyli Living Without You. Mocny, ochrypnięty wokal Sama ze świetnym vibrato daje o sobie znać w refrenach. Kolejna mocna propozycja, jakich wiele na albumie. Tak na dobrą sprawę, prawie każdy z utworów jest hitem. Rzadko się to zdarza, ale w tym wypadku nie mogło być inaczej. Gdy mamy do czynienia z utworami jak Melody czy Lasting Lover, nie może być inaczej. W tym drugim wokalu użyczył oczywiście czarujący James Arthur. Podoba mi się wiodący motyw muzyczny, który pojawia się wyraźniej po refrenach.

Jednym z moich ulubionych numerów na tym albumie jest Wish You Well z Becky Hill. Jest to artystka, która bywa niedoceniana, a powinno być zdecydowanie inaczej. Ma w sobie coś wyjątkowego. Jej głos jest po prostu genialny. Nie dość, że śpiewa ona wysoko, to w dodatku mega czysto, a do tego potrafi utrzymać ten poziom na przestrzeni całego utworu. Dodatkowo w zwrotkach modeluje głosem przechodząc w niższe rejestry, by zaraz wystrzelić na wyżyny. Podobają mi się tu wstawki chórków powtarzające „I wish you well” po partiach Becky. Poza tym, to nie jedyny jej utwór na Every Cloud, bo pojawia się także w zamykającym całość Haeven on My Mind. Jak przy dobrych głosach i piosenkach jesteśmy, to nie można nie wspomnieć tu o All By Myself z Ellie Goulding. W tym utworze wykorzystano sampel z utworu Enjoy The Silence grupy Depeche Mode. Lubię takie mieszanie starych hitów z nowym brzmieniem. Jest to ostatnio na czasie i dobrze, bo warto by to co dobre, było pamiętane w muzyce przez inne pokolenia. Swoim głosem oczarowała mnie także lubiana przeze mnie od dawna Rita Ora. Jej barwa w You for Me brzmi wyjątkowo delikatnie. Sama kompozycja jest zaś bardzo lekka i przynosząca pozytywną energię.

Podsumowanie płyty zamknijmy świetnym Rely On Me z Gabry Ponte i Alex’em Gaudino. Utwór ten także był dużym sukcesem, który podbił listy przebojów. Znów pojawia się „tłusty bit”, który robi genialną robotę. Every Cloud jest albumem na wysokim poziomie. Trochę można go potraktować jako takie Greatest Hits od Sigali, bo zebrał on na nim wszystkie swoje duże hity wydane w ostatnim czasie. Nie zmienia to faktu, że mam same pozytywne emocje z nim związane. Można powiedzieć, że trwa on zdecydowanie za krótko. Raptem 35 minut takiej tanecznej i klubowej uczty to zdecydowanie za mało. Tym bardziej, że ostatnio przyszły nieco chłodniejsze dni, a ta płyta potrafi podnieść temperaturę o kilka stopni!

Rihanna i Puma ponownie łączą siły

To niestety nie nowy album, ale na pewno gratka dla fanów i fanek świata mody. Fenty x Puma znowu razem.

„She’s back” – powiedziała Arne Freundt, CEO Pumy. Giganty ze świata beauty oraz mody ponownie łączą siły, by podbić rynek. Na chwilę obecną nie wiadomo, jaki kształt dokładnie przybiorą działania, ale zgodnie z zapowiedzią już wkrótce możemy spodziewać się informacji.

Po raz pierwszy Rihanna podjęła współpracę z Pumą jeszcze w 2014 roku. Artystka objęła wówczas stanowisko dyrektorki kreatywnej działu odzieży, co poskutkowało powstaniem submarki Fenty x Puma. W 2018 roku gwiazda zdecydowała się zakończyć projekt, by skupić się na życiu osobistym.

Nowa i specjalna płyta Püdelsów – Ciemna Strona

Polski zespół Püdelsi powrócili z wyjątkową płytą.

Püdelsi wydali 7 marca 2023 roku najnowszy album zatytułowany Ciemna Strona. Na płycie są całkowicie nowe wersje utworów, które zostały wybrane z naprawdę bogatej historii zespołu, szczególnie z okresu ich początków. Krążek jest hołdem składanym śp. Püdlowi, czyli Andrzejowi Bieniaszowi przez jego kolegów z formacji.

Co ciekawe, gościnnie na płycie zaśpiewali Renata Przemyk i Maciej Maleńczuk.

Po wielu latach oczekiwania, dajemy nowe życie utworowi, napisanemu przez Püdelsów w absurdalnych czasach realnego, polskiego socjalizmu. Drażnił i prowokował komunistyczną władzę, która kompletnie nie mogła dojść o co chodzi w przekazie. Absurdalne poczucie humoru Piotra Marka oraz krotochwilność Andrzeja „Püdla” Bieniasza, powodowała panikę wśród ówczesnej cenzury. Historia zatoczyła koło więc, z zaciekawieniem będziemy się przyglądać jak poradzi sobie z tym utworem obecna cenzura, co do której istnienia w mediach, nikt już nie ma wątpliwości.

Przedstawiamy Państwu kolejny singiel Tango – Spiżowy Ratler z nadchodzącej płyty Püdelsów pt. Ciemna Strona, której premiera odbędzie się 7 marca 2023 roku w dzień urodzin założyciela zespołu – Andrzeja Püdla Bieniasza. Jest to całkowicie nowa wersja jednego z najwcześniejszych utworów zespołu, który w pierwszej wersji zaśpiewała Kora na płycie KORA I PUDELSI – Bella Pupa. Tym razem utwór wraz z kapelą, wykonała Renata Przemyk, czyli dama polskiej sceny, w duecie z Piotrem Foremanem Forysiem. W nagraniu możemy również usłyszeć, samego Andrzeja, którego nieśmiertelny riff na gitarze akustycznej nadaje niepowtarzalny klimat utworu. Na płycie znajdziemy także 13 innych, równie zaskakujących kompozycji z bogatej historii zespołu.

Poniżej możecie odsłuchać całego materiału Ciemnej Strony Püdelsów. Jak Wam się podoba?

Myslovitz promuje nową płytę. Fotorelacja z koncertu w Mysłowicach

4 marca zespół Myslovitz rozpoczął swoją tegoroczną trasę koncertową, promującą nowy album pn. Wszystkie narkotyki świata, którego premiera odbyła się 3 marca. Oprócz wydania pierwszej od 10 lat płyty studyjnej, zespół świętuje również jubileusz 30-lecia obecności na scenie. Idealnym prezentem od fanów były wyprzedane dwa koncerty, które odbyły się w ubiegły weekend w Mysłowickim Ośrodku Kultury. Artyści zaprezentowali utwory z nowej płyty, ale nie zabrakło również dobrze znanych przebojów, jak np. Długość dźwięku samotności, Scenariusz dla moich sąsiadów czy Chłopcy.

Zapraszamy do fotorelacji Sławomira Dudy.

Ta, co rozkochała w sobie księżyc. Kali Uchis – Red Moon In Venus, 2023 (recenzja)

Co prawda walentynkowy czar już dawno przeminął, tak aura romansu nadal jest wyczuwalna w powietrzu. Jest to możliwe dzięki Red Moon In Venus – najnowszemu albumowi autorstwa niezastąpionej Kali Uchis. Jeśli poszukujecie melodii, które cudownie upiększą Waszą namiętną codzienność, nie mogliście trafić na nic lepszego.

Kali Uchis jest jedną z moich najukochańszych artystek, a to ze względu na jej nieodparty urok oraz oryginalny styl. Kiedy pierwszy raz wsłuchałem się w dźwięki Sin Miedo, nie miałem wątpliwości, że doświadczam czegoś niebanalnego. Tak minęło dwa i pół roku, nie wyczekując szczególnie nadejścia Red Moon In Venus, bo i po co, skoro poprzedni album nieustająco mnie cieszył. Niemniej, wraz I Wish You Roses i Moonlight ekscytacja wzrosła, choć nie na tyle, aby skakać pod same niebiosa. Być może to wina tego, że wiedziałem czego mogę się realnie po Uchis spodziewać. Tym sposobem w dniu premiery moje przypuszczenia się sprawdziły.

Red Moon In Venus stanowi kwintesencję wszystkiego co romantyczne, snując rozważania o różnorodnych aspektach miłości. Kali Uchis sprawiła, że jej kompozycje są niczym hymny do wspomnianego uczucia, a łączącym ich symbolem tytułowy czerwony księżyc w Wenus. Po niemalże dekadzie twórczych poszukiwań, Uchis zdaje się odnaleźć swoją prawdziwą naturę, będąc postmodernistyczną emanacją bogini miłości. Choć do tej pory temat ten dość często przewijał się w jej muzyce, nie była w tym tak delikatna, a jednocześnie silna swoją subtelnością. Analizując jednak to dzieło zimny okiem bezdusznego recenzenta, odczuwam pewien niedosyt.

Red Moon In Venus to niezwykle kompetentnie napisany album i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Aczkolwiek mam poczucie, że Kali Uchis stłumiła w sobie chęć zabawy ze swoimi piosenkami. To właśnie eksperyment i łączenie różnorodnych motywów muzycznych czyniło Sin Miedo oraz Isolation niebywale oryginalnym. W porównaniu z nimi, Red Moon In Venus wydaje się być bardzo sterylny, pragnąc osiągnąć niemalże boską perfekcję. Oczekiwałem od Uchis zdecydowanie większej różnorodności melodycznej, która by jeszcze lepiej współgrała z liryczną stroną tego albumu. Nie zmienia to jednak faktu, że to album naprawdę godny pochwały, choć ukierunkowany na jeden konkretny nastrój.

Uchis nie dokonała volty, pozostając wierną swoim muzycznym inspiracjom. Sensualny mariaż hip-hopu, soulu, jazzu oraz wszystkiego co latynoskie, który tym razem okraszony został elektronicznymi dźwiękami inspirowanymi przełomem lat 80. i 90. XX wieku. Lirycznie Kali również nie zawodzi, cudownie pisząc o różnorodnych obliczach tego najsilniejszego ludzkiego uczucia. Myślę, że spokojnie można umiejscowić Uchis wśród współczesnych mistrzów słowa. Tak jak wspomniałem, produkcja Red Moon In Venus jest wyśmienita, w niesamowity sposób budując atmosferę wręcz utopijnego raju pełnego miłosnych doświadczeń. Jedynie czego mi zabrakło to poznanie kolejnego muzycznego oblicza Kali Uchis.

Ze względu na niemalże przesadną spójność Red Moon In Venus, trudno mi było wyróżnić jego realnie mocne i słabe strony. Zdecydowanymi plusami są wspomniane już single. I Wish You Roses natychmiast zapadło mi w pamięć, w przeciwieństwie do Moonlight, choć i ten w końcu zacząłem nucić sobie pod nosem. Nie zmienia to jednak tego, że obie te piosenki idealnie sprawdzają się w roli singli. Pozytywnym zaskoczeniem było Fantasy, które dodało trochę dynamiki całemu krążkowi. Ciekawą kompozycją jest też Endlessly, brzmiąc niczym melodia z niezwykle sensualnej reklamy bliżej nieokreślonego gazowanego napoju z końcówki lat 80. Na ciepłe słowa zasługują też utwory Moral Conscience oraz All Mine, sprawiając mi naprawdę dużo przyjemności podczas ich słuchania.

Red Moon In Venus to z pewnością wyjątkowy kawałek muzyki, niemalże czarując swojego słuchacza. Kali Uchis udowodniła, że ma ogromny talent i umiejętności, dzięki czemu jej muzyka staje się konsekwentnie co raz to lepsza. Już nie mogę się doczekać, aby słuchać tego albumu podczas upojnych, letnich wieczorów. Być może wtedy go w pełni docenię, bo po prostu na to zasługuje.