Ania Karwan prezentuje nową wersję utworu Sen na pogodne dni

Gotowi na nowości od Ani Karwan? Piosenkarka nagrała własną interpretację utworu Beaty Bartelik, Sen na pogodne dni. Posłuchajcie!

Ania Karwan w ostatnich tygodniach miała raczej mało czasu na chwilę wytchnienia. Artystka szykuje się do wydania drugiego w karierze, ale pierwszego w całości autorskiego albumu studyjnego, który do sprzedaży trafi 24 marca. Zanim to się jednak stanie, Ania prezentuje Sen na pogodne dni, czyli romantyczny i ciepły cover utworu Beaty Bartelik. Premiera oryginalnej wersji singla miała miejsce w 1987 roku.

Sen na pogodne dni promuje film Skołowani. Komedia romantyczna, w której w głównych rolach występują Agnieszka Grochowska i Michał Czernecki, pojawi się w kinach już w kwietniu. Jak czytamy w zapowiedziach, jest to historia o notorycznym kłamcy, który zmienia nastawienie pod wpływem przypadkowo spotkanej miłości. 

Ta historia ma coś, co lubię w filmach, jest zabawna, ale momentami wzruszająca, opowiada o ważnych sprawach i dość głęboko wchodzi w bohaterów, nie tracąc komicznego spojrzenia na życie. Znalezienie się w skórze kogoś, kto myśli inaczej, kto łamie stereotyp, przyjęte myślenie i daje z siebie naprawdę dużo, to było bardzo fajne.

Agnieszka Grochowska o roli Julii

Co sądzicie o takiej wersji Snu na pogodne dni? Obejrzycie film?

Wielkie piramidy, rock i osiem gwiazdek, czyli trochę o nowej trasie zespołu Bajm

Zeszły weekend upłynął pod znakiem Bajmu, ponieważ legendarny już zespół zagrał koncerty w Warszawie oraz Krakowie. Nowa trasa nazywa się „Piramidy na niby” i jest powrotem do korzeni i do pierwszych czterech płyt zespołu. Oryginalnie miała ona się odbyć w 2020 roku, jednak pandemia pokrzyżowała nieco plany Beaty i Bajmu. Co się odwlecze to jednak nie uciecze i rockowe brzmienia powróciły z okazji jubileuszu 45-lecia zespołu.

Zarówno warszawska Stodoła (z totalnym sold outem), jak i krakowskie Studio były wypełnione po brzegi ludźmi – i to w dosłownie każdym wieku, ponieważ dało się zauważyć tych najmłodszych, ale również i tych nieco starszych. Koncert zaczął się od „Wyspy Bezludnej”, podczas której Beata „wyszła” z wielkiej, świetlnej piramidy i od razu salę ogarnęły wrzaski, które towarzyszyły piosenkarce przez całe show. I nie ma co się dziwić, bo setlista występu była wymarzona przez wieloletnich fanów. Zacznę pierwsze od największych przebojów zespołu, które pokazały jak legendarna jest to formacja. Gdy wybrzmiały dźwięki „Szklanki Wody” czy „Co mi Panie dasz” salę wypełniła fala aplauzu, ponieważ wszyscy śpiewali z Beatą. Dosłownie wszyscy. Co mnie mega rozczuliło to para staruszków, którzy podczas piosenki „O Tobie” tańczyli w tłumie śpiewających ludzi jakby to był ich pierwszy taniec. A reakcje tłumu były bardzo optymistyczne – krzyki, piski i wiwaty to tylko cześć tego, co działo się na koncertach, jednak Beata przyznała, że Kraków w tej kwestii przebił Warszawę i z tym muszę się zgodzić. Może to przez fakt, że krakowskie Studio jest mniejsze od Stodoły, może to gorączka sobotniej nocy, ale koncert w mieście królów polskich był zdecydowanie czymś magicznym. Widzowie mogli poczuć się jak na spotkaniu twarzą w twarz z artystką, ponieważ Beata słuchała fanów, odpowiadała im – często z przekąsem i lekkim przeklnięciem. Co łączy te dwa miasta to fakt, że ludzie przy piosence „Ściany mają uszy”, która odnosi się do sytuacji w PRL-u, skandowali słynne ośmiogwiazdkowe hasło. Artystka, chociaż przyznała, że z obecną władzą jej na bakier skomentowała sytuacje zachęcając ludzi do pójścia na wybory i zdecydowanie samemu o losach Polski. Wracając jednak do piosenek to muszę powiedzieć, że było to spełnienie moich bajmowych marzeń. Na powiedzmy „zwyczajnych” koncertach Beata zawsze śpiewa the best of piosenek z katalogu Bajmu i ze swojej solowej kariery, więc usłyszeć na żywo trochę już zapomniane przez kolejne pokolenia utwory to miód na moje uszy. „Nagie skały”, „Bądź częścią mnie”, „Etna”, „U stóp szklanych gór”, „Dziesięć przykazań” to tylko część tego, co pobudziło największych fanów. Bardzo cieszył mnie też akcent z ostatniej płyty Bajmu, czyli z „Blondynki”, która według mnie jest troszeczkę niedoceniania. Na pewno na wyróżnienie zasługuje „Różowa Kula”, która dla artystki była podróżą do przeszłości i wspomnieniem ojca oraz jego stosunku do jej kariery, a dla mnie piosenką, która wywołała ciarki na całym ciele. Szczególnie serca widowni podbiło wykonanie „OK. OK. Nic nie wiem, nic nie wiem” oraz „Małpa i ja”.  Beata mimo 45 lat na scenie nadal ma pazur i potężny głos co udowodniła w piosence „OK. OK. Nic nie wiem, nic nie wiem”, na której końcówce pokazała zakres swoich możliwości i to, że dalej nie ma sobie równych i dalej wywołuje efekt wow. Tak samo było z teatralnym wykonaniem „Małpa i ja”, która za każdym razem jest troszeczkę inaczej akcentowana przez piosenkarkę co czyni każdy występ z nią wyjątkowy i niepowtarzalny. Na koniec, gdy publiczność domagała się bisu zespół powrócił ze swoimi dwoma największymi hitami, czyli „Józek nie daruje Ci tej nocy” oraz „Biała Armia”, które totalnie porwały wszystkich do zabawy i były swoistą wisienką na torcie.

Chociaż byłem już na wielu koncertach Bajmu to za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu jaką królową sceny jest Beata Kozidrak. Koncerty w Krakowie i Warszawie były niesamowite i wręcz mogę powiedzieć, że trzeba te występy przeżyć co najmniej podwójnie, bo raz to za mało. Wszystko tam grało i interakcja z fanami i piosenki i muzyka i panująca atmosfera. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić to fakt, że w setliście zabrakło piosenki „Diament i sól”, ale to moja mała osobista dygresja. „Piramidy na niby” zagoszczą jeszcze w paru miastach, więc każdy prawdziwy fan, każdy, kto wychował się na tym zespole, ale myślę, że też każdy, kto zna Beatę Kozidrak tylko z jej radiowych przebojów powinien pójść na trasę i przekonać się jak brzmi totalnie rockowy Bajm.

Festiwal w Opolu pod znakiem zapytania?

Po wstrząsającej informacji dotyczącej śmierci nastoletniego Mikołaja ludzie związani z mediami, polityką, czy kulturą rozpoczęli masowy bojkot TVP. Swój głos w tej sprawie zabrał także prezydent Opola, który do tej pory współpracował z telewizją publiczną.

Na swoim profilu w mediach społecznościowych Arkadiusz Wiśniewski napisał:

Bojkot szczujni! Jestem za i apeluje o to m. in. do opolskich polityków opozycji, którzy chętnie i gęsto pojawiają się w redakcji na ul. Szpitalnej. Ja nie chodzę tam od lat i spokojnie mogę dziś spojrzeć w lustro. To nie pierwszy raz kiedy widzimy, że media rządowe szczują na niewinnych ludzi i rozkręcają hejt. Morderstwo prezydenta Gdańska w czasie finału WOśP, wcale nie stało się punktem zwrotnym i nie wywołało refleksji. Czy teraz to sie zmieni? Oby!

fb: Arkadiusz Wiśniewski

Po opublikowaniu tego wpisu mieszkańcy Opola oraz inni obywatele Polski zaczęli się zastanawiać nad tym, czy w Opolu jest jeszcze miejsce na organizację słynnego Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej. Prezydent miasta w odpowiedzi na komentarze internautów napisał, że przestrzeń dla festiwalu może być otwarta w momencie zmiany partii rządzącej podczas jesiennych wyborów. Czy waszym zdaniem bojkot prezydenta Opola realnie przyczyni się do tego, że KFPP nie odbędzie się w tym mieście?

Bebe Rexha prezentuje nowy album. Posłuchajcie „BEBE”

Bebe Rexha właśnie zaprezentowała swój długo wyczekiwany trzeci album studyjny! Krążek, minimalistycznie zatytułowany BEBE, od 28 kwietnia jest dostępny we wszystkich platformach streamingowych. Posłuchajcie!

Ona ma siłę – relacja z Release Party Bovskiej

Wigilię Dnia Kobiet świętowałam w najlepszy możliwy sposób, celebrując premierę nowego albumu Bovskiej – „Dzika”. Artystka zebrała nas w kameralnej przestrzeni warszawskiego klubu Spatif, gdzie nie tylko zagrała wyjątkowy koncert, ale również spotkała się twarzą w twarz z fanami i przyjaciółmi, ciesząc się wspólnie tą niezwykłą chwilą, kiedy po raz pierwszy mogła zaprezentować nowy materiał na żywo.

O trudnościach pandemii (na szczęście) mało kto już pamięta, ale Magda znalazła na scenie moment, aby przez chwilę poczuć wdzięczność za te proste przyjemności, których możemy wspólnie doświadczać. Słuchanie muzyki na żywo, rozmowy przy kieliszku wina, autografy, zdjęcia bez maseczki na twarzy – to wszystko jeszcze rok czy dwa temu było w sferze naszych marzeń, a teraz jest na wyciągnięcie ręki (w dodatku bez gumowej rękawiczki!).

Chwilowy powrót myślami do czasów pandemii mnie nie zdziwił, bo piosenkarka jest znana z tego, że mówi i tworzy rzeczy, które mają znaczenie. Ostatnie nasze spotkanie miało miejsce przy okazji promocji jej krótkometrażowego filmu o kobiecości, a w tym roku w przeddzień Dnia Kobiet Bovska śpiewała między innymi o prawach kobiet, ich różnych obliczach i sprzecznościach, które mają w sobie. To materiał słodko-gorzki, zarówno taneczny, jak i sentymentalny, czasem bardzo silny, a czasem odsłaniający czułe punkty. Interpretacja tych utworów live pokazała, jak odmiennie publiczność reaguje na przeboje typu „Iskry” w porównaniu do ballad typu „Bałtyk”. Świadczy to o niepodważalnych umiejętnościach wokalnych i wszechstronności Magdy, bo na tej płycie naprawdę każda piosenka jest inna.

Album „Dzika” słuchany w całości nie należy do najłatwiejszych w odbiorze. Puszczany w tle właściwie traci sens, bo tu liczy się każde słowo, a melodie nie są ani jednolite, ani monotonne. Podobnie jak dobra, gęsta książka, ta płyta wymaga uwagi, skupienia i otwartości. Co prawda po skończonej lekturze nie mamy odruchu, aby od razu zabrać się za nią ponownie, ale pozostaje z nami jej wartościowa treść i głęboka satysfakcja, że jako nieliczni po nią sięgnęliśmy, do czego gorąco zachęcam.