O’Sullivan: Bycie artystą solowym to jak prowadzenie małej firmy.

O’Sullivanowi przyglądamy się od początku kariery, czyli roku 2020. Porównywany do Cheta Fakera, przykuwa uwagę przede wszystkim melodiami i osobistymi tekstami. Irlanczyk mieszkający w Budapeszcie rzucił karierę medyczną i postawił wszystko na jedną kartę – muzykę. Dziś jego single mają setki tysięcy odsłon na portalach streamingowych. Wiele z nich zawdzięcza słuchaczom z Polski. Wśród nich jest m.in. Dawid Podsiadło, który umieścił singiel O’Sullivana „Little Bird” na jednej ze swoich playlist. 17 marca ukazał się debiutancki album irlandzkiego songwritera, zatytułowany „these are not songs, they are stories”, a my rozmawiamy z artystą tuż po premierze!

Szybko zostałeś doceniony przez polskich fanów. Już debiutancki utwór„Little Bird”, wydany w 2020 spotkał się z bardzo dobrym odbiorem w Polsce. Jak do tego doszło?

Szczerze mówiąc, nie wiem…taka jest muzyka. Pierwszy raz zwróciłem na to uwagę, kiedy zobaczyłem, że Dawid Podsiadło dodał utwór do swojej autorskiej playlisty na Spotify.  Jako artysta po prostu tworzysz coś, co kochasz i wypuszczasz to w świat. Od tego czasu coraz więcej osób z Polski trafia na mój profil i to jest super. To trochę jak wysyłanie małej łódki w morze… nigdy nie wiesz, gdzie zaniosą ją wiatry. Pierwszą solową piosenkę tworzyłem 2 lata, oglądanie jak wypływa w świat było bardzo ekscytujące.

Jak zmieniło się Twoje życie od tamtego czasu? Porzucenie kariery w medycynie dla muzyki brzmi jak bardzo odważny ruch. Miałeś chwile zwątpienia??

Spędziłem wiele lat balansując pomiędzy i próbując łączyć te dwie drogi. Spokój znalazłem dopiero, gdy zdecydowałem się postawić na muzykę. Oczywiście nagle nie miałem też pieniędzy, ale chyba powinienem się tego spodziewać (śmiech). Bycie artystą solowym to jak prowadzenie małej firmy. Zarządzanie promocją, próbami, studiem i pracami artystycznymi…Nie mógłbym robić tego wszystkiego, gdybym prowadził dwa życia w tym samym czasie. Mam pewne żale, oczywiście, jestem typem osoby „nadmiernie myślącej”, ale myślę, że życie jest długie i zawsze chciałam żyć rozdziałami, z różnymi fazami. A ta faza jest teraz dla mnie właściwa, więc jestem szczęśliwy.

Na Twoim albumie nie usłyszymy piosenek, usłyszymy historie. Co miało największy wpływ na brzmienie albumu?

Kocham muzykę indie i staram się podążać za moim głosem serca we wszystkim co robię. Tytuł albumu wziął się stąd, że pisanie piosenek jest sposobem, w jaki przetwarzam lub rozumiem rzeczy w życiu, nie mam nad tym kontroli… a kiedy siadam z gitarą, piosenki przychodzą naprawdę szybko. Są więc jak beknięcia mojego emocjonalnego trawienia (śmiech). Nagrywanie muzyki i tworzenie dźwięku to już inna historia… Myślę, że pracuję naprawdę bardzo powoli i tworzę muzykę raz po raz, czasami w dwóch lub trzech różnych stylach, a potem robię sobie przerwę na kilka tygodni, żeby móc znowu posłuchać i spróbować przyjąć perspektywę słuchacza. Chciałem stworzyć coś, co będzie warte wysłuchania 100 razy… tak, że jeśli jutro potrąci mnie samochód, będę miał poczucie, że stworzyłem coś innego, co mogę przekazać światu.

Wspomnieliśmy, że masz wielu słuchaczy w Polsce, wiem, że planujecie wkrótce zagrać tu koncerty. Czy masz jakieś oczekiwania co do odbioru Twojej muzyki tutaj? Czy kojarzysz jakichś polskich artystów?

Lubię podróżować i żyć z otwartym umysłem, więc nie mam żadnych oczekiwań… ale jestem bardzo podekscytowany, że mogę przyjechać i zobaczyć na żywo to, jak ludzie reagują na moją muzykę, ponieważ wiele osób dotychczas słuchało jej tylko na Spotify itp. Moje doświadczenie z polską muzyką było naprawdę dobre, poznałem kilku artystów na festiwalu w Rumunii i zacząłem słuchać Lor, Oly., Runforrest i kilku innych… Jestem wielkim fanem wspierania muzyki z pobliskich krajów, a jest to naprawdę łatwe, gdy jest ona bardzo dobra. Możliwość doświadczenia sceny muzycznej w Polsce jawi mi się jako naprawdę ekscytująca perspektywa!

Czytaj również