Zespół Iron Maiden zaprezentował światu swoją pierwszą od sześciu lat płytę o enigmatycznym tytule Senjutsu. Czy legenda grupy jest wciąż żywa? Czy muzycy, będący na rynku już od ponad czterdziestu pięciu lat, są w stanie zaskoczyć słuchaczy i stworzyć album, który będzie można nazwać kultowym? Może jednak jest tak, że wraz z upływem czasu magia i charakter przemijają i nadchodzi moment, by zejść ze sceny i wyjść ze studia? Próbuję odpowiedzieć na te pytania w poniższej recenzji najnowszej płyty legendy heavy-metalu.
15 lipca legendarny zespół Iron Maiden wydał swój pierwszy od przeszło sześciu lat singiel, zatytułowany The Writing On The Wall. Początkowo grupa w ogóle nie wspomniała o płycie – oficjalnie projekt został zapowiedziany cztery dni później – siedemnasty album studyjny zespołu, nazwany enigmatycznie Senjutsu, pojawił się na rynku muzycznym w piątek 3 września. Na te trwające ponad osiemdziesiąt minut wydawnictwo trafiło w sumie dziesięć premierowych utworów, spośród których, poza pierwszym singlem, przed premierą poznaliśmy jeszcze jeden – Stratego.
Senjutsu to następca wydanego w 2015 roku, pierwszego w dyskografii grupy dwupłytowego wydawnictwa The Book of Souls. Album powstał w 2019 roku w paryskim Guillaume Tell Studio, podczas przerwy w trasie Legacy of the Beast i przez dwa lata przechowywany był w sejfie tak, aby materiał, ani żadne informacje na jego temat nie wyciekły przedwcześnie do sieci. Najnowszą płytę Iron Maiden sporo łączy z poprzednikiem – również w tym przypadku mamy do czynienia z albumem dwupłytowym, a proces nagraniowy przebiegał w identyczny sposób, czyli poprzez wspólne pisanie i natychmiastowe nagrywanie piosenek na żywo w studio.
Po ogłoszeniu informacji o premierze płyty, wielu zadawało sobie pytanie, co konkretnie oznacza jej tytuł. Zwrot Senjutsu pochodzi z języka japońskiego i oznacza “taktykę, strategię”. Motyw kultury japońskiej towarzyszy całej oprawie wizualnej albumu – na okładce znajduje się Eddie, czyli kultowa maskotka Iron Maiden, który ma na sobie samurajską zbroję. Również tytuł pojawia się tu w dwóch wersjach – anglojęzycznej, pisanej czcionką, przypominającą japońskie znaki oraz po prawej stronie Eddiego, już pisownią japońską. Odniesienia do kultury dalekiego wschodu występują także w animacjach do utworów The Writing Of The Wall i Senjutsu oraz na okładce singla Stratego. Ta spójność w bardzo konkretnym odniesieniu kulturowym, może przywodzić na myśl album Powerslave, w przypadku którego tematem wiodącym był starożytny Egipt. Motyw wojownika na okładce Senjutsu nie wydaje się być przypadkowy – choć nie mamy tu do czynienia z koncept albumem, to jednak temat wojny, bitew przewija się zarówno w tekstach, jak i w muzyce przez cały projekt.
Beat the warning the sound of the drums.
Otwierający album, tytułowy utwór, którego podstawę stanowi niepokojąca, przypominająca swym rytmem galop perkusja, to tajemnicze wprowadzenie w taktykę, jaką zespół przyjął na najnowszej płycie. Kawałek zdecydowanie intryguje, bo nie brzmi jak coś, co natychmiast kojarzymy ze stylem Iron Maiden. Mając więc z tyłu głowy słowa Bruce’a Dickinsona, że rzeczywiście, na projekcie znajdą się kompozycje, które zaskoczą nawet tych najwierniejszych fanów, natychmiast pojawia się zaciekawienie, co czeka nas dalej. Równie intrygujący jak warstwa muzyczna jest tekst kawałka – to swoisty opis tytułowej taktyki, która, wyśpiewywana nieco złowieszczym głosem Dickinsona, nabiera autentyczności. Perkusja odgrywa duże znaczenie także w Lost In A Lost World. Kompozycję otwiera wspaniałe intro gitary akustycznej, jeszcze bardziej nietypowo robi się, gdy wchodzi śpiew, który zupełnie nie brzmi jak głos Bruce’a. Gdy słuchaczowi wydaje się, że ponownie ma do czynienia z utworem akustycznym w stylu Journeyman, wchodzi energiczna, ostra gitara i wspominane bębny.
Po taktyce dostajemy strategię. Stratego natychmiast wbija się do głowy, a wszystko to za sprawą genialnego połączenia perkusji i basu, których rytm nadaje numerowi prawdziwie heavy-metalowe brzmienie – to jest właśnie to, z czego znamy „Żelazną Dziewicę”! Co ciekawe, przy kolejnym słuchaniu przypomniał mi nieco charakterystyczny riff, który słychać w piosence Barracuda grupy Heart i myślami odesłał do numeru tytułowego z kultowego już albumu Powerslave. Najmocniejszą stroną Stratego jest właśnie świetna muzyka, głos Bruce’a brzmi dobrze, ale znika w obliczu tego perkusyjno-basowego przywództwa. Co ciekawe, słychać tu dwa refreny, dzięki którym piosenka szybko zapada w pamięć – świetny wybór na singiel, za każdym razem, gdy słyszę ten numer w radio mam gęsią skórkę.
The Writing On The Wall zaczyna się gitarą, która trochę przypomina latynoskie dźwięki i mimo mocniejszego brzmienia, w całości utworu słychać nietypowy jak na Iron Maiden, country-folkowy styl. O tym, że naprawdę mamy do czynienia z kompozycją zespołu przekonujemy się ostatecznie, kiedy do gry wchodzi, nadal ostry, głos Dickinsona. Numer uświetnia niesamowita, trwająca prawie dwie minuty solówka, powiedziałabym, że jedna z najlepszych zespołu – to w niej tkwi cała magia tej piosenki, chociaż znowu, trudno nie nucić sobie frazy:
Have you seen the writing on the wall?
Have you seen that writing?
Can you see the riders on the storm?
can you see them riding?
W całym tekście aż roi się od biblijnych odniesień, co natychmiast odsyła np. do płyty The Number of the Beast, na której to właśnie tematyka religijna była główną osią tekstów piosenek. Nie można zapomnieć także o świetnej animacji, która powstała specjalnie dla tej piosenki – krótki film zrealizowano we współpracy z dwoma nagradzanymi, byłymi już dyrektorami Pixar i wieloletnimi fanami Iron Maiden, Markiem Andrewsem i Andrew Gordonem. W projekt zaangażowane było także londyńskie studio animacji BlinkInk z reżyserem Nicosem Livesey na czele, a autorem całego pomysłu jest sam Bruce Dickinson.
Days Of Future Past to typowe brzmienie Iron Maiden – słuchając go, do głowy przychodzi ogromną ilość tytułów z poprzednich płyt zespołów. Może właśnie dlatego, mimo świetnego rytmu i wciągającej solówki, nieco zawodzi – nie znaczy to oczywiście, że jest to zły utwór – raczej chodzi o jego przewidywalność, która dla jednych będzie ogromną zaletą, dla drugich zaś wadą. Jest to też najkrótszy utwór na płycie i choćby także ze względu na to przywodzi na myśl pierwsze dokonania zespołu, zwłaszcza z czasów, gdy Dickinson dołączył do grupy. Równie rozczarowująco wypada otwierający płytę numer 2 Darkest Hour. Utwór jest dla mnie z jednej strony zbyt przytłaczający, z drugiej zaś nieco nudny – może lepiej sprawdziłby się, gdyby umieszczono go w środku tracklisty, po piosence otwierającej spodziewałam się czegoś zdecydowanie mocniejszego.
Zamykający pierwszą płytę utwór The Time Machine rozpoczyna wspaniałe gitarowe intro, przywodzące na myśl klasyczne rockowe brzmienie – tego typu eksperymenty zaczęły pojawiać się na albumach grupy mniej więcej od Somewhere in Time i zawsze wypadały i wypadają świetnie. Panowie mają taką wyjątkową umiejętność łączenia swojego typowego, heavy-metalowego brzmienia z innymi gatunkami, co zawsze nadaje im utworom wyjątkowości. Riff, który pojawia się około 3 minuty to jeden z najlepszych momentów na płycie – energetyczny, ma szansę stać się jednym z tych klasycznych, tak samo jak niesamowita solówka. Średnio natomiast trafia do mnie śpiew – o ile refreny brzmią całkiem w porządku, o tyle w przypadku zwrotek cała moja uwaga skupiała się na muzyce i na świetnym tekście. Narratorem w tej opowieści jest człowiek, posiadacz tytułowego wehikułu czasu, który opisuje to, co przeżył i widział w swoim życiu, czego jednak nikt z nas nie jest w stanie sobie wyobrazić – zdecydowanie najlepsza liryka z całego albumu.
Trzy ostatnie utwory z płyty to kompozycje Steve’a Harrisa, trwające kolejno ponad dziesięć, dwanaście i jedenaście minut. Nie da się ukryć, że mamy tu do czynienia z przepięknymi muzycznymi pieśniami, które stanowią jedyny w swoim rodzaju pokaz umiejętności twórczych lidera i basisty zespołu. Te muzyczne intro w Death Of The Celts nadaje piosence znamiona majestatyczności, śpiewu jest tu na tyle mało, że jedyne skojarzenia będą kierować słuchacza ku instrumentalnym utworom (także autorstwa Harrisa) z najlepszych płyt zespołu, jak chociażby Losfer Words (Big 'Orra) z Powerslave. The Parchment zaczyna się bardzo niewinnie, by nagle zaskoczyć słuchacza huknięciem gitary, przy którym serce podchodzi do gardła. Świetny kawałek, za każdym razem gdy go słucham staje mi przed oczami scena, w której to dwie armie początkowo stoją naprzeciwko siebie, by w końcu zaatakować. Idealnie pasują mi tu słowa Bruce’a, które padły podczas wywiadu dla Apple Music:
Naprawdę musisz uważać na tą piosenkę, zwłaszcza jeśli jesteś jedną z tych osób, które zamierzają słuchać jej na słuchawkach. To jak prawdziwa procesja. Koniec utworu brzmi jak powrót cesarza czy syna marnotrawnego do domu po długiej podróży. Cała środkowa część jest za to absolutnie hipnotyzująca.
skomentował utwór The Parchment Bruce Dickinson.
The Parchment to także bardzo złożony i trudny w warstwie muzycznej utwór. Może to właśnie jego nieoczywistość, zawiłości, jakie w sobie kryje powodują, że jest tak świetny – najlepszy utwór z całej płyty. Jego epicka końcówka, o której wspomina Bruce płynnie przechodzi w Hell On Earth. Utwór ten stanowi klamrę muzycznego tryptyku – porywający, świetnie łączy gitary z partiami wokalnymi. Spokojne outro to najpiękniejsze zamknięcie albumu, jakie można sobie wymarzyć.
Myśląc o Senjutsu jako całości, wydawnictwo to zdecydowanie plasuje się wśród najlepszych albumów “Żelaznej Dziewicy” z Powerslave i Seventh Son of a Seventh Son na czele. Płyta wypada także zdecydowanie lepiej od swojego poprzednika, głównie ze względu na jednolitość, świetne teksty i niesamowite riffy, które mają szansę przejść do historii muzyki. Senjutsu to mroczna płyta, czuć na niej nastrój wojny, niemal toczącej się przez ponad 80 minut muzycznej bitwy. Steve Harris jako główny autor i muzyki i tekstów wspiął się tu na wyżyny swoich umiejętności i kreatywności, tworząc jedne z najlepszych kompozycji w całej dyskografii zespołu. Głos Bruce’a, który jest w świetnej formie, brzmi dobrze, ale nie jest to ten charakterystyczny, heavy-metalowo-operowy śpiew, jaki znamy z pierwszych płyt – wspomina o tym sam zainteresowany, zwracając uwagę, iż przebyty nowotwór gardła mocno wpłynął na jego struny głosowe. Dickinson uważa jednak, że na dobre, a jego śpiew brzmi teraz bardziej dojrzale i twardo i nie da się ukryć, że świetnie pasuje do ciężkiego charakteru Senjutsu. Jako fankę bardzo cieszy mnie fakt, że zespół, który jest na scenie już od ponad czterdziestu pięciu lat, nadal jest kreatywny, tworzy album, który brzmi tak świeżo, ma wiele do zaoferowania i jest w stanie naprawdę zainteresować słuchacza. Heavy-metalowe brzmienie w najlepszym wydaniu.
- Data premiery: 03 09 2021
- Single: The Writing Of The Wall, Stratego
