Początkiem miesiąca, do sklepów muzycznych trafiło drugie dzieło autorstwa toruńskiego zespołu Organek. Panowie nie tracąc czasu wyruszyli w trasę koncertową promującą wyżej wspomniane wydawnictwo. Jednym z przystanków był Rzeszów.
W sobotę (tj. 26.11) zespół Organek wystąpił w Rzeszowie, a ściśle mówiąc – w klubie muzycznym Life House. Cały koncert rozpoczął się po godzinie 20:00. Na scenie pojawili się odpowiednio: Tomasz Organek, Adam Staszewski, Robert Markiewicz oraz Tomasz Lewandowski. Panowie od razu zaczęli swój koncert z grubej rury. Jako pierwsza z głośników poleciała Introdukcja z najnowszej płyty Czarna Madonna. Warto tutaj również wspomnieć, że koncert był niejako podzielony na dwie części: szybką, rock’n’rollową oraz spokojniejszą, bardziej liryczną.
To właśnie początek koncertu można zaliczyć do tej pierwszej kategorii. Po genialnie wykonanej Introdukcji przyszedł czas na kolejny materiał z najnowszego longplaya. Mocne Rilke, które na żywo brzmi jeszcze lepiej niż na płycie. Genialnie wykonana Wiosna w akompaniamencie całej publiczności. Był ogień. A pro po ognia… pierwszy singiel z drugiej płyty też był! I to aż dwa razy! Wykonanie Mississippi w ogniu rozwaliło system. Z nowego materiału mogliśmy usłyszeć także kompozycje HDKD oraz Ki Czort. Obie zostały zapowiedziane przez Tomasza. Później grupa zaprezentowała te wolniejsze piosenki (z nowej płyty – Ultimo oraz kończąca koncert Czarna Madonna). Zdecydowanie prym wiodły spokojne ballady okraszone emocjonalnym przekazem. Nie zabrakło również piosenek z debiutu grupy. Kate Moss, Głupi ja, Dziewczyna Śmierć, Nie lubię, Italiano, O, Matko! czy Kings of Parasites rozgrzały publiczność i pozwoliły na aktywniejsze uczestnictwo w koncercie.
No właśnie… publiczność. Początkowo niechętna, trochę tak jakby wycofana, przy trzeciej piosence w całości kupiona przez Organka. Cudownie było patrzeć, gdy ludzie jak zahipnotyzowani ruszali się, tańczyli w rytm piosenek wykonywanych przez zespół. Nie da się ukryć, że Organek ma w sobie to coś, co pozwoliło mu zawładnąć publiką, egzekwować od niej pewne zachowania (jak chociażby prozaiczne klaskanie czy uniesienie rąk w górę). Przyznam szczerze, że na początku nic nie zapowiadało tak cudownej imprezy, bo publiczność była po prostu… drętwa. Jednak w miarę upływu koncertu było coraz lepiej, a gdy podczas bisu ludzie ciągle wywoływali zespół było już wiadome, że wszystko poszło zgodnie z planem.
Wokal Tomasza jak zwykle był bez zarzutów. Modelował swój głos tak jak chciał, pokazał, że jest pod tym kątem wszechstronnym wokalistą. Słuchało się go bardzo dobrze, niejednokrotnie także zaskakiwał wymyślnymi wstawkami czy nuceniem. Na pewno takie zabiegi dodały dynamiki występowi. A skromność i zarazem pewność siebie, która biła od artystów była wręcz urzekająca. Bez problemu rozbujali widownie. Osobiście zaskoczyło mnie również wykonanie aż czterech piosenek na bis.
Organek bez dwóch zdań na żywo daje po garach. To słychać i czuć, że zespół dał z siebie wszystko. Genialne solówki poszczególnych członków grupy zwyczajnie wprawiły mnie w osłupienie. Nowy materiał zabrzmiał wręcz rewelacyjnie. Pomimo, że to mój trzeci koncert Organka, to z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że za każdym razem bawiłam się przednio. Tak też było tym razem, dlatego też, jeżeli jeszcze się zastanawiacie czy warto wybrać się na ich koncert to nie wahajcie się ani chwili.

