Kilka dni temu polskie media obiegła informacja, że Orange Warsaw Festival zmienia swojego organizatora. Jednocześnie firma Orange została również głównym sponsorem Open’er Festival. Dziś oba festiwale mają zarówno tego samego organizatora jak i tego samego sponsora. Jaka jest więc przyszłość polskich festiwali?
Zacznijmy jednak od początku. Mamy pierwszy grudnia 2014 roku. Ówcześni organizatorzy Orange Warsaw Festival zapowiadają przyszłoroczny festiwal publikując nazwę pierwszego headlinera. Została nim znana na całym świecie grupa Muse. Dołączyła ona zatem do ogłoszonych tego dnia The Chemical Brothers, Asking Alexandria, Kadebostany i Meli Koteluk. Ogłoszenie, jak się mogło wówczas było bardzo obiecujące. Organizatorzy obiecali wówczas, że jest to pierwszy headliner, a już wkrótce zapowiedzą kolejne, wielkie gwiazdy. W tym samym czasie każdy z nas robił sobie wielkie nadzieje, że z tygodnia na tydzień zapowiadani zostaną artyści, o których marzymy. Niespodzianek jednak nie było i skończyło się na… zapowiadaniu. Później było już tylko gorzej. Wcześniej zapowiadani artyści dostali nagle łatkę „headlinerów”, a szalę goryczy przelało równie gwałtowne obniżenie cen biletów. Ci, którzy zakupili je wcześniej, czuli po prostu żal i rozczarowanie. To tak jakby organizatorzy pokazali im środkowy palec. Ale nie o tym.
Cała ta sytuacja sprawiła, że wielu festiwalomaniaków odwróciło się od warszawskiego wydarzenia. W mediach natomiast pojawiły się spekulacje, że w 2016 roku festiwal w ogóle się nie odbędzie. Cała ta sytuacja nakręcona została tak naprawę przez firmę Rochstar Events, która nota bene jest teraz w chwili w procesie tzw. upadłości układowej z powodu zadłużenia na kwotę 20 milionów złotych. Jest to związane z przejściowymi, jak sami nam tłumaczą, problemami w regulowaniu bieżących płatności. Ma to na celu zaspokojenie roszczeń wierzycieli oraz opracowanie planu naprawczego spółki. Organizatorzy bronili się jednak, że mimo tego są w stanie zorganizować takie wydarzenie i nie wpływa to na ich przedsięwzięcia. Z całą pewnością jednak już wtedy było wiadomo, że Rochstar Events nie zorganizuje kolejnej edycji festiwalu z wielu powodów. Po pierwsze poprzednia edycja to kompletna klapa, na którą ten festiwal nie mógł sobie po raz kolejny pozwolić. Wydarzenie straciło swoją renomę przez jeden rok i stał się podrzędnym skupiskiem gwiazdek mniejszych… i jeszcze mniejszych. Nie pomagała również ubiegłoroczna edycja Open’er Festival, która mimo drogich biletów, sprowadziła do Gdyni mnóstwo ludzi i wiele znaczących gwiazd muzyki. Tak właśnie robi się festiwale na skalę europejską, ale i światową.
Kilka dni temu natomiast polskie festiwale przeszła niemała rewolucja. Na profilu Orange Warsaw Festival pojawiła się informacja, że nowym organizatorem wydarzenia została firma… Alter Art. Tak, to ta, która organizuje największe festiwale w Polsce. W Polsce mamy więc od teraz trójpodział festiwalowy dzielący się na Open’er Festival, Orange Warsaw Festival i Live Music Festival, a pieczę nad nimi wszystkimi od tej pory odpowiada ekipa Mikołaja Ziółkowskiego. Zaskakujące? Nie. Dodatkowo firma Orange została również sponsorem gdyńskiego festiwalu, dzięki czemu zyskała nową nazwę – Open’er Festival Powered by Orange.
Otwieramy nowy etap rozwoju festiwali muzycznych w Polsce. Alter Art będzie organizował kolejną edycję Orange Warsaw Festival – największego miejskiego festiwalu, a Orange staje się głównym sponsorem Open’er Festival – od lat najważniejszego letniego festiwalu w naszym kraju. Współpraca Alter Art jako promotora i Orange jako sponsora to połączenie sił dwóch liderów rynku muzycznego w Polsce. Jestem przekonany, że pozwoli nam to budować jeszcze lepsze festiwale, obydwie imprezy dostaną dodatkową energię do rozwoju, będą wobec siebie komplementarne, a fani dzięki tej współpracy będą mieli jeszcze lepszą i szerszą ofertę muzyczną – dodaje.
Z całą pewnością można powiedzieć teraz, że przyszłoroczna edycja rozpoczyna nowy rozdział w historii Orange Warsaw Festival. W czym to się może jednak przejawiać? Firma Alter Art Mikołaja Ziółkowskiego to marka sama w sobie. To ona od lat sprowadza najważniejsze gwiazdy muzyki na świecie. To ona sprowadza do naszego kraju artystów, którzy występują u nas pierwszy raz. Jeśli dodamy do tego sponsora, jakim jest Orange, możemy mieć doborowy skład organizacyjny. Jak będzie? O tym będziemy się dowiadywać w najbliższych tygodniach, kiedy to mają zostać ogłaszane pierwsze gwiazdy festiwalu.
Spójrzmy jednak na dotychczas ogłoszone gwiazdy na Open’er Festival. Widzimy tu Florence + the Machine, Red Hot Chilli Peppers, Wiza Khalifę, Dawida Podsiadło, Beirut i Sigur Rós. Chyba najbardziej mainstreamowym zespołem okazuje się tu Florence ze swoimi maszynami oraz Dawid Podsiadło, który mimo wkroczenia do świata fleszy i reflektorów, dalej tworzy muzykę dla wymagającego słuchacza. To pokazuje nam pewną tendencję. Wydaje się, że przyszłoroczna edycja obfitować będzie w wielkie nazwiska artystów, którzy raczej z światem mainstreamu mają mało do czynienia. To może (ale nie musi) pokazywać w jakim kierunku pójdzie warszawski festiwal. Będzie to zapewne festiwal miejski z dużą dozą tego, co jest akurat modne. Nie zdziwiłbym się, gdyby do składu dołączyli John Newman, MØ, Bring Me the Horizon, Kodaline, Naughty Boy czy choćby Sam Smith. A może Azealia Banks, BOOTS czy chociażby zaskakująca ostatnio Willow? Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że artyści ci pasują również do składu gdyńskiego festiwalu. Więcej tu gdybania niż pewności. A może festiwal postawi na jakość, a nie ilość? Może na ten festiwal będą przyjeżdżać gwiazdy, które w Polsce jeszcze nie były, albo takie które rzadko do nas wracają? To byłaby dobra tendencja, bo któż z nas z wypiekami na twarzy chce czekać na ogłoszenia w radiowej Trójce i słyszeć po raz kolejny Ellę Eyre, Jessie Ware, Linkin Park, Thirty Seconds to Mars czy Florence the Machine. Pewnie wielu, ale jaki jest sens ciągle tych samych nazwisk, skoro w Polsce tyle gwiazd jeszcze nie było? Odgrzewane kotlety są modne, ale do czasu. Do chwili kiedy nie będą serwowane przez wszystkie festiwale rok rocznie. Do momentu, aż nam się nie znudzą.
Pewnego rodzaju monopol na mapie festiwali w Polsce budzić może też mały niepokój. Spodziewajmy się zatem, że ceny biletów mogą wzrosnąć. Stosunkowo tani Orange Warsaw Festival, może stać się o wiele droższy. Gdy gwiazdy będą sensowne i takie, na które każdy czeka – będzie to uzasadnione. Gorzej jednak, gdy cena nie będzie równać się temu co zobaczymy na scenie. O tym przekonamy się zapewne w najbliższych kilku tygodniach. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na ogłoszenia gwiazd, o których marzę z wypiekami na twarzy.



