Open’er Festival, dzień drugi – relacja Łukasza Jaćkiewicza

Pod relacji z dnia pierwszego, dziś czas przyszedł na kolejny. Drugiego dnia obecni byliśmy na MGMT, MØ, Pearl Jam, Bokka, Rasmentalism i Rudimental.

Drugi dzień gdyńskiego Open’era rozpoczął się dla mnie wraz z występem grupy MGMT na Open’er Stage. Od samego początku nastawiony byłem na kilka kultowych już utworów i to, co grają obecnie. Niestety, nie do końca rozumiem ich występ na tej akurat scenie. To, co grają nie jest jakoś spektakularnie nieziemskie. Oczywiście mają dobre momenty, przy których ludzie się bawili, tańczyli i skakali. Są nimi takie utwory jak Kids, Time to Pretend czy Electric Feels. Reszta jednak wypada dość średnio, żeby nie powiedzieć przeciętnie. Ludzie wokół mnie stali, pisali sms-y, czasami ziewali. Ich muzyka jest zbyt chilloutowa, żeby pobudzić gdyńską publiczność i dobrze wprowadzić ją do kolejnych koncertów.

Post użytkownika Open`er Festival.

Znużony koncertem MGMT, wkroczyłem szybko na Here & Now Stage, gdzie swój pierwszy koncert w naszym kraju miała zagrać duńska wokalistka MØ. Ubrana w zwykłą koszulkę i spódnicę „bokserską” sprawiła, że wszyscy obecni wpadli w trans, którym nas zaraziła. Niejednokrotnie dało się odczuć, że to ona właśnie zasłużyła na główną scenę. Ba! Sama wokalistka była chyba zaskoczona tak dobrym odbiorem jej utworów. Trzeba również przyznać, że to co na jej płycie słychać, nie oddaje klimatu koncertu. chyba pół występu spędziła z nami przy barierkach, widać było po niej, że nasza publiczność dawała radę. To co w niej intrygującego, to jej głos. posiada bardzo klarowną barwę, dźwięczną do tego stopnia, że najprostsze frazy brzmią magicznie. W każdej piosence jest wyjątkowa, każda posiadała aranż, który zapraszał nas do zabawy, tańczenia i podskakiwania. Widać było, że ma dużo fanów w naszym kraju. Od pierwszych dźwięków, dużo ludzi zaczęło z nią śpiewać. Koncert  sprawił, że nic do końca nie było już inne. Idąc na kolejne koncerty, w pamięci miałem niesamowitą energię, którą nam dała. I bis, którym nas uraczyła MØ – wracaj do nas szybko!

Drugim zespołem na głównej scenie było wyczekiwane przez wielu Pearl Jam. Pod sceną zgromadziło się tylu ludzi, że zdecydowałem się obejrzeć fragment tego koncertu z naszego budynku mediowego. Nie jest to do końca mój klimat, a i zespół średnio mi wpasował się w klimat festiwalu. Trzeba jednak przyznać, że dali radę. Mimo długiego stażu muzycznego, wciąż nie ustępują młodszym i wciąż mają energię (może mniejszą, ale wciąż jednak ją mają). Ja postanowiłem jednak wybrać się na bardzo oddalony Tent Stage, gdzie swój koncert miał dać projekt Bokka. Czekałem na ten występ długo, nigdy nie grali w mojej okolicy, toteż musiałem być cierpliwy. W końcu się doczekałem! To co o nich piszą w mediach, o tym co robią – to sama prawda. Od samego początku ludzie stali się jakby wyznawcami Bokki, a świetne wizualizacje i gra świateł, sprawiły tylko, że zespół stał się jeszcze bardziej tajemniczy niż dotychczas. Zagrali oczywiście swoje piosenki z debiutanckiej płyty, jeden utwór z poza niej, oraz premierowo nową piosenką, która koncertowo wypada świetnie. Zarówno wokalistka jak i reszta zespołu ani na chwilę nie dali nam do zrozumienia, że jesteśmy gorsi, bo nie poszliśmy na Pearl Jam. Mało tego, energia była tak duża, że bez wątpienia był to koncert wart uwagi. Z maską czy bez, mogliby podbijać światowe festiwale i nie było by czuć, że są z Polski. Bokka, jestem na tak!

Post użytkownika Open`er Festival.

W drodze na Rudimental zahaczyłem na Here & Now Stage. Występował tam projekt Rasmentalism, czyli kolejna odsłona hip hopu na tym festiwalu. To co jednak wyróżnia go z tłumu innych, to świetne podkłady. Nie są one zbudowane na jednym prostym bicie, są różnorodne. Cieszy mnie kwartet smyczkowy, puzonista czy saksofonista. Hip Hop w takim wydaniu zyskuje wiele, a sam raper bawił się z nami równo. Co prawda nie zebrał pod sceną ogromnej liczby słuchaczy, ale Ci co się pojawili, sprawili, że było warto. Wytrwałem prawie do końca i dałem się ponieść niesionej przez niego energii. Ale w myślach miałem już zespół Rudimental…

To właśnie ten zespół był jednym z moich faworytów tego dnia. Od samego początku sprawili, że było warto na nich zostać. Połączenie soulu, R&B, funku, drum and bassu i  pewnego chaosu, sprawiło, że było to coś wyjątkowego. Oczywiście zespół wystąpił z wokalistami i wokalistkami, których bliżej nie znamy, z tą jednak różnicą, że brzmieli oni równie niesamowicie jak na płycie. Podczas koncertu usłyszeliśmy składankę piosenek z ich debiutanckiego krążka. Bujaliśmy się zatem przy Waiting All Night (na żywo brzmi jeszcze lepiej niż na CD), Free, Powerless czy Not Givin In. Koncert Rudimentalu był znakomitym zakończeniem drugiego dnia festiwalu, teraz tylko parę godzin snu i ruszamy na trzeci dzień Open’era!

Post użytkownika Open`er Festival.

Post użytkownika Open`er Festival.

Czytaj również