Oldschool w stolicy, czyli koncert Kuby Badacha w warszawskiej Romie. Relacja Dominiki Mrówczyńskiej

Oldschool – tak właśnie zatytułowany jest pierwszy solowy album Kuby Badacha. Samą postać już nie raz mogliśmy spotkać na wielu scenach, w wielu projektach, jednak to właśnie teraz artysta prezentuje się nam w solowej propozycji. W poniedziałkowy wieczór w warszawskim Teatrze Roma Kuba Badach zagrał dwa koncerty. Dlaczego? Ponieważ i tak na każdym z nich pojawił się komplet publiczności, a materiał z krążka (i nie tylko) wybrzmiał dwukrotnie. Dwukrotnie i przede wszystkim idealnie. 

Zanim jednak na scenie zobaczyliśmy samego artystę, przez krótką chwilę zdążyła się nam zaprezentować grupa Linia Nocna. Duet, zaznaczając że występuje przed swoim idolem, idealnie wprowadził nas w nastrój gwiazdy wieczoru. Kilka utworów, które pojawiły się podczas występu supportu dały jednoznaczny wynik, iż wokal jaki mogliśmy wysłuchać jest nietuzinkowy oraz bardzo dobrze wypracowany, a dźwięki jakie pojawiały się w tle idealnie go dopełniły.

Kilka chwil odpoczynku i na scenę wkroczyła armia muzyków, na czelę z samym Kubą Badachem. Dlaczego armia? Nie był to zespół składający się z dwóch, czy trzech muzyków. Obok Kuby stanęło 6, niezwykle utalentowanych artystów. Potwierdzali to w każdym rozdziale rozpoczynającym nowy utwór. Dobrym przykładem są wszystkie solówki saksofonowe wykonane przez Macieja Kocińskiego, czy solo basu autorstwa Michała Barańskiego. Jednak to przede wszystkim Jacek Piskorz (fortepian) i Robert Luty (perkusja) potrafili wprowadzić publiczność w ten niesamowity nastrój.

ALE! Ten koncert nie byłby tym samym, jeśli wysłuchalibyśmy jedynie wersji instrumentalnej. Wokal Kuby Badacha jest niepodważalnie jednym z najlepszych w Polsce. To właśnie ten głos potrafi wprowadzić nas w radosny, a czasem melancholijny nastrój. Pierwsza część koncertu wypełniona była zdecydowanie tą druga częścią brzmienia wokalu. Wtedy też pojawił się utwór, który potrafił wyciszyć całą salę – Wall Of Kindness. Historia listu ojca do syna, jaka pojawia się w tekście (autorstwa Aleksandry Kwaśniewskiej), otoczona delikatną muzyką i płomiennym światłem była najlepszym wykonaniem tego wieczoru. Jednak koncerty w ramach trasy Oldschool to też wiele zabawy, co Kuba potrafił potwierdzić zarówno muzyką, jak i opowiadaniami, które mogliśmy posłuchać przy zapowiedziach wielu utworów. Tak to na przykład utwór Gdyby Nie Ty, miał trafić na festiwal w Sopocie już w 2006 roku, jednak dobrze, że tam nie trafił. Natomiast kompozycja Cześć inspirowana była wiarą w spotkanie drugiej połówki na osiedlu, poprzez wspólną miłość do sprzątania. Jak wskazuje tytuł trasy, nie zabrakło również klimatów disco w utworach takich jak Jestem Kimś czy So Sorry.

Co warto zaznaczyć – koncert Kuby Badacha jest przede wszystkim kawałkiem dobrej muzycznej roboty, za którą odpowiada cały band. Wartością dodaną jest fakt, że nie jest to tylko kwestia muzyczna. Ilość zabawy, prezentowana poprzez ironię, czy ciekawe historie, pozwoliła na to, aby występ stał się idealnie wypełnioną całością. Podsumowując – chylę czoła każdej osobie, która ma wkład w ten niezwykły koncert, bo to właśnie wspólna praca, która została tam ukazana, prowadzi do perfekcjonizmu.

Czytaj również