of Montreal – Aureate Gloom (2015), recenzja Kacpra Rogalewskiego

Kariera zespołu of Montreal bywała przewrotna i pełna niespodzianek. Dyskografię tego zespołu można porównać do ogromnej sinusoidy. Bywały albumy przeciętne oraz takie, które na zawsze pozostaną w kartach historii popu psychodelicznego. Zespół of Montreal zdecydowanie nie posiada już miana debiutanta. Bowiem na początku marca 2015 r. ukazał się już trzynasty album tej  grupy. Album myślę, że wyjątkowy bo idealnie wpasowany w oczekiwania słuchacza tego gatunku muzyki.

Panowie, z małego miasteczka Athens w stanie Georgia, nigdy nie zrezygnowali z próby rozbawienia odbiorcy. Muzyka tego zespołu jest niezwykle radosna, a sama kapela nigdy nie wychodzi poza sferę wiecznego optymizmu. Satyryczna twarz zespołu przejawia się najczęściej podczas trasy koncertowej. Kevin Barnes (frontman of Montreal) nie raz zaskakiwał widza wykonując utwór w skąpym oraz kolorowym stroju. Zwykle tego typu zagrywki automatycznie mnie odrzucają. Jednak w przypadku of Montreal wszystkie wybryki zespołu są po prostu spójne z ich muzyką. Być może niektórzy mogą to uznać za zbyt infantylne czy przekoloryzowane. Na szczęście wszystkie kontrowersje płynące z wizerunku tych artystów nie wpływają na wartość ich muzyki.

Moje pierwsze spotkanie z albumem pt. Aureate Gloom było kompletnie przypadkowe. Pewnego wieczoru odtworzyłem jedną z kompozycji z tego albumu. Przyznam się, że początkowo muzyka ta była dla mnie kompletnie obojętna. Uznałem, że jest to po prostu kolejne dzieło psychodelicznej alternatywy. Wydawało mi się, że album niczym się nie wyróżnia. Jednak kilka dni po tym postanowiłem dać szansę Aureate Gloom i przesłuchać album w całości. Moje opinia na temat nowego wydawnictwa of Montreal zmieniła się diametralnie. Dlaczego? Album jest niezwykle spójny. Żaden z utworów nie pojawia się na Aurate Gloom przypadkowo. Zespół of Montreal za pomocą 10 piosenek przedstawia nam pełną opowieść.

Krążek Aureate Gloom jest bardzo bogaty pod względem instrumentalnym. Utwory zaprezentowane na tej płycie są głównie oparte na stałych riffach gitarowych. Zespół zgodnie z założeniami swoją muzykę opiera na wielu elementach muzyki lat 80. Można odnieść wrażenie, że te dwa światy są nie do połączenia. of Montreal pokazuje nam jak w wspaniały sposób połączyć oba bieguny muzyczne.

Album otwierają dwie bardzo żywe kompozycje: Bassem Sabry oraz Last Rites At The Jane Hotel. Myślę, że są to utwory idealnie wpisane w definicje klasycznego popu psychodelicznego. Piosenki są oparte na podobnych chwytach gitarowych. W obu utworach docenić można przede wszystkim śpiew Kevina Barnesa. Artysta ten świetnie sobie radzi z wysokimi dźwiękami. Zdecydowanie otwierające album utwory spełniają swoją funkcje czyli przekonują słuchacza do pozostania z dźwiękami of Montreal. Świetnie brzmiące rockowe motywy pojawiają się także w następnych utworach: Chtonian Dirge For Uruk the Other oraz Apollyon Of Blue Room. Pierwszy z nich to zdecydowanie najmocniejszy utwór z całej płyty.

Utrzymaną koncepcje poprzednich utworów łamie kompozycja pt. Empyrean Abbattoir. Of Montreal zaskakująca odchodzi od rockowych gitar stawiając na stały bit perkusji oraz basu. Jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych utworów na płycie. Niewątpliwie można zauważyc podobieństwo tego utworu do twórczości młodszych kolegów of Montreal czyli Vampire Weekend. Bratem tej kompozycji jest utwór Virgilian Lots. Ten kawałek to kolejna bomba, którą serwuje nam of Montreal. W tym utworze najwyraźniej widać inspirację latami świetności syntezatorów. Piąty utwór na płycie to istna karuzela dźwięków. Virgilian Lots to dowód na symbiozę jaką mogą stworzyć instrumenty potencjalnie nie pasujące do siebie.

W momencie, gdy słuchacz jest już usatysfakcjonowany melodią Aubreate Gloom poznajemy kawałek Aluminum Crown. Utwór który jest dowodem dojrzałości muzyków z of Montreal. W kompozycji najbardziej zaskakuje obecność symfonii. Bez zastanowienia przyznam, że w pewnym fragmencie utworu słychać głębokie podobieństwo do dzieł mistrza Krzysztofa Pendereckiego. Na szczęście of Montreal nie rezygnuje z obecności bogatego klarnetu czy smyczków. Instrumenty te ponownie pojawiają się w piosenkach: Monolithic Egress oraz Estocadas. Estocadas przekonuje mnie bardziej dzięki melancholijne końcówce. Jest to kolejna perełka w Auberae Gloom. Ostatnie dzwięki utworu są niezwykle kojące, a zarazem fascynujące. Na ogromny aplauz zasługuje Kevin Branes, który jest autorem tego wspaniałego tekstu.

Album zamyka piosenka pt.Like Ashoka’s Inferno Of Memory. Ten utwór to bardzo dobre oraz stonowane zakończenie całego dzieła. Muzycy ponownie przywracają lekko przetarte motywy. of Montreal świadomie pożegnali się z słuchaczami tworząc ostrożne zakończenie albumu.

Nie można nie zauważyć że ten album jest dziełem Kevina Barnesa. Nie ujmując pozostałym muzykom to właśnie frontman stworzył wszystkie kompozycje oraz teksty utworów. Dodatkowo ten niezwykły artysta jest także producentem Aureate Gloom. Dzięki temu należą się mu gorące brawa i wyrazy wdzięczności za wspaniałą muzykę.

Czytaj również