MENU

    Nocne zmory w warszawskim NIEBIE, czyli premierowy koncert LUNY

    LUNA i jej słuchacze długo czekali na debiutancki album, który kilka dni temu ukazał się pod tytułem Nocne Zmory. Artystka niemal dwa lata zapowiadała to wydawnictwo szeregiem singli, zaczynając od Zgaś w 2020 roku, aż po ostatni, tytułowy, który wyszedł tuż przed premierą wydawnictwa. Nic więc dziwnego, że gdy wreszcie wokalistka wydała tę płytę, nie obyło się bez świętowania jej ukazania się. W związku z tym zaprosiła bliskie sobie osoby oraz najwierniejszych fanów na wyjątkowe wydarzenie – koncert premierowy, który odbył się w warszawskim klubie Niebo w ostatni wtorek. 

    To był mój trzeci pełny koncert LUNY, a ogólnie piąty raz gdy miałam okazję usłyszeć tę wokalistkę na żywo. I z ręką na sercu przyznaję, że był najlepszym, na jakim byłam do tej pory. Zarówno pod względem atmosfery, samego repertuaru, aranżacji i kondycji wokalnej LUNY. 

    Warto zacząć od tego, że występ był wzorcowym przykładem jak powinien wyglądać koncert premierowy – album Nocne zmory został zagrany w całości, od początku do końca w takiej kolejności jaką znamy z płyty. Wielki szacunek dla LUNY i zespołu za to, że uwzględnili absolutnie wszystkie utwory, z Intro i Outro włącznie. Całość sprawiła dzięki temu wrażenie bardzo przemyślanej koncepcji. Ponieważ wcześniejsze single miałam już okazję słyszeć, najbardziej byłam uszczęśliwiona wykonaniami tych zupełnie nowych utworów: Marznę (ballada porównana do Fade), Nocne Zmory, czy Chimera, która okazała się dla mnie zupełnym highlightem tego koncertu – muszę przyznać, że nie spodziewałam się, iż fragment od tyłu faktycznie będzie wykonany na żywo, a tymczasem wokalistka podołała mu bezbłędnie. O dziwo fantastycznie wypadło – wcześniej średnio przeze mnie lubiane – Nie Budź Mnie, które w żywej aranżacji zdecydowanie zyskuje.

    Nie zabrakło oczywiście też nieco “starszych” przebojów LUNY – takie utwory jak Mniej, Zgaś czy Wirtualne Przedmieście, od których wszystko się zaczęło nadal wypadają na żywo bardzo dobrze. Ogromnie ucieszyło mnie, że na bis zostały jednak zagrane dwa smaczki – Palm of Your Hand, które pokochałam na żywo już podczas trasy koncertowej bryska & LUNA oraz Blind, czyli anglojęzyczna wersja Zgaś, dzięki której postać LUNY można było zobaczyć na nowojorskim Times Square. 

    Warto też powiedzieć o całej atmosferze dookoła występu. Po pierwsze, dla tej kosmicznej dziewczyny nie mogło znaleźć się lepsze miejsce na koncert niż warszawskie NIEBO. Każdy z gości mógł poczęstować się wyjątkowym prosecco z brokatem, które otrzymywał po wymianie w barze uroczej karteczki z napisem Wypij mnie. Dostępny był również sklepik, w którym można było zakupić zarówno płyty wokalistki, jak i sam merch LUNY – bluzy, t-shirty, berety, kadzidełka, plakaty, a nawet specjalnie przygotowaną na tę okazję kawę sygnowaną pseudonimem LUNY. Po występie artystka szybko wyszła, by z uśmiechem spotkać się ze słuchaczami. 

    Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy warto – dajcie się wciągnąć w kosmiczny świat LUNY.

    Ostatnio opublikowane