Jaka jest Marcelina? Zjawiskowa. Jeżeli jest jeszcze ktoś, kto jej nie zna, to powinien natychmiast wstukać w YouTube „Marcelina tańcz” i Marcelina dla Was zatańczy. I to jak!
Teledysk, który ukaże się Waszym oczom, to zapowiedź nowej płyty o tytule „Koniec wakacji”, której premiera odbyła się właśnie dziś.
Spotkałam się z Marceliną w jednej z warszawskich kawiarnii, żeby porozmawiać o pracy nad tym albumem i powspominać dawne lata, które doprowadziły ją do obecnego, jak sama przyznaje „najbardziej szczęśliwego” etapu jej życia.
- Jak wyglądała praca nad płytą?
Przede wszystkim zaczęłam od przerwy. Po dwóch latach grania materiału z płyty „Gonić burzę” potrzebowałam zwyczajnie odpocząć i zastanowić się, co dalej. Ostatnie lata były bardzo intensywne. Po trzecim krążku wygasł kontrakt z wytwórnią, rozeszły się różne drogi i poczułam, że muszę zebrać myśli na nowy początek. Zaszyłam się w górach i było mi tam tak dobrze, że nie bardzo chciałam wracać. Wtedy pojawiło się marzenie, żeby nowy materiał powstał właśnie tam. O tym, żeby płytę produkował Kuba Karaś rozmawialiśmy sobie między słowami już od dłuższego czasu. Uwielbiam Kubę, już podczas pracy przy piosence LATO wiedziałam, że to nie jest ostatnia kolaboracja. Potem były tysiące rozmów o inspiracjach i pomysłach na brzmienie, i tu była między nami duża zgodność . Oboje jesteśmy fanami Alexandry Savior która była dla mnie pierwszą wytyczna co do kierunku, w którym to wszystko powinno pójść. Poza tym, Tame Impala, Cults, Last Shadow Puppets, La femme czy Jane Birkin. Chciałam połączyć brudne gitary z elektroniką. Do współpracy zaprosiliśmy Kamila Kryszaka. Miałam wrażenie, że od momentu kiedy postanowiłam zacząć pracę nad płytą, zaczęły dziać się rożne dziwnie zbiegi okoliczności. Kuba miał czas, Kamil przypasował idealnie ze swoim charakterystycznym soundem i temperamentem, potem znajomi powiedzieli mi o domu, który kiedyś kupili, ale stoi pusty i możemy bez ograniczeń tam siedzieć i pracować. W dodatku w tym opuszczonym domu stał pusty basen, a to był dla mnie dobry znak, bo prawie taki sam basen jest w teledysku do „Witness“ Mikhaela Pascaleva, którego uwielbiam. Ta piosenka też była na liście moich inspiracji; kocham ten klip. Nagle stoję w pustym basenie i myślę sobie: „nagram w tym domu piosenkę, do której w końcu będę umiała tańczyć ;)”. Rok temu, we wrześniu, spędziliśmy tam prawie dwa tygodnie i tam powstała w zasadzie cała płyta. To było prawie jak kolonia – super pozytywny czas, który jakoś totalnie nas zbliżył i pootwierał mi głowę.
- Czyli płyta była gotowa już rok temu?
W zasadzie tak, nie licząc dwóch piosenek, które zrobiliśmy już w Warszawie, tekstów czy poprawek. Dwie piosenki powstały też przed wyjazdem, jeszcze z Robertem Cichym, z którym pracowałam przy poprzednich płytach. Daliśmy sobie sporo luzu przy tych nagraniach. Nigdzie się nie śpieszyłam. Kuba pracował w międzyczasie też z Justyną nad The Dumplings. Ja pisałam powoli teksty. Mieliśmy czas na to by ucho odpoczęło od tej produkcji.
- Skąd taki spokój w twoim życiu?
Ze Szklarskiej Poręby! Myślę, że znalazłam swoje miejsce na ziemi po prostu. Sposób na siebie. Lubię to, że mogę mieszkać trochę „na pół”. Czasem to męczy, bo rozjazdy, walizki, gubienie wszystkiego gdzieś pomiędzy, ale pewnie na to też znajdę w końcu sposób! Intensywność Warszawy idealnie uzupełnia się ze spokojem gór. Mam tam zupełnie inne rytuały, zajęcia, przyjaciół. To mi daje równowagę, bardzo inspiruje. Ten spokój przenosi się też na scenę. Czuję się pewniej. A w to lato czekało na nas sporo wyzwań. Zagraliśmy największe festiwale z zupełnie nowym materiałem, przedpremierowo, po długiej przerwie. Trochę się stresowałam, ale byłam już jednocześnie głodna koncertów. Ryzykownie było wyjść do ludzi z czymś, czego nie znali, kiedy oni zapewne czekali na Karmelove! Ale się udało! „Tańcz” ryczał cały tłum.
- Fani chyba ogólnie dobrze reagują na Twoje koncerty?
Tak, mamy super publiczność. To jest totalnie miłe, jak widzisz te same twarze w kolejnym mieście, ktoś przynosi jakiś prezencik, ktoś się komuś oświadczył, a poznali się na naszym koncercie i to już tradycja żeby być, jak gramy! Lubię ten czas z ludźmi po koncertach.
- A miałaś kiedyś przykre doświadczenia?
Miałam kiedyś psychofana, nawet można powiedzieć dwóch. Jedna sytuacja była skrajnie nieprzyjemna, a z drugiej dla rozluźnienia sytuacji trochę już się podśmiewaliśmy, choć nadal to było bardzo creepy. Niestety takie sytuacje się zdarzają, ale całe szczęście nie za często. Nasza muzyka jest raczej wciąż niszowa, mamy świadomych fanów, to nie jest dziki tłum, który chodzi za tobą do sklepu po bułki, robi zdjęcia czy czatuje na autografy. Chyba nigdy tego nie zrozumiem, takie szalonej fascynacji. Choć może to dlatego, że w tym siedzę. Ja mam ochotę wziąć autograf od osoby, która rozumie matematykę (śmiech).
- Twoja mama jest lekarką. Jak reaguje na Twój zawód?
Na początku była raczej przeciwna – chciała mnie wysłać na medycynę albo chociaż kulturoznawstwo „jeśli już ta sztuka“. Coś, co brzmi jak zawód. Jako dziecko uwielbiałam się bawić w jej gabinecie. Wszystkie zestawy typu mały chirurg, mały dentysta itd. były moje, więc mogło się wydawać, że cos z tego będzie. Jednak zamiast tego zaczęłam uczęszczać na zajęcia z improwizacji jazzowej i na lekcje do pewnego starego profesora, który dużo palił. Potem dostałam się na akademię muzyczną. Jedynym zmartwieniem mojej mamy w owym czasie było to, czy też zacznę palić. Dopiero jak wydałam pierwszą płytę i mama usłyszała moje piosenki w radiu, to zrozumiała, że to na poważnie i to po prostu moja praca, którą kocham. Teraz bardzo mnie wspiera choć jest z zupełnie innej bajki. Nigdy nie wie, gdzie jadę, kiedy podaję nazwę jakiegoś festiwalu. To jest urocze swoja drogą.
- Oprócz bawienia się w lekarkę, jakie jeszcze miałaś/masz hobby?
Kocham sport. Aktywnie spędzam czas. Zimą jeżdżę na nartach, biegówkach, skuterach, chodzę po górach z psem. Latem na surfingu, na wake’u. Lubię podróżować w stylu cheap trippin. Typu pakujesz się w 5 minut i jedziesz w wybrane miejsce, śpisz w samochodzie, w namiocie, pod gwiazdami. Życie jest jedno i o ile muzyka jest dla mnie najważniejsza, to nie chcę dla niej poświęcać życia rodzinnego czy moich pasji. Staram się na wszystko znaleźć czas.
- A kiedy znajdujesz czas na pisanie tekstów?
Zazwyczaj najwięcej pomysłów mam kiedy jadę samochodem. Chyba zmieniający się krajobraz tak na mnie działa. Nagrywam fragmenty na dyktafon lub zamieniam się z kimś miejscem, żeby móc coś zapisać. Czasem teksty przychodzą do mnie same we śnie. Budzę się i śpiewam piosenkę z tekstem. Trzeba go wtedy szybko zapisać, bo jak to sny – bardzo szybko je zapominasz.
