Sobota z felietonem: Nie lajkujesz nie istniejesz?

Facebook, Facebook wszędzie Facebook. Ogarnia coraz więcej sfer naszego życia. Również w dosyć specyficzny sposób wkrada się na rynek muzyczny.

Facebook działa trochę na zasadzie Mamby: wszyscy mają Mambę mam i ja! Nie dość, że większość osób co raz więcej czasu na niem spędza (w tym niestety również ja) to również marketingowcy twierdzą, że jest to skuteczna forma dotarcia do klientów i raczej trudno nie przyznać im racji. Również artyści posiadają swoje profile i w ten sposób kontaktują się z fanami, dzielą różnymi informacjami a także promują siebie.

Przeglądają ostatnimi czasy profile gwiazd coraz częściej zdarza mi się natrafić na posty typu: jeżeli będzie 2 tys. lajków dostaniecie nowy singiel. Do którego singla chcecie klip? Już dzisiaj do zgarnięcie płyta wystarczy polubić i udostępnić. Itp. Itd. Skuteczna forma marketingu? Nie wiem. Być może.

I tak my – laicy lajkujemy, udostępniamy i komentujemy. Cała machina napędza się do tego stopnia, że wystarczy, iż gwiazda wrzuci zdjęcia swoich nowych butów a już ma tysiące lajków i komentarzy.

Z jednej strony jest to na pewno forma zdobywania kolejnych fanów. Szczególnie ostatnio w taki wirtualny kontakt z fanami weszła grupa Pokahontaz. Mnóstwo postów na ich fanpage’u , mnóstwo komentarzy i kciuków w górę. Nie ominęło to także Zeusa czy Onara po wydaniu ich albumów. Jula na przykład często informuje o swoim stanie zdrowia, od Grzeszczak dowiemy się, że pracuje nad nowymi utworami i można by tak wymieniać i wymieniać.

Zajrzę do Was za kilka dni, walczę z chorobą.
Wam za to życzę dużo zdrówka! Buziaki!  (Jula)

Od jutra do soboty w studiu! Nagrywam nowe utwory :-) wreszcie wreszcie wreszcie bo najgorsze są te przerwy pomiędzy nagrywaniem..a ja chce nagrywać codziennie!!!!!!!!!!!!!!!!  (Sylwia Grzeszczak)

Artysta pisze, że po iluś tam lajkach będzie singiel. A co jeżeli się ich tyle nie uzbiera? Nie dostaniemy singla? Nie będzie nagrywał kolejnych kawałków? Tak nie może być, więc lajkujemy. I tak znajoma znajomej, której my znamy znajomą zostaje powiadomiona o tym ażeby dała lajka. Wie to już pan z kiosku, dentysta czy kierowca autobusu. Bo my chcemy kolejny singiel czy klip. I w całym tym internetowym zamieszaniu zatraca się sens tworzenia. Robi się z tego masówkę, która ma przyciągać fanów i „fanów”. Ot ostatni przykład filmu Jesteś Bogiem i Paktofoniki. Nagle w okresie emisji filmu Paktofonika zyskała tysiące sezonowych fanów, którzy zapytani o jakikolwiek numer zespołu jedyne co to umieli wymienić  tytułowe Jestem Bogiem. A ilości lajków na Facebooku rosły i rosły. Podobnie rzecz się miała po śmierci Whitney Houston, która pośmiertnie zyskała mnóstwo kciuków w górę.

Ostatnio rozbawił mnie Nullo, który na swoim profilu umieścił taki oto wpis:

Przy 1000 udostępnień kawałka 10 Minut Bragga wybierzemy 10 osób spośród tych, którzy udostępnili klip oraz wpisali przy udostępnieniu: ” Zamów album Nullo SPG Dystrykt na spg-dystrykt.pl.

Pomyślałam sobie, że przesadził z ilością udostępnień, ale… jak to zwykle bywa fani i”fani” nie zawiedli i w ilości 1027 osób udostępnili kawałek wraz ze stosowną formułką. Nie wiem na ile przyczyniło się to do zamawiania jego krążka aczkolwiek jest to jakiś sposób na przyciągnięcie potencjalnych klientów. Skłonna jestem bardziej powiedzieć, że wszyscy, którzy to udostępnili liczyli tylko na łut szczęścia i darmową płytę.

Patrząc na to z innej perspektywy myślę, że w pewnym sensie  jest to przydatne. Na bieżąco możemy dowiedzieć się o nowych singlach, klipach i koncertach. Ażeby było ciekawiej można na przykład przeczytać list z więzienia (modny ostatnio Buczer, który regularnie korespondował ze swoimi fanami), można wygrać płyty (pod warunkiem udostępnienia i zalajkowania, bo przecież, nie ma nic „za darmo”) a nawet można wygrać modny dres (Sokół ostatnio dał taką możliwość fanom). Tak więc każdy lajk na wagę złota i niedługo dojdzie do tego, że jeżeli nie będziesz lubił każdego postu na fanpage”u to nie będziesz wiernym i oddanym fanem.

Polskie gwiazdy i tam mają małe ilości fanów w porównaniu ze światowymi. Czasami też mam wrażenie, że nie bardzo wiedzą jak wykorzystać możliwości FB i co na nim zamieszczać. Bo czy na prawdę interesuje nas, że ktoś właśnie pije herbatę z cytryną czy ma kaszel, z kim się pokłócił a z kim się przyjaźni? To jest dobre dla gwiazdek znanych z tego, że są znane. Raczej artyści o nieco większych aspiracjach  powinni unikać zasady co w głowie to na języku (w tym przypadku na Facebooku). Ale taka nasza natura, że chcemy wiedzieć jak najwięcej z życia gwiazd.

Facebook to społecznościowy fenomen. Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe fanpage’a. Ja tylko mam nadzieję, że będzie co raz mniej „lubisiów”, którzy będą lajkować wszystko, co im się każe. A teraz no cóż… Nie pozostaje wam nic innego jak tylko zalajkować mój tekst. A więc kciuki w górę. ;)

Czytaj również