Nicki Minaj – The Pinkprint (2014), recenzja Łukasza Jankowskiego

Onika Maraj nieraz i nie dwa zaskoczyła słuchaczy swoimi muzycznymi dokonaniami. Z jednej strony staje się bezkompromisową raperką i za sprawą swojego warsztatu potrafi zamknąć usta wszystkim krytykom. Swój niezaprzeczalny talent pokazała w między innymi w swoich niektórych numerach oraz licznych współpracach z innymi artystami (np. Monster Kanye Westa). Z drugie strony jednak cały czas próbuje eksperymentować, mieszać różne style i tworzy dobre klubowe bangery. Od wydania jej ostatniego krążka minęły dwa lata. Teraz przyszedł czas na The Pinkprint, warto było czekać?

Można zauważyć, że Nicki Minaj uwielbia różowy kolor. Widać to po okładkach płyt, oficjalnej stronie internetowej czy też jej niektórych stylizacjach. Barwa ta odcisnęła również swoje piętno na okładce recenzowanego wydawnictwa. Mimo że nie lubię tego koloru to dla mnie oba zdjęcia są bardzo stonowane i pasują do tego co znajduje się na płycie. W wersji standardowej ujrzymy różowy odcisk palca na czarnym tle, natomiast w edycji deluxe na białym.

Całość otwiera kompozycja All Things Go, która jest idealnym wprowadzeniem w klimat wydawnictwa. Raperka w eteryczny sposób przedstawia historię ze swojego życia, opowiada o aborcji, której dokonała w wieku siedemnastu lat. Wielu artystów przelewa swoje emocje na papier tworząc małe arcydzieła. Gdyby je usunąć utwór bardzo dużo by stracił. Niezwykle do gustu przypadło mi porównanie ludzkiego życia do filmowej produkcji:

Life is a movie, but there will never be a sequel

All Things Go niezwykle zaskakuje i jest nadzieją na to, że Minaj stworzyła dobry album. Numer kończy się słowami This is the Pinkprint, co jest pewną deklaracją od artystki, że możemy spodziewać się czegoś wyjątkowego.

Nie będę trzymać was w niepewności. Onika stworzyła album bardzo dobry, zaskakujący, który jest innowacją w jej muzyce. Jest to najlepszy krążek wydany podczas muzycznej kariery Nicki. Muszę przyznać, że po pierwszych dwóch singlach nie byłem dobrze nastawiony do tego wydawnictwa. Pills N Potions nie wzbudził we mnie zbytnich zachwytów. Kolejny spokojny numer niewyróżniający się niczym spośród innych tego typu piosenek. Jest to tylko dobry kawałek. Prawdziwy szok przeżyłem słuchając Anacondę. Pierwszy singiel był spokojny, drugi natomiast bardzo żywiołowy. Bałem się, że słuchacze dostaną wszystko i nic na jednej płycie. Po przesłuchaniu całości muszę przyznać, że moje obawy były niesłuszne. The Pinkprint to bardzo spójny materiał, którego harmonie zaburza Anaconda właśnie. Jest to poprawny numer, który lekko przypomina poprzednie dokonania raperki (Pound the Alarm oraz Va Va Voom), ale po prostu przy innych kawałkach wypada słabo i nie pasuje do całości.

Trzecim singlem został numer Only. Onika pojawia się w nim z doborowym towarzystwie. Wydawać się może, że w tej kompozycji za sprawą czterech artystów dzieje się po prostu za dużo. Na całe szczęście tak nie jest. Nicki Minaj swoją partią powaliła na deski Drake’a oraz Lil Wayne’a. Nie znaczy to, że kawałek jest zły i tylko Onika dobrze w nim brzmi. Wszystko zostało po prostu bardzo dobrze zbalansowane: Artystka jest tutaj głównym daniem, które ma zachwycać najbardziej. Wstawki kolegów z branży uświetniają numer, przy okazji nie przyćmiewając Minaj. Poszczególne partie zostały przełamane wokalem Chrisa Browna, który brzmi tutaj po prostu zjawiskowo. Ostatnim singlem promujące nowe dziecko raperki to Bed of Lies. Gościnnie w tej piosence możemy usłyszeć Skylar Grey, która wcześniej współpracowała z Eminemem. Artystka pokazuje swoje naturalne i emocjonalne oblicze opowiadając gorzką opowieść o miłości. Obie panie brzmią w tym numerze genialnie a występy na żywo umacniają mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że jest to świetna piosenka.

http://youtu.be/3WLR7UjDEmQ

Po zapoznaniu się z singlami zostałem po prostu zbity z tropu. Dostałem dwa przeciętne numery oraz dwie świetne kompozycje. Nie wiedziałem czego spodziewać się po The Pinkprint. Miałem wrażenie, że Onika albo pogubi się i stworzy muzyczny koszmar albo do moich rąk wpadnie muzyczna bomba, która za sprawą swojego wybuchu rozsadzi konkurencję. Jedno muszę przyznać – Nicki bardzo pozytywnie zaskakuje. Na wydawnictwie znalazło się bardzo dużo gości. W standardowej wersji w siedmiu piosenkach na szesnaście pojawiają się inni muzycy. Nie odnosi się jednak wrażenia, że Nicki został przyćmiona i jest tylko zbędnym dodatkiem. Przy powstawaniu płyty pracowało bardzo dużo producentów, którzy idealnie zbalansowali album i nie ma wątpliwości kto jest tutaj gwiazdą.

Gdy usłyszałem, że Jessie Ware będzie współpracować z raperką to na początku załamałem się. Są to przecież dwa różne światy, inne style muzyczne. Po ochłonięciu postanowiłem jednak nie oceniać piosenki, której jeszcze przecież nie słyszałem. Po zapoznaniu się z The Crying Game było mi po prostu głupio, że początkowo myślałem źle o tym numerze. Efekt finalny przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Szkoda tylko, że Jessie nie została akredytowana w tym numerze. Kolejnym duetem, o którym muszę wspomnieć to Feeling Myself. Tym razem Nicki współpracowała z Beyonce. Jeżeli polubiliście tę parę za sprawą oficjalnego remiksu ***Flawless, to teraz go pokochacie. Nicki pokazuje klasę a Beyonce zachwyca szczególnie w bridge’u gdzie wyśpiewuje:

Male or female, it make no difference
I stop the world, world stop…
Carry on

Warto również wspomnieć o dwóch innych duetach – Buy a Heart (gościnnie – Meek Mill) oraz Trini Dem Girls (Lunch Money Lewis), które w moim odczuciu są idealnym wyborem na kolejne single. Obie kompozycje są bardzo przebojowe i na długo zostają w pamięci. Niestety album nie jest perfekcyjny i tutaj dochodzimy do najważniejszej wady The Pinkprint, czyli do tekstów. Pojawiają się kompozycje, które przekazują coś więcej niż radiowe pseudo-hity. Jednakże pojawiają się również utwory ze słowami, które straszą. Potrafię zrozumieć obecność wulgaryzmów, bo użyte w należyty sposób potrafią być pewną formą ekspresji. Za to nie potrafię zrozumieć obecności słowa nigga i jego różnych innych form. Są takie utwory, w których ten wyraz jest nadrzędny i bez niego uleciałoby prawie połowa tekstu. Z jednej strony walka o tolerancję rasową, z drugiej rzucanie niggami na lewo i prawo. Świat jest dziwny… Poza tym z tekstów dowiadujemy się o preferencjach seksualnych Nicki (Only) oraz o tym, że wielki tyłek to podstawa (Anaconda). Boli to w szczególności przy pierwszym z wymienionych kawałków, gdy całość jest perfekcyjna a niszczy to tekst. Oprócz przeciętnych tekstów pojawiają się również słabsze kompozycje. Oprócz wcześniej wspomnianej Anacondy trzeba wspomnieć o Favorite, które jest bardzo słabym zapychaczem. Mojego serca nie zdobyła jeszcze kompozycja Want Some More, która dla mnie jest kolejnym numerem zapychającym album. Gdyby usunąć te trzy piosenki to wydawnictwo byłoby z pewnością lepsze..

Wydawać by się mogło, że Nicki Minaj potrafi zachwycać tylko z kimś u swojego boku. Jednak pojawiają się solowe numery, które potrafią zachwycić. Jednym z takich numerów jest The Night Is Still Young, który można nazwać lżejszą wersją Pound the Alarm. Prawdziwym zaskoczeniem jest za to numer, który zamyka podstawową wersję The Pinkprint. Grand Piano to przepiękna fortepianowa ballada, która pod koniec została wzbogacona o smyczki. Nicki Minaj w takim wcieleniu jest po prostu niesamowita. Na edycji rozszerzonej pojawia się kilka dodatkowych numerów – odsłona z iTunes ma ich sześć. Wszystkie te utwory są bardzo dobre. W szczególności do gustu przypadł mi kawałek Truffle Butter, w którym gościnnie pojawiają się wcześniej wspomniani Lil Wayne oraz Drake. Kompozycja ma świetny bit, od razu wpada w ucho. Jest to po prostu świetne zakończenie bardzo długiego albumu. Szkoda, że tak dobra piosenka pojawiła się tylko na edycji deluxe.

The Pinkprint to dla mnie największe zaskoczenie tego roku. Myślałem, że dostaniemy muzyczny niewypał, którego nie będzie dało się słuchać. Moje obawy były niesłuszne i do sprzedaży trafił bardzo dobry album. Nicki Minaj za sprawą swojej twórczości z pewnością pozostawi po sobie na rynku muzycznym swój różowy odcisk palca.

Czytaj również