Nickelback – Feed the Machine (2017), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

1
314

Kanadyjska grupa Nickelback jest chyba jednym z najbardziej kontrowersyjnych zespołów. Opinie, jakie można znaleźć na temat ich muzyki są sporymi rozbieżnościami. Pół biedy, gdyby były to tylko słowa, które wypływają od „zwykłych, przeciętnych” słuchaczy. Poglądy na temat grupy bardzo często wyrażają również koledzy po fachu, którzy niejednokrotnie nie zgadzają się z jakąkolwiek pozytywną opinią na temat Kanadyjczyków. Przed wydaniem krążka Feed The Machine lider grupy zapewniał, że będzie to silna, rockowa płyta, która powinna rozwiać wszelkie wątpliwości skupiające się na tym, do jakiej szufladki chcemy ją wrzucić, a przede wszystkim udowodnić fakt, że nie bez powodu od tylu lat znajdują się na rynku muzycznym podbijając listy przebojów na całym świecie.

Z jednym mogę się zgodzić, jest to faktycznie jedna z mocniejszych płyt, jakie zespołowi Nickelback udało się stworzyć. Znajdziemy tam naprawdę sporo całkiem dobrych riffów, które wnoszą krążek zdecydowanie na rockową muzyczną półkę. Chociażby tytułowe Feed The Machine. Gitara śmiga jak trzeba, wyraźna stopa budująca całą siłę utworu, a całość uzupełniona jak zwykle jednym z najbardziej rozpoznawalnych wokali Chada Kroegera. Do tego grona może jeszcze dołączyć For The River, gdzie znów gitarowy riff nadaje utworowi energiczności oraz Must Be Nice i The Betrayal (Act III). Swoją drogą pozostałe części The Berayal są jednym z ciekawszym momentów krążka.

Jednak nie utożsamiajmy mocniejszej płyty – z po prostu mocną płytą, bo Feed The Machine na pewno do takowych nie należy. Gdyby wyciąć właśnie te utwory, okazałoby się, że krążek jest nadal raczej pop-rockiem, w którym niestety wyższość biorą nudne i oklepane melodyjki. Jak na Nickelback przystało na płycie znalazło się sporo spokojniejszych, melodyjnych utworów jak np. Song On Fire, After The Rain, Home, Silent Majority, czy Every Time We’re Together.  Są to kompozycje, jakie spokojnie mogłyby znaleźć się na radiowych listach przebojów. Powstaje jednak jeden problem – tego typu melodii na rynku muzycznym w obecnych czasach jest aż przesyt.

I tutaj pojawia się kolejny zarzut do Feed The Machine. Powtarzalność brzmienia. Muzyka grupy Nickelback na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat nie zmieniła się na tyle, aby można było stwierdzić jakikolwiek większy rozwój zespołu. Melodie, jakie znajdziemy na Feed The Machine nie różnią się niczym od How You Remind Me, Someday, Never Again czy kultowego Photograph. Ba, można by pokusić się o stwierdzenie, że brzmienie grupy z pierwszych dwóch-trzech krążków było zdecydowanie lepsze. Przede wszystkim wtedy owa muzyka wyróżniała się spośród innych kompozycji, jakie pojawiały się w mainstreamie (do którego niestety trafił Nickelback). W tym momencie podobnych utworów jest już na tyle dużo, że gdyby nie fakt, że grupa znajduje się na scenie stosunkowo długo, zaginęłaby w gąszczu teraźniejszości.

Niestety, na Feed The Machine nie pojawia się to, czego oczekiwałaby duża część muzycznego świata. Trochę nowości, świeżości i przede wszystkim obiecanego – jedynie mocnego brzmienia. W kategorii pop-rocka zespół wypada stosunkowo dobrze, jednak kiedy próbujemy włożyć go na półkę, do której przypisuje go spora część słuchaczy, okazuje się, że twórczość wcale taka dobra nie jest. Fatum, które tkwi nad grupą chyba od zawsze, zostanie z nimi jeszcze długo. Jednak siła fanów zespołu jest na tyle widoczna, że pomimo wszystko, mają dla kogo tworzyć.

1 KOMENTARZ

  1. Nigdy nie zrozumiem tego hejtu na zespół i szczerze mówiąc nawet nie wiem, co im się zarzuca… Jeśli chodzi o repertuar, to przepraszam bardzo, ale na tle innych gwiazdeczek nie wypadają gorzej xD Więc serio nie wiem o co chodzi xD

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.