Nick Cave, Warren Ellis – Carnage (2021), recenzja Wojtka Chabera

Carnage to piękna płyta. Chyba nie ma lepszego określenia dla albumu Nicka Cave’a i Warrena Ellisa. Piękna i jednocześnie niepokojąca.

Nick Cave i Warren Ellis z nową płytą. Zaprezentowali "Carnage" |

Duet Cave&Ellis był do tej pory znakiem jakości i gwarancją znakomitego soundtracku. Stworzyli wspólnie ścieżkę dźwiękową do takich kinowych hitów, jak western „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” z Bradem Pittem czy „Droga”, na podstawie powieści Cormaca McCarthy’ego. Tym razem postanowili stworzyć pełnoprawny album z piosenkami, ale bez kolegów z zespołu The Bad Seeds, z którym są związani od lat.

Carnage to płyta głęboko zakorzeniona w doświadczeniu współczesnego świata, zwłaszcza globalnej pandemii. Czas, jaki dostaliśmy w nieoczekiwany sposób, którego tak bardzo nam brakowało, pozwolił na refleksję na temat otaczającej nas rzeczywistości. Dla wielu była to okazja, by inaczej spojrzeć na wiele spraw, zredefiniować swoje poglądy, zmienić nieco bieg swojego życia. Nick Cave i Warren Ellis również wiele spraw przemyśleli i ich obserwacje są bardzo niepokojące. Oto świat popadł w całkowitą ruinę, jest pełen beznadziei i samotności. Ludzie żyją w strachu, a zewsząd otacza ich zło, brzydota, nienawiść i rewanżyzm. Diagnoza, trzeba przyznać, katastroficzna. Ale Nick Cave znajduje światełko w tunelu, znajduje promyk nadziei i tym Carnage różni się od Ghosteen czy Skeleton Tree, w których więcej było pytań niż odpowiedzi.

Album dzieli się niejako na dwie części, gdzie pierwsza jest przygnębiającą diagnozą współczesności, a druga próbą dostrzeżenia pozytywów. Nadciągająca apokalipsa najbardziej widoczna jest w utworze Hand of God, otwierającym album. Wersy Nicka Cave’a o ludziach czekających w nadziei na boską interwencję są znakomicie podkreślone przez muzykę skomponowaną przez Warrena Ellisa. Głębię utworu podbija wyśpiewane falsetem w bardzo sugestywny sposób wezwanie hand of god, które podczas koncertu na żywo zrobiłoby z pewnością jeszcze bardziej piorunujące wrażenie. Całość przypomina nieco podobne w swej wymowie kompozycje innego duetu – Trenta Reznora i Atticusa Rossa.

Pandemia wciąż trwa, dlatego i to doświadczenie musiało zostać jakoś opowiedziane na Carnage. Służy temu Albuquerque, w którym lockdown został przedstawiony w jasnych odcieniach. Melancholijne dźwięki fortepianu Ellisa i spokojny baryton Cave’a łączą się w opowieść o tym, jak zamknięcie na całą gamę przeżyć i doznań oferowanych przez współczesny świat, może paradoksalnie otworzyć na piękno i szczęście doświadczane wspólnie z bliskimi. To najkrótszy utwór na płycie, a jednocześnie bardzo głęboki i pouczający, dzięki któremu możemy przypomnieć sobie, że zatrzymanie się i rezygnacja z dzikiego pędu naszej cywilizacji może być dla nas niezwykle ożywcza i przywrócić harmonię do codziennych spraw, często zatopionych w chaosie.

Punktem kulminacyjnym Carnage staje się White Elephant, będący komentarzem do sytuacji społeczno-politycznej, zwłaszcza w USA. To najmocniejszy utwór na płycie, nie tylko muzycznie, ale przede wszystkim lirycznie. Wprost odnosi się do protestów Black Lives Matter i śmierci George’a Floyda uduszonego kolanem funkcjonariusza policji. Utwór pełen zgrabnych metafor (sam tytuł jest uderzeniem w białych supremacjonistów z Partii Republikańskiej, której symbolem jest właśnie słoń) w drugiej części przechodzi w pełen nadziei i radości śpiew gospelowy. I od tego momentu, Carnage staje się płytą cieplejszą, w której świat widziany jest w jaśniejszych barwach. Nadzieję przynoszą Shattered Ground i Balcony Man, w których szczególnie widać zmianę, jaka zaszła w Nicku Cavie. Kończące album słowa, trawestujące słynne zdanie Friedricha Nietzschego, „what doesn’t kill you just makes you crazier” to jednocześnie mrugnięcie okiem w stronę słuchaczy i być może odpowiedź, którą Cave znalazł na pytania dręczące go w ostatnich latach po stracie syna.

Niebagatelna znaczenie dla powodzenia duetu Cave&Ellis jest fakt, że panowie znają się od kilku dekad. Warren Ellis to nie tylko utalentowany multiinstrumentalista, ale przede wszystkim przyjaciel Cave’a, potrafiący wszystkie emocje kolegi z zespołu doskonale odzwierciedlić w skomponowanej muzyce. Tak, jak wzajemne oddziaływanie yin i yang jest przyczyną powstawania i zmiany wszystkich rzeczy, tak liryka Cave’a i muzyka Ellisa są absolutnie nierozerwalne, stanowiąc jedność. Dzięki temu Carnage to nosi w sobie znamiona dzieła wybitnego, albumu, który znajdzie się w tegorocznych topkach, a kto wie, może i topkach dekady. Całkowicie zasłużenie.

Czytaj również