New Politics – Lost in Translation (2017), recenzja Karoliny Młynarskiej

0
155

Od pewnego czasu w świecie muzycznym panuje stwierdzenie, że muzyka rockowa nie ma się obecnie za dobrze. Jest w tym ziarnko prawdy. Na listach przebojów królują utwory popowe, taneczne, często o zabarwieniu komercyjnym, a piosenek iście rockowych można tam ze świecą szukać. A jeśli już się pojawiają, ich żywotność nie jest zbyt długa, bowiem zostają prędko zmiażdżone przez rywali. Pomimo takiej tendencji istnieją zespoły próbujące wskrzesić ducha rock’n’rolla. Dobrym kandydatem wydaje się być duński zespół New Politics, grający muzykę właśnie rockową. W październiku tego roku wydali nowy, czwarty już album pod tytułem Lost in Translation. Czy ma szansę stać się rozpoznawalnym, cenionym dziełem?

Tak jak już wspomniałam, New Politics nagrali cztery albumy. Pierwszy, zatytułowany po prostu New Politics pojawił się w 2010 roku. A Bad Girl in Harlem ukazał się w 2013 roku, jego następca Vikings dwa lata później, a ostatni Lost in Translation premierę miał niedawno. Supportowali artystów takich jak Fall Out Boy, P!nk, Thirty Seconds to Mars czy The Paramore, a ich najpopularniejszy singiel Yeah Yeah Yeah pojawił się w jednej z odsłon gry komputerowej Need For Speed. Tak więc, poprzednie płyty zapewniły im kilka sporych sukcesów. Przyjrzyjmy się, czy Lost in Translation także może stać się przyczyną kolejnych triumfów.

Album otwiera szybka, energetyczna piosenka o tytule CIA. Przyznam szczerze, że zwrotki przypominają mi trochę twórczość zespołu twenty one pilots – podobny styl i podobna maniera śpiewania. Refren to prawdziwa rockowa bomba, dużo się tam dzieje, a pomysłowym urozmaiceniem jest pojawienie się dziecięcego głosu. CIA jest jednym z najmocniejszych punktów albumu. Tuż po nim następuje One of Us, pozytywna kompozycja, z której wyróżniają się dźwięki pianina. Całość wypada bardzo pogodnie i ciepło, nastraja optymistycznie i może pomóc uśmiechnąć się pomimo złego dnia. Zwłaszcza, że opowiada o prawdziwej przyjaźni i niesie sensowne, ważne przesłanie.

Dalsze piosenki są do siebie dość podobne – nie wywołują jakichś szczególnych wrażeń u słuchacza. Ale pomimo tego znalazłam kilka perełek ratujących tę płytę. Nie licząc wspomnianych wyżej CIA i One of Us, w pamięć zapadły mi East Coast Thrilla, Clouds i Madeleine. Pierwsza z nich to podszyta elektronicznym bitem kompozycja, zahaczająca delikatnie o hip hop. Przyjemnie się jej słucha i może zachęcić do ruchu. Wieńczące płytę Clouds to bardzo uśmiechnięta piosenka, w charakterze podobna do One of Us. Łatwo przy niej pobujać w obłokach i rozmarzyć się. Jednak zdecydowany, największy highlight tej płyty stanowi Madeleine. Zaczyna się niepozornie, bo od dźwięków pianina. Z każdą kolejną sekundą tempo przyspiesza, dochodzą do tego gitary i perkusja, a cała piosenka zyskuje zabawny, wręcz biesiadny (!) charakter. Nogi same rwą się do tańca.

Pozostałe piosenki są… po prostu są. Tell Your Dad jest nieabsorbujące, wprost nijakie; Color Green ma niezły refren; Lifted wypada dość infantylnie; Istanbul i Lifeboat nie wywarły na mnie totalnie żadnego wrażenia. Pojawiły się piosenki godne przesłuchania, ale stanowią one mały procent z całej płyty. Zbyt mały. Całość nie zachwyca, nie drażni – jest po prostu nijaka. Łatwa, chwilami infantylna. A przez cały czas słuchania miałam z tyłu głowy zdanie: gdzieś to już słyszałam. Nie mogę odpędzić się od skojarzeń z twenty one pilots – Lost in Translation to taka ich znacznie gorsza wersja.

New Politics i ich Lost in Translation raczej nie podbiją rockowego świata, zwłaszcza, że często mieszają gatunki: pojawia się pop i dance. Pamiętacie pierwsze płyty gwiazd Disneya z poprzedniej dekady? Takie marne połączenie popu z elementami rockowymi? To jest właśnie New Politics w pigułce. Zdarzają się świetne momenty, ale przeważają te słabe i nieporywające. Szkoda, bo panowie mają spory potencjał, zdolności też niezłe, lecz chyba nie potrafią tego wykorzystać do stworzenia czegoś godnego uwagi i wartego zapamiętania.